KROH Kroh ’11

KROH to intrygująca formacja, która debiutowała w roku 2011, ale przyznam, że fakt ten umknął mej uwadze. Nadrobiłem jednak zaległości dowiedziawszy się, że za ów intrygujący projekt muzyczny jest odpowiedzialny Paul Kenney, były muzyk takich formacji jak MISTRESS, CURRENT FUKPIG MEMBER czy ANAAL NATHRAKH, który dokompletował sobie do składu zupełnie nieznanego mi wokalistę Francisa Anthony’ego (SHEWBREW, TUMOR, THE SICKENING). Mieli grać doom metal z hardrockowymi wpływami, z domieszką eksperymentu. Cóż. Jak dla mnie jest zupełnie odwrotnie. Debiutancki album zatytułowany po prostu „Kroh” otwiera radośnie satanistyczna pioseneczka „The Plant We Seeded”, która wprawdzie ma nieco doomowo-stonerowy „flow”, może ma hardrockowo pobrzmiewający refren, ale całość jest ultranowocześnie brzmiąca. Nie wiem czy to wina automatycznej perkusji, czy dziwnie zmiksowanych gitar, czy wreszcie przetworzony głos wokalisty sprawiają, że całość brzmi raczej nieco… nu metalowo. Nu metal pobrzmiewa już nieskrywanie w „These Butterflies”, z kolei w „Heaving Earth” słychać brzmienia i klimaty, jakie używał PARADISE LOST z tym że na „Host”… Doomowe, czy raczej stonerowe granie usłyszymy w przebojowej „Luciphorii”, jednak ta nowoczesna oprawa brzmieniowa sprawia, że utwór mógłby trafić również na krążek ROBA ZOMBIEGO. I właśnie owa produkcja sprawia, że nie do końca rozumiem, o co chodzi w tej płycie. Utwory takie jak „Stone in to the Flesh” (świetne wejście wokalu) czy „Inside” (tu znów znakomity riff), to rewelacyjne kawałki doom metalowe według starej szkoły, jednak podano je w takiej oprawie, że dość dziwnie się ich słucha. Powiem nawet, że im więcej słuchałem płyty, tym bardziej irytował mnie fakt takiego podejścia do sprawy. Bo płyta ma ogromny potencjał, pełna jest świetnych utworów i bardzo dobrze zaaranżowanych partii wokalnych. Ale ta nowoczesność i sterylność brzmienia rozbija klimat, jaki mógłby powstać. A mógłby, czego dowodem są ostatnie dwa kawałki. Bardzo ponury, niemal dark ambientowo- neo klasyczny „How I Wish That I Could Know” to prawdziwa perełka na tym albumie, przywodzący na myśl tak odległe rejony muzyczne jak SOPOR AETERUS AND ENSEMBLE OF SHADOWS. I na deser pojawia się „Fruits and the Wine”. Tu już mamy do czynienia z prawdziwym, rasowym doom metalem włącznie z przeciąganymi, wyjącymi gitarami, kotłującymi się bębnami i potężnym riffem podbitym mocnym refrenem. A fakt, że w niektórych momentach Francis pobrzmiewa jak Garm za swoich najlepszych czasów dodaje całości wyjątkowego posmaku. Krótko mówiąc, płyta kończy się naprawdę intrygująco, jednak ta ultranowoczesna przebojowość z pierwszych utworów zabiła mi mocnego ćwieka. Bo to nie tak, że to jest złe, czy nawet że mnie się to nie podoba. Ale ta nowoczesna otoczka nijak dla mnie współgra z old schoolową okładką, wydaniem na winylu i doomowo-rockowym potencjałem, który został przerobiony na błahe w większości pioseneczki. Dlatego trzy. I jeszcze pół za koniec płyty.[Shadock]

KROH,http://kroh.bandcamp.com/album/kroh, http://facebok.com/XKrohX

 Devizes Records, http://www.ds.bigcartel.com/