LOST SOUL Atlantis: The New Beginning `15

CD `15 (Apostasy Rec.)
Ocena: 66,6/6
Gatunek: death metal

Mój ostatni kontakt z wrocławskim LOST SOUL to „Ubermensch (Death Of A God)”. Wtedy po raz ostatni usłyszałem dźwięki, które zobojętniły mnie na tyle, by zapomnieć o istnieniu „gwiazdy” metalowej sceny śmierci. Powiadają, że nawet skostniały dziadek może zrobić dobrze, więc odpaliłem najnowszy krążek „Atlantis: The New Beginning”. Cios w twarz w postaci pierwszego „Hypothelemus” uzmysłowił mi, że warto czekać, dojrzewać i słuchać. Ostre jak brzytwa riffy ucinają impet ultra szybkich bębnów, a zmiany kompozycji tworzą materiał iście progresywny, pełny orkiestracji. Brudny, mocny i ordynarny wokal dodaje gęstej oliwy do ognia. Zamyka ten piekielnie dobry stuff w schemacie szaleństwa. Death metal to matematyczny wzór łamańców, zakrętów i eksplozji. Ale nawet najbardziej śmiałe równanie nie gwarantuje, że efekt końcowy będzie ciekawy. Najnowsze dzieło LOST SOUL to matematyczny ideał. Zespół posiada dwa niezbędne atuty: technikę i duszę. Trzeci na liście „Ravines Of Rapture” to kameleon, który zmienia swą barwę. Raz romansuje z grindem, a po chwili przeistacza się w powolny walec, zaskakuje łamańcem, przyspiesza i na koniec ucina potężnym riffem. Kolejny po nim „Unicornis” to post metalowy skok przez płotki. Panowie postanowili tam odejść od klasycznego metalu śmierci. We „Frozen Volcano” Jacek i spółka nie oszczędzają środków. Znów klimatyczne ozdobniki mieszają się z kaskadami pokręconych riffów. Wielowarstwowość krążka „Atlantis: The New Beginning”, trwającego ponad 50 minut, daje możliwość rozkoszowania się każdym dźwiękiem. Idealnie dobrane proporcje nie dają najmniejszych powodów do nudy. Tak więc najnowsze wcielenie LOST SOUL rozłożyło mnie na łopatki. Czy „Atlantis: The New Beginning” posiada słabe punkty? Uzależnia! [Tomash]

Lost Soul, www.lostsoul.pl, www.facebook.com/lost.soul.poland
Apostasy Rec., www.apostasyrecords.com
steroids online