Ku pamięci Pawła Habko (1977-2012)

operis.media_logoW marcu 2012 zmarł Paweł Habko, człowiek ważny dla rozwoju sceny metalowej w Polsce południowo-wschodniej. Od wielu lat (myślę, że około piętnastu) organizował koncerty w takich miastach jak Sanok, Przemyśli, Krosno itp., w ostatnim okresie działał pod banderą agencji Operis Media. To dzięki niemu dawno temu zagrał w Sanoku (w nieodżałowanej dyskotece „Art Club”) dzisiaj „wielki” BEHEMOTH i to on wspierał masę podziemnych zespołów, które z jego pomocą miały możliwość „wypłynięcia”, zaprezentowania się szerszej publiczności. Paweł był niezłomny w swoich działaniach, jednak całe życie walczył też o swoje zdrowie. Któregoś dnia walkę tę przegrał, pozostanie jednak w naszej pamięci, jako świetny człowiek i prawdziwy pasjonat swojego hobby. [Kasia]

 Co oddasz,pawel.habko_foto1
kiedy śmierć zapuka do twych drzwi?
Pełnię mojego życia-
słodkie wino jesiennych dni i letnich nocy,
moją małą piwniczkę zapełnianą przez lata
i godziny tętniące życiem.
To będą moje dary,
gdy śmierć zapuka do mych drzwi.

Rabindranath Tagore

Ernest – VALINOR:

W dniu 8 marca 2012 roku w wieku 35 lat odszedł niespodziewanie Paweł Habko, właściciel agencji artystycznej Operis Media, organizator koncertów, człowiek, któremu podkarpacka scena metalowa zawdzięcza bardzo wiele. Informację o śmierci Pawła przekazał mi Tomasz Domka, który był w tamtym czasie w bliskim kontakcie z Pawłem, planowali kolejne koncerty i nikt się nie spodziewał tak tragicznego finału. Dla mnie informacja, że Pawła nie ma już między nami była szokiem; pamiętam, że wielokrotnie pytałem Tomka, czy aby na pewno to jest informacja sprawdzona, ale niestety Tomasz miał rację. Do dnia dzisiejszego trudno mi się pogodzić ze śmiercią Pawła, zwłaszcza, że kilka dni po pogrzebie dotarły do mnie informacje, że sprawą śmierci Pawła zajęła się prokuratura z powodu ustalenia, czy do zgonu Pawła mógł się przyczynić błąd w sztuce lekarskiej.
Paweł był człowiekiem wyjątkowym, który sam zmagał się z wieloma chorobami i pomimo swego stanu cieszył się każdym nowym dniem, a z tego, co wiem, to z jego zdrowiem bywało bardzo różnie. Nigdy nie pozostawał obojętny na cierpienia i krzywdę innych ludzi, wielokrotnie to udowadniał organizacją bardzo wielu koncertów charytatywnych oraz koncertów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
Z Pawłem poznałem się podczas jednej z sesji nagraniowych płyty „It Is Night” w Studio Manek, które w tamtym czasie stanowiło jedno z miejsc sztuki w Sanoku. Pamiętam, że między innymi dyskutowaliśmy o nagrywanej płycie VALINOR. W studio pracował jeszcze Arkadiusz Malczewski, więc tematów do dyskusji nie brakowało.
Minęło kilka lat i nasze drogi ponownie się spotkały w 2005 roku – zostaliśmy zaproszeni przez Pawła do zagrania koncertu na jednej scenie z CHRIST AGONY w Rzeszowie w ramach ich trasy koncertowej, którą Paweł organizował, a później na kolejną edycję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Sanoku. W tamtym czasie planowaliśmy kolejne koncerty, które organizował Paweł i na których mógłby zagrać VALINOR. Byliśmy w stałym kontakcie i bardzo się cieszyłem, że powstała agencja Operis Media, która bardzo mocno wspierała podkarpacką scenę metalową. Paweł był sercem tej agencji i poświęcał muzyce bardzo wiele swego czasu. Ostatnie nasze spotkanie miało miejsce podczas festiwalu Metalmania 2006, później z VALINOR bywało różnie, a kontakt z Pawłem był utrzymywany przez naszego wokalistę Tomasza Domkę, który związał się z innymi zespołami, które były bardzo mocno zainteresowane współpracą z Pawłem Habko.
Dziś trudno mi nadal uwierzyć, że Pawła nie ma między nami i przykre jest to, że ludzie z tak wielkim sercem odchodzą tak szybko. Tacy ludzie nie powinni odchodzić, są potrzebni tutaj, na ziemi, między nami. Pamięć o Pawle jest cały czas żywa, podtrzymują ją przyjaciele, którzy między innymi organizują koncerty ku pamięci Pawła i po części realizują jego wielkie marzenie, jakim było zorganizowanie wielkiego festiwalu, który rozsławi miasto Sanok.
Paweł, spoczywaj w pokoju.

Levi – NEOLITH:

Długo się zastanawiałem, co mam napisać w temacie, tak żeby nie zabrzmiało to strasznie patetycznie i żeby w tych kilku linijkach streścić naszą wieloletnią znajomość… I co? I dalej nie wiem… Kolejny świetny kumpel, który odszedł… Nie jest łatwo pisać o kimś, kto przez wiele lat był bliski mi, NEOLITH, scenie metalowej na Podkarpaciu, ale spróbuję… Paweł był przede wszystkim strasznie sympatycznym i pełnym poświęcenia kolesiem. Miał jedną wadę, mianowicie za bardzo ufał ludziom, co wielokrotnie prowadziło do komplikacji w organizowanych przez Niego koncertach. Ktoś Mu coś obiecał i nie dotrzymał słowa, no i potem trzeba było w ostatniej chwili klecić braki na szybko. Prowadziło to często do niepotrzebnej nerwowości.. W sumie trudno to nazwać – w normalnych warunkach – wadą, ale cóż; takich dożyliśmy czasów… NEOLITH wiele razy grał na koncertach organizowanych przez Pawła i zawsze było dobrze!!! Tej pasji organizowania imprez mogłoby Mu pozazdrościć wielu organizatorów w naszym kraju. Zawsze starał się na maxa zadowolić zespoły i maniaków, którzy przychodzili na Jego koncerty. Nigdy nie była to chęć zysku i za to szacunek na maxa!!! Wiele razy też jechaliśmy z Pawłem na koncerty NEOLITH Jego samochodem (powstała nawet miła nazwa auta – Habkowóz;-)) i tu też zawsze była profeska, kupa śmiechu i zero krzywych klimatów. Jednak największą przygodę przeżyliśmy na trasie po Finlandii w towarzystwie DEVILYN. Kilka tysięcy kilometrów przejechanych we wspólnym busie; wspólne imprezy i niedogodności trasy – był czad! Wiele razy potem wracaliśmy do wspomnień… I te wspomnienia pozostaną na zawsze… Do zobaczenia po Drugiej Stronie, Przyjacielu…

pawel.habko_foto2

Sitek – PNEUMATIC FROST:

Hmmm, Pawła poznałem, kiedy jeszcze byłem wokalistą ESGAROTH czyli w okolicach 1999/2000 roku. Pamiętam, jak przyszedł do nas do studia Manka i powiedział, że nas wypromuje (hehe), a miesiąc później już graliśmy koncert przed ACID DRINKERS, NIGHT GALERY i MISTERIA. Pamiętam również, jak graliśmy przed BEHEMOTH i po koncercie tydzień siedzieliśmy u niego na chacie, przyjechaliśmy w sobotę na koncert i wyjechaliśmy w sobotę tydzień później, hehe. Pamiętam, że podczas tych koncertów, które graliśmy z ESGAROTH, Paweł wszystko nam zapewnił: spanie, żarcie, zwroty kosztów. Później na długie 10 lat kontakt nam się urwał, do czasu, kiedy zaprosił nas z PNEUMATIC FROST do „Rudery” w 2010 roku, na koncert przed PANDEMONIUM, hehe. Pamiętam, jak dzwonił do mnie, pytając o sprzęt, a ja mu na to: „tak w ogóle, Paweł, to milo Cię słyszeć po 10-ciu latach (hehe)”, a on: „no tak, no tak (hehe)”. W ogóle Paweł był zajebisty, hehe. Strasznie go polubiliśmy i on nas chyba też, hehe, tak nam się przynajmniej wydawało, hehe.

Paweł Mazur – PANDEMONIUM:

Paweł był człowiekiem niezwykle oddanym sprawie. Lojalnym, uczciwym facetem, który podejmował kapele, jak umiał najlepiej i nigdy nie szczędził na to energii. Jego niespodziewane odejście dosłownie zwaliło mnie z nóg……. Nie rozumiem takich niepotrzebnych i przedwczesnych „pożegnań” bez pożegnania. Kurewsko mi przykro – nic więcej nie mam do powiedzenia.