LOCUS NEMINIS Weltenwanderung `12

digiCD`12
Ocena: 5/6
Gatunek: avant-garde / symfoniczny black metal

Niemcy znani są (przeważnie) ze stworzenia, a zarazem perfekcyjnego opanowania metody prowadzenia wojny t.z. „blitzkriegu”, która znalazła zastosowanie na różnorakich frontach życia codziennego. Muszę przyznać, że Austriacy z LOCUS NEMINIS pozazdrościli Niemcom tak skutecznej metody podbojów i jednocześnie muszę powinszować im stworzenia swojej własnej, poniekąd skorelowanej z tamtą pierwotną, metody, nazwijmy ją po prostu – „Weltenwanderung”. A czemu jest z nią powiązana? Ponieważ wykorzystuje podobny mechanizm zaskoczenia. Przykład – wrzuciłem płytkę na wieżę, nie zdążyłem usiąść, a już przygwoździło mnie do ściany. Musiałem poczekać do 2-sekundowej przerwy pomiędzy „Spiegelbild Der Vergangenheit” a „Weltenwanderung”, ażeby móc przyciszyć trochę ten chaos. Sama okładka skojarzyła się trochę z MECHINĄ czy SCAR OF SYMMETRY, tudzież paroma innymi „kosmicznymi” zespołami. Więc w konkluzji – na wszystkich frontach LOCUS NEMINIS potrafił dobrać broń odpowiedniego kalibru. Użycie na płycie wyłącznie języka niemieckiego także odcisnęło na mnie pozytywne piętno, jest to bowiem niezwykle adekwatny język, względem zawartości, do ich twórczości. A muzycznie co znajdziemy na tym czarnym, symfonicznym krążku? Wgniatające w ścianę tempa, atmosferę głębokiej alienacji, małość i nieistotność bytu (prawie jak z Diablo 2) czy też plemienną nienawiść, która pod paroma względami dorównuje nawet takiemu zespołowi jak DARK TRIBE. Choć ciężko mi szukać porównań i analogii, jest to kosmicznie dzika podróż przez niezbadane zakamarki zdegenerowanej ludzkiej duszy. Nie wiem, jak udało mi się nie dotrzeć do tego zespołu wcześniej, ale lepiej późno niż za późno – zwłaszcza, że Austriacy mają w swym dorobku tylko jednego długograjka, więc nie byłem wcale tak spóźniony. Zwiastuję im zresztą świetlaną (a może raczej – obsydianową) przyszłość, jeżeli panowie zechcą rozwijać się dalej w kierunku, który już obrali. Czyli we własnej wersji „blitzkriegu”. Precyzując – muzyka LOCUS NEMINIS to ciągła i dzika fala perfekcyjnie skomponowanych dźwięków, przeszywanych często symfonicznymi wstawkami w postaci deluzyjnych solówek, mrocznych partii chóralnych czy w końcu fantastycznych efektów specjalnych, które pewnie wychodzą daleko poza syntetyzator. Nie do pominięcia jest także fakt wplatania w ten już skrajnie zakręcony świat akustycznych wstawek, pełniących rolę fragmentów, które mają porzucić słuchacza gdzieś w niedostępnych zakamarkach kosmosu – samego, nagiego i zdanego na siebie. Austriacy raczą nas też czasem świeżym spojrzeniem na beatdowny, w nowej symfonicznej aranżacji, które przecinają powietrze niczym gromy. Ale już dość chwalenia, bo co pocznie LOCUS NEMENIS dalej, kiedy już teraz dostało tyle pochwał? Minusy albumu „Weltenwanderung”… Trudno wychwycić dźwięki perkusji, w ogóle jej wyraźnie dostrzegalną pracę. Wszystko jest nastawione na rażenie wysokimi tonami, a czasem aż się prosi, ażeby dać perkusiście podwójną stopę i wysunąć ją na przód. I to chyba tyle z minusów. Kosmos już wzywa do umierania, zapraszam w podróż… [Vexev]

 

Locus Neminis, www.locusneminis.at, www.myspace.com/locnemenis, www.facebook.com/locusneminis