LOSTBONE: Strzał i do domu

lostbone_logoZasłużyli na dużo większe uznanie na polskiej scenie muzycznej. Mają ADHD, lecz nie zwykli nagrywać długich płyt. Po dwóch latach milczenia powracają z trzecim, pełnowymiarowym albumem „Ominous” i trasą o prostej, rozwiewającej wszelkie wątpliwości nazwie Metalowa trasa roku 2012, z udzialem wielu gości.

O ostatniej płycie, studiu Sound Division, zbliżających się koncertach i polskiej scenie metalowej opowiada nam wokalista LOSTBONE – Przemas…

 

Witaj, Przemku! Nowy krążek od LOSTBONE, „Ominous”, jeszcze ciepły. Co mógłbyś powiedzieć o tym materiale na gorąco?

 

Witam! Cieszymy się, że już jest, że zbiera naprawdę dobre opinie i recenzje i po kilku koncertach, jakie zagraliśmy w tym roku, nie możemy się doczekać, żeby zabrać te numery na trasę!

l_lostbone---ominous---cover-big

Coraz większą popularność w Polsce zdobywa Sound Division Studio, o producentach „Ominous” – Heinrichu i Malcie nie wspominając. Jak oceniacie współpracę z inżynierami dźwięku i ogólnie okres nagrań?

 

Wszystkie dobre opinie o Sound Division Studio są w pełni zasłużone. Trudno jest znaleźć studio oferujace takie możliwości sprzętowe i jednocześnie będące osiągalne cenowo dla wiekszości „normalnych” zespołów. Wiesz, najlepszą wizytówką zarówno kapeli, jak i możliwości studia są same nagrania. Sama sesję „Ominous” wspominamy jak zawsze dobrze. To jest kulminacja procesu tworzenia, więc dla mnie za każdym raziem wiąże się z dużymi emocjami. Oczywiście są chwile walki i zmęczenia, ale to wszystko ma swój urok. Nie mogę nie wspomnieć o ogromnym zaangazowaniu Heinricha, którego nasza płyta kosztowała kilka nieprzespanych nocy, a dzięki któremu brzmi tak, jak chcieliśmy. Dodatkowym plusem było to, że do studia mieliśmy rzut beretem, bo znajduje się na dolnym Mokotowie, czyli prawie w centrum Warszawy.

 

Powiem szczerze, że o premierze nowego wydawnictwa LOSTBONE dowiedziałem się rzutem na taśmę, parę dni przed ukazaniem się. Dlaczego nie prowadziliście ożywionej promocji przed wydaniem „Ominous”?

 

Zdecydowaliśmy, że główny atak na media przeprowadzimy tuż przed premierą. Po pierwsze dlatego, że wcześniej mieliśmy trochę koncertów i z tej okazji pojawialiśmy się w wielu newsach, a po drugie chcieliśmy być pewni, że zdążymy na czas z produkcją płyty. Ale wydaje mi się, że nie jest źle – mamy nowy klip, były trzy koncerty w tygodniu premiery płyty (we Wrocławiu, Bielsko-Białej i Warszawie), a teraz, w marcu i kwietniu ruszamy z HEDFIRST i MADE OF HATE na trasę, która obejmie czternaście największych polskich miast. Równolegle do tego idzie sfera „prasowa”, czyli recenzje, wywiady itd. Nie ma co narzekać!

 

Gdy usłyszałem pilotujący album utwór „An Eye For An Eye” – byłem na łopatkach. Ale cios! Już wtedy wiedziałem, że słuchacze dostaną od Was po głowach i nie pomyliłem się. „Ominous” to chyba najmocniejsza pozycja w Waszej dyskografii!?

 

Dzięki, miło nam było Cię powalić (śmiech)! Wiesz, nigdy nie graliśmy delikatnie, ale faktycznie, pomimo że nowy materiał jest bardziej zróżnicowany, ma więcej wolnych, czy melodyjnych fragmentów, to całościowo to zróżnicowanie chyba dodało naszej muzyce jeszcze więcej energii i ciężaru.

 

Kto jest głównym kompozytorem tego, co możemy usłyszeć na „Ominous”?


Materiał powstawał mniej więcej półtora roku. Co do komponowania, to efekt końcowy jest wynikiem pracy i wkładu całego zespołu. Gramy muzykę gitarową, więc siłą rzeczy wiekszość numerów wychodzi od moich riffów, ale potem razem to ogrywamy, rozwijamy i zmieniamy. Nie ma jednej drogi i to tylko dodaje procesowi tworzenia fajności i nieprzewidywalności.

 

lostbone_foto3

 

Trudno było nawiązać współpracę z gośćmi pojawiającymi się na „Ominous”? Wokalnie wspierają Was bowiem: Filip z THE SIXPOUNDER, Kroto z HOPE, Robert z CARNAL i LICOREA oraz Shiro z francuskiego L’ESPIRIT DU CLAN. Szczególnie obecność gardłowego Francuzów może dziwić.

 

Przeciwnie – było bardzo łatwo. Ze wszystkimi znaliśmy się już wcześniej, więc wszystko odbyło się na stopie kumpelskiej, a w dodatku bardzo sprawnie. Robert, Filip i Kroto przyjechali do nas do studia, Shiro nagrywał u siebie w Paryżu i było to bardzo fajne doświadczenie. Nigdy wcześniej nie wpuszczaliśmy osób z zewnątrz do procesu powstawania numerów, nikt oprócz realizatorów nie miał w nie wglądu i fajnie było, gdy tak różne osoby, z różnymi upodobaniami odnalazły się w naszej muzie i dodały jej trochę ze swoich charakterów.

 

Płyta trwa zaledwie trzydzieści pięć minut, co według mnie jest jej ogromnym atutem. „Szybki łomot i do domu”, jak u największych (vide: SLAYER). Tak wyszło, czy planowaliście długość albumu?

 

Nie planujemy takich rzeczy, choć „Ominous” to nasz najdłuższy album. Za każdym razem jest tak, że w którymś momencie po prostu czujemy, że materiał jest kompletny. Natomiast muzyka, jaką gramy, sama narzuca optymalny czas trwania płyty. Tak jak mówisz – strzał i do domu! Lepiej wywołać chęć posłuchania krążka ponownie, niż przyprawić słuchacza o niestrawność!

 

To Wasze trzecie wydawnictwo w przeciągu sześciu lat. Średnia: album na dwa lata. Konsekwentnie trzymacie się tej zasady. Znów pytanie: plan, czy tak się po prostu składa?

 

Mamy lekkie ADHD! Bardzo szybko po wyjsciu ze studia zaczyna nam się nudzić granie ciągle tych samych utworów, więc zaczynamy robić nowe. Dla mnie tworzenie to proces, który trwa ciągle i nie można go wyłączyć. Oczywiście są momenty, kiedy nie robimy nic nowego, bo czasem trzeba się zresetować i zdystansować, ale to tylko powoduje napływ kolejnych pomysłów. Innymi słowy mamy ciągłą potrzebę tworzenia dla własnej radości i zajawki z grania. Z drugiej strony gramy dość dużo koncertów, eksploatujemy płyty, na ile tylko możemy, więc okres dwóch lat jak do tej pory był optymalny.

lostbone_foto2

 

Wspomniałeś, że w planach związanych z promowaniem najnowszej płyty macie koncerty. Metalowa trasa roku 2012 już tuż, tuż. LOSTBONE, HEDFIRST i MADE OF HATE – wyśmienity line-up. Fani mogą spodziewać się dodatkowo lokalnych supportów, które stają się ostatnio coraz bardziej popularne? Jakie są Wasze oczekiwania względem tej buńczucznie nazwanej trasy?

 

Kto nas chociaż trochę zna, wie, że nazwę trasy należy traktować z przymróżeniem oka. Chcieliśmy nazwę po polsku, a „Zniszczyć wszystko” było już zajęte, więc sam rozumiesz… (śmiech) Co do oczekiwań, to od koncertów zawsze oczekujemy tego samego – dobrej zabawy pod sceną i na scenie! Poza tym uzbierało nam się po Polsce trochę znajomych i zawsze fajnie móc ich znowu spotkać. A na trasie zagra z nami w sumie jeszcze dziesięć zespołów: HEART ATTACK, S.N.O.W., HOLD BACK THE DAY, DEATHCALLER, VAT SIX NINE, SPONTANE, ANOTHER SOURCE OF LIGHT, FADED, WESTERN ROCKERS i STONEGRAVE.

lostbone_przemas

Krótka piłka – jak oceniasz sytuację metalu w Polsce i jak ma się ona według Ciebie do tego, co na świecie? Daleko nam do Zachodu, czy gonimy stawkę? A może jej przewodzimy?

 

Metal ma się dobrze. Wystarczy przejść sie na kilka koncertów, czy posłuchać nowych płyt. Zarówno polskich, jak i zagranicznych. To nie zawody – jest masa zajebistych zespołów i co za różnica, skąd pochodzą?

 

Dzięki za znalezienie czasu na wywiad. Gratuluję świetnej płyty i życzę powodzenia na nadchodzącej trasie Metalowa trasa roku 2012. Ostatnie słowa należą do Ciebie.

 

To my dziękujemy za dobre słowo i do zobaczenia w terenie!

 

[Tomasz Kulig]

 

 

Lostbone, www.lostbone.pl