LILLA VENEDA Diagnosis `12

LILLA VENEDA to nowa propozycja na polskiej scenie black/death metalu. Nowa, ale nadwyraz dojrzała. Po czym wnioskuję? Po znakomitym koncercie we wrocławskim „Liverpoolu”, który miałem przyjemność widzieć. Wcześniej wrocławianie byli mi znani ze słyszenia. Nazwa na dłużej zapadła mi w pamięć, głównie dzięki rekomendacjom kumpla ze studiów:  „Stary, niezła kapela, dają radę. Musisz ich posłuchać”. I posłuchałem. Ale koncerty to nie wszystko, postanowiłem przyjrzeć się ich poczynaniom studyjnym. W łapy wpadła mi płytka „Diagnosis”. Jak się okazuje, jest to drugi oficjalny materiał grupy. Czy można go jakoś zaszufladkować? Można, ale po co? Dla jednych będzie to coś w stylu CRADLE OF FILTH, dla innych coś w okolicach THY DISEASE, a dla mnie? Dla mnie to super profesjonalna kapela, z charyzmatycznym wokalistą, sprawnymi muzykami oraz dobrze dobranym repertuarem. Czuć w tej muzyce coś więcej niż tylko bezmyślne kopiowanie modnej ostatnio black metalowej naparzanki. Album „Diagnosis” to mądry balans między metalową energii, a (i tu wcale nie przesadzam) pewną formą lirycznością. Wszystkie utwory są właściwie dobrane. Każdy element płyty ma swoje miejsce i czas, a brzmieniem „Diagnosis” może obdzielić kilka podobnych produkcji. Utwory wpadają w ucho praktycznie z miejsca. Album rozpoczyna intro „Melancholy of The Echo”, które przechodzi w miarowy „The Black Faced Titan”. A potem leci jak ze stromego zbocza. Po kolei: „The Perfect Serenity”, „Alineation” i „Voice of The Unborn”. Pełen profesjonalizm! LILLA VENEDA nie daje wytchnąć i odpocząć. Tak powinny brzmieć współczesne nam kapele black metalowe. Aha, i tak już całkowicie na koniec – Łukasz, miałeś rację – goście wymiatają! [Sebass]

 

 

Lilla Veneda, lilla-veneda@wp.pl; www.myspace.com/lillaveneda