LACRIMOSA – 28.08.2009, Kraków

LACRIMOSA

28.08.2009, Kraków, „Studio”

Nadszedł dzień, w którym LACRIMOSA po raz drugi zawitała w Krakowie. Oczekiwanie było tym większe, że promocja tego koncertu w postaci plakatów „na mieście” ruszyła ładnych kilka miesięcy wcześniej. I warto było udać się do „Studia”, by w wyjątkowy sposób pożegnać wakacje, chociaż – sugerując się średnią wieku zebranych fanów – wielu uczestników tego wydarzenia czasy szkolne ma już dawno za sobą:-).

Ludzie zbierali się leniwie, okupując miejsce przy samych barierkach albo „na trybunach”. Aż wreszcie sala się wypełniła. Show rozpoczął się z malutkim opóźnieniem. Od razu od gwiazdy. W końcu LACRIMOSA nie potrzebuje suportów:-).

Przy dźwiękach intra scena była zakryta firanką, zza której migotały dwie latarki, szukając się i rozbiegając gwałtownie… Gdy kotara opadła, naszym oczom ukazał się dorodny zestaw perkusyjny, sprzed którego wystawały dwie wielkie flagi, a w tle została rozwieszona płachta m.in. z motywem niewiasty na koniu, który został zapożyczony z okładki „Sehnsucht” – płyty, którą LACRIMOSA promowała podczas tej trasy. Jako pierwszy utwór zabrzmiał „Die Sehnsucht In Mir”. Gitarzyści zajęli strategiczne pozycje i w pierwszych minutach spektaklu byli gwiazdami pierwszoplanowymi. Anna stała gdzieś z boku, a Tilo był nieobecny:-). Sporą konsternację wywołał ustawiony w centralnym miejscu telewizor, na którym pojawiła się znana twarz lidera LACRIMOSY. Playback czy jaki pieron?! Szybko jednak ten rekwizyt został pośpiesznie usunięty i Tilo wkroczył na scenę pewnym krokiem, entuzjastycznie witany przez publiczność…

Image

To, co się działo później, było równie ekscytującym, dobrze wyreżyserowanym przedstawieniem. Dźwięki i obraz tworzyły symbiozę.

Pod względem czysto muzycznym cały zespół prezentował się wyśmienicie. Wszystkie kompozycje zostały bardzo energetycznie wykonane i miały głęboki, mroczny klimat. I z pewnością twórczość LACRIMOSY nic nie traci w prezentacji na żywo bez orkiestracji, a często zyskuje na tym typowo koncertowym szaleństwie, nabierając iście rockowo-metalowego pazura (w sensie ciężkich gitar, mocnej perkusji). A sam koncert w Krakowie był tak zbudowany, że wyraźnie było słychać rozrzut stylistyczny obecny w twórczości LACRIMOSY. Ambitne, rozbudowane utwory były przeplatane popowymi piosenkami, walczykami, gotyckimi songami, ubarwione symfonicznymi klawiszami, a w jednym momencie trąbką itp.

Setlista oscylowała wokół nagrań z ostatniego albumu, które jednak były przeplatane starymi, sztandarowymi kompozycjami („Copycat”, „Shakal”, „Halt Mich”). Spotkały się one z rewelacyjną reakcją publiczności, która okazywała swoją radość śpiewem, oklaskami i podskokami:-). Równie dużą furorę zrobiła niezwykle sugestywna piosenka „Lichtgestalt”, a przede wszystkim „I Lost My Star In Krasnodar” – utwór z „Sehnsucht”, w którym wokalnie byli aktywni zarówno Tilo jak i Anne, przemieszczali się na scenie, czarowali widownię…

ImagePomimo burzy oklasków, którą wywołała Anne, odśpiewując samodzielnie dwa utwory (Tilo przenosił się wówczas za klawiaturę i grał… ze spuszczonym głosem, nie odbierając blasku swojej pięknej partnerce:-)), bez wątpienia gwiazdą w LACRIMOSIE jest właśnie Tilo Wolf. Jest strasznie naturalnym frontmanem. Śpiewał tak, jak zwykle, nie robiąc cudów ze swoim głosem, ale bardzo nadrabiał osobowością. Z jego oczu biła pasja. Żar, dodatkowo wywołany przez ekstatyczną publikę. A te jego tańce… Jakby dyrygował dźwiękami, jego ręce ćwiczyły balet… A był ubrany w taką marynarkę i kamizelkę, jak na zdjęciach promocyjnych z ostatniego okresu. Miły widoczek:-). Nie zabrakło też stałych punktów programu koncertów LACRIMOSY czyli machania flagą z dużym logiem zespołu oraz akcji z reflektorem wymierzonym w tylne rzędy widowni lub samą twarz Tilo.

LACRIMOSA bisowała dwukrotnie, chociaż publiczność domagała się więcej i więcej (na próżno zdały się wielokrotne nawoływania o „Sacrifice”). Było widać, że grupa, a zwłaszcza Tilo schodzą ze sceny będąc pod wielkim wrażeniem tak ciepłego przyjęcia ze strony krakowskich fanów. Jego sympatyczne pożegnalne gesty były dla ludzi dodatkowym podziękowaniem.

Image

To był piękny koncert. Tomek Beksiński byłby wzruszony…

 

[Kasia]