LIVARKAHIL Wrath Of God `12

LIVARKAHIL Wrath Of God `12

Pierwsze dźwięki na płycie wprawiły mnie w mały niepokój. Jeszcze chwila i byłabym, gotowa wyłączyć playlistę, aby ewentualnie nie spaść z krzesła po nagłym pierdolnięciu w głośniki. Jednak, co słyszę? W moim odczuciu zajeżdża black metalem z domieszką nostalgii. ‘Wrath of God’ to 5 utworowa EPka wydana całkiem przyzwoicie, nadając przyjemny przedsmak kolejnej płyty. Poczynając od okładki poprzez ilość i jakość nagranych utworów. Nie jest to natomiast muzyka, w której specjalnie się lubuję bądź też jakkolwiek specjalizuję. Z czystej ciekawości przeszperałam Internet, żeby zobaczyć wizerunek muzyków i dowiedzieć się jakiś ‘mrocznych’ sekretów. Szczerze przyznam, nie wiedziałam do końca, czego się spodziewać. I ot to jestem w ciężkim szoku, ponieważ mając na głośnikach nutę Livarkahil czytam: „this Parisian death metal combo never stopped growing.” – Przewijam do początku, słucham jeszcze raz i dalej nie odnajduję tu czystego death metalu. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że to nic innego jak połączenie black i death metalu. Zagłębiając się dalej, w 2011 roku chłopaki wydali na świat płytę ‘Signs of decay’, Może w niej doszukam się więcej pożądanego death’u. Dopiero przy drugim wałku ożyłam. Słychać ładny napierdol, dużo się dzieje, a przy okazji nie topi się w chaosie. ‘Devotion’ – czwarta z kolei ballada o miłości, nastraja odbiorcę w psychodeliczny klimat. Sam refren oddaje sporo emocji, ale i sięga swoim klimatem do symfonicznego black metalu. To uznaję, jako największy atut tej twórczości. W tej EPce można znaleźć również utwór tytułowy – w tym przypadku na ostatniej pozycji, ale jakoś szału nie ma. Mimo, iż muza nie dopieszcza mojego gustu muzycznego i tak uważam, że warto zwrócić na nią uwagę.[Silentium Tenere]

Livarkahil, www.livarkahil.com