LOSTBONE: Nienawidzę kolęd!

lastbone.logo

O warszawskiej kapeli LOSTBONE dowiedziałem się ze splitu, który dzieliła ze składem z mojego rodzinnego miasta. Materiał podobał mi się, aczkolwiek czegoś jeszcze brakowało mi w tej muzyce…

Po kilku miesiącach posuchy w moje łapy trafił długogrający album LOSTBONE, „Severance”… Muzyka na nim zawarta kipi wrzącą agresją!

O kilka spraw związanych z najnowszą płytą i sprawach zespołowych wypytałem gitarzystę Przemka i basistę Michała. Zapraszam w objęcia szubienicy…

  

Witajcie. Ostatnio siedzę sobie niespokojnie i miażdżę Wasz nowy albumik „Severance”. Jakie odczucia panują w Waszych głowach po wydaniu tej płyty? Pojawiły się już pierwsze myśli zmian – „Ten riff zagrałbym inaczej, tu wstawiłbym inne przejście, ten kawałek jest do dupy, a ten najbardziej mi się podoba”? Czy raczej nie jesteście zwolennikami ciągłego poprawiania i wolicie muzykę ukształtowaną przez chwilę i specyficzny czas, w którym ona powstaje?

 

Michał: Cześć! Nie skupiamy się na wirtualnym poprawianiu starych utworów, gdyż nie ma to sensu. Jeśli coś nieustannie poprawiasz, to na pewno to spierdolisz.

 

Przemas: Dla mnie materiał jest już nagrany, skończony i raczej nie zdarza mi się zastanawiać nad tym, co bym tam w nim zmienił. Zawsze staramy się przygotować i ograć kawałki tak, aby potem nie mieć akcji typu: „Co ja tu za syf zagrałem?”. Dlatego z chwilą wyjścia ze studia, a już całkowicie z chwilą, gdy dostanę gotową wyprodukowaną płytę do ręki, temat uważam za zamknięty. Oczywiście zawsze można coś zrobić inaczej, ale tak jak mówisz, dany materiał jest zapisem emocji i pomysłów z czasu, kiedy powstawał i o to chodzi. Dzięki temu muzyka jest naturalna i szczera, a nie przeprodukowana, co nie znaczy, że nie jest dopracowana. Teraz moje myśli skierowane są już na kolejny album LOSTBONE. Tak więc nie mam potrzeby nic zmieniać w płycie „Severance”. Jestem z niej naprawdę zadowolony.

 

Album „Severance” brzmi bardzo współcześnie, ale nie przesadziliście z całkowitym upiększeniem i wyczyszczeniem ścieżek. Słychać trochę tego brudu i żywej scenicznej energii. Gdzie zarejestrowaliście ten materiał? Jak długo to trwało? Jaki sprzęt wykorzystywaliście do swoich nagrań?

 

Lostbone__SeveranceMichał: Dzięki, o to nam chodziło! Być może mogło to zabrzmieć jeszcze inaczej, gdyż dopieszczanie brzmienia trwało dłużej niż rejestracja ścieżek… Wiesz, jak jest [wiem:-)! – red.], gdy cztery osoby w zespole mają swoją wizję brzmienia. Trzeba iść czasem na kompromis, a czasami stanąć okoniem. Koniec końców materiał jednak brzmi tak, jak sobie z góry zakładaliśmy, więc chyba jest ok? Album zarejestrowaliśmy w Progresja Studio, pod czujnym uchem Pawła „Janosa” Grabowskiego, natomiast miks i mastering robił Szymon Czech z Elephant Studio. Używaliśmy własnego, sprawdzonego w bojach sprzętu, jedynie Przemas pożyczał drugiego stacka dla bardziej zróżnicowanego brzmienia w kanałach.

 

Przemas: To, co mnie cieszy, to to, że udało nam się zamieścić na płycie 95% żywego grania, czyli minimum interwencji studyjnych, że tak to nazwę. Wiadomo, że aby zabrzmieć jak należy, konieczna jest jakaś kosmetyka, ale w LOSTBONE nagrywamy my, a nie pan gałka i komputer, co bardzo mnie cieszy, bo to dodaje życia i czucia samej muzie. Nie ma ściemy!

 

Wasz nowy krążek wyszedł w barwach Altar Music. Przyznam, że nie znalazłem o tej firmie dużo informacji. Może napiszecie o niej coś więcej… Czy jest to jednorazowy układ, czy może będziecie wspólnie współpracować w najbliższej przyszłości?

 

Przemas: Altar to firma mojego starego znajomego, która na co dzień zajmuje się projektami graficznymi i informatycznymi. Wcześniej wydał tylko jedną płytę, konkretnie trzeci album HEDFIRST. Gdy mieliśmy gotowy materiał, szukaliśmy najlepszej opcji wydania go i okazało się, że Marcin jest chętny do współpracy. Dla nas to świetny układ, bo mamy pełną kontrolę nad tym, co dzieje się z naszą muzą i mamy do niej wszystkie prawa. Oczywiście taki alternatywny wydawca nie może zapewnić takiej promocji jak duże wytwórnie, ale chyba radzimy sobie całkiem nieźle i bez ich pomocy. A co będzie przy kolejnej płycie? Za wcześnie, by o tym mówić. Nie jesteśmy ograniczeni żadnymi umowami.

 

Rozumiem, że nie macie problemu z formatem mp3, ponieważ udostępniliście swoją muzykę na rynek zagraniczny za sprawą firmy Distrophonix, a jest to chyba właśnie tego rodzaju forma sprzedaży (foldery mp3)?

 

Przemas: Album „Severance”, tak jak i nasza pierwsza płyta, ukazał się na całym świecie w formie elektronicznej za pośrednictwem amerykańskich firm Quickstar Productions i Distrophonix. Jest dostępny na ponad trzystu portalach z legalnymi plikami w tym iTunes, Amazon.com itd.

 

lastbone.3

 

Kiedy tak patrzę na Wasze promocyjne zdjęcia, to widzę, że miesza się u Was kilka gatunkowych stylów… Długie, krótkie włosy, koszulki METALLICY i SEPULTURY. Oczywiście to nie ubrania i włosy grają za Was, ale coś spowodowało, że tworzycie taki, a nie inny hałas. Podajcie powody, dla których poszliście w takim, a nie innym kierunku muzycznym. Mówcie jak na spowiedzi:-)!

 

Michał: Przemas ma całą kolekcję koszulek Mety, właściwie to nie ma innych:-). A tak naprawdę, to chcieliśmy grać szybko, ciężko i brutalnie. Więcej grzechów nie pamiętam i nie proszę o rozgrzeszenie:-)!

 

Przemas: I nie dostaniesz! Mam jeszcze dwie koszulki LOSTBONE:-)!

 

Może to głupie pytanie, ale co na jednym ze zdjęć ze studia nagraniowego robi Mittlof (ex HATE, obecnie RIVERSIDE)? Chyba, że mam przywidzenia:-)?

 

Michał: W rzeczy samej, to Mittlof we własnej osobie. Co robi? Chyba stroi bębny… Można powiedzieć, że jest dobrym duchem LOSTBONE, za co mu dziękujemy:-)!

 

Przemas: Znamy się kupę lat, oprócz tego Piotr jest jednym z dowódców klubu Progresja, w którym jest studio, więc za każdym razem jak tam jesteśmy, to zamienimy z nim kilka słów, a jak nagrywaliśmy, to zwykł on do nas wpadać na chwilę. Oprócz tego Mittlof ma duże doświadczenie w tym muzycznym biznesie, nagrał kupę albumów i zawsze wspierał nas swoją wiedzą, a czasem nawet i sprzętem.

 

W 2008 roku wypuściliście na ten okrutny świat kilka kolęd, zarejestrowanych z krakowskim TERRORDOME na wspólnym splicie („Split It Out”). Jak doszło do podjęcia tej współpracy? Co sądzicie o muzyce granej przez tą drugą grupę?

 

Przemas: Nienawidzę kolęd! Nie-na-wi-dzę! Z TERRORDOME skumaliśmy się przez net, potem zagraliśmy razem koncert w Warszawie i jakoś się tak zaprzyjaźniliśmy. To bardzo sympatyczni kolesie. Mnie zajebisćie podoba się żywiołowość, wściekłość i surowość ich muzy, dlatego sam zaproponowałem im dzielenie z nami splitu. My akurat byliśmy tuż po zmianie składu, mieliśmy nowego wokalistę (Bartona) i nowego basistę (Michała). Czuliśmy wtedy, że jest jeszcze za wcześnie na drugą płytę, jednak chcieliśmy nagrać coś w nowym składzie. A pomysł splitu wydał się dużo lepszy od kolejnej EPki. I nadal jestem z obrotu spraw bardzo zadowolony! I nienawidzę kolęd!

 

Jesteście zespołem typowo koncertowym, gracie energiczną i żywą muzykę. Jakie występy w Waszej karierze przeszły już do historii, a jakie wolelibyście najzwyczajniej w świecie zapomnieć? (To pytanie wymyśliłem, zanim znalazłem taki kwestionariusz z Rock Magazynu:-): „W mojej muzycznej karierze najlepiej wspominam… Wspomnienia są dla ciot.” Zastanawiam się, czy to pytanie ma jeszcze jakiś sens:-))?

 

Michał: To chyba była moja kwestia… Nie, to pytanie nie ma sensu:-).

 

Mieszkacie na co dzień w Warszawie. Czy zaszczyciliście swoimi osobami koncert z serii Sonisphere Festival? Co myślicie o takim spektakularnym przedsięwzięciu?

 

Michał: Chłopaki byli, ja nie, bo nie lubię głośnej muzyki:-)… To oczywiście żart! Drenaż portfela mnie powstrzymał. Żądamy zwiększenia ilości tego typu spektakularnych przedsięwzięć!

 

Przemas: Jestem maniakiem METALLICY, a i wielkim fanem SLAYER i MEGADETH. ANTHRAX również lubię, więc co mam powiedzieć? Zajebiście! Sam koncert – mistrz! Szkoda tylko, że na sektor pod samą sceną organizator zrobił dodruk biletów i pomimo, że wydaliśmy na to po czterysta złotych na łba, to i tak się czułem jak sardynka w puszce, ale cóż… Pieniądze, pieniądze, pieniądze…

 

Dzięki za odpowiedzi. Życzę Wam powodzenia w dalszym promowaniu morderczego albumu „Severance”! Ostatnie słowa należą do Was!

 

Przemas: Dzięki, pozdrawiamy i…

 

Michał: My również życzymy sobie powodzenia:-)!

 

[Sabian]

 

Lostbone, lostbone@poczta.onet.pl; www.myspace.com/lostbone