MAIGRA: Własną drogą

maigra_logo2010Utarło się przekonanie, że polska scena metalowa twórcza jest w zasadzie tylko w dziedzinie black i death metalu. Na szczęście coraz więcej rodzimych kapel wychodzi z tego nieskomplikowanego „zaszufladkowania”, czego namacalnym przykładem jest grupa MAIGRA.
Chłopaków wypatrzyłem kilka lat temu na jednym z koncertów we wrocławskim „Madness”. Potem wpadł mi w ręce debiutancki album „End Of Process” i powiem szczerze, że od tego czasu nie ma dnia, żebym przynajmniej raz dziennie nie posłuchał jakiegoś kawałka z tej miażdżącej płyty! To, co wrocławianie zaproponowali na tym krążku, nie powstydziłaby się nawet sama grupa MESHUGGAH. Uważacie, że przesadzam? Sprawdźcie sami, zaopatrując się w ten „dewastujący” album.
A tymczasem zapraszam na rozmowę z liderem polskiej odpowiedzi na MESHUGGAH – Pawłem Daniewskim.

Witaj Paweł! Dzięki, że znalazłeś trochę czasu dla czytelników „Atmospheric Magazine”.

Witaj! Cała przyjemność po mojej stronie, zwłaszcza że „Atmospheric” wspiera nasz zespół już od dawna, a Ty osobiście przyglądasz się bacznie naszym poczynaniom, co bardzo doceniamy. Szczerze mówiąc, to zaskoczyłeś mnie tym wywiadem – nie spodziewałem się.

maigra_photo1

Jeśli dobrze się orientuję, MAIGRA powstała w 2007 z inicjatywy trzech osób. Możesz przybliżyć kulisy powstania grupy?

Tak się złożyło, że Marcin został „zaczepiony” w autobusie przez mojego klawiszowca, z którym w tamtym okresie grałem. Akurat szukaliśmy perkusisty, a że Marcin stał wtedy trzymając pokrowiec z blachami, więc zaryzykowaliśmy. Marcin się zgodził. Z klawiszowcem grałem razem chyba z trzy lata w kapeli, ale nic większego z tego nie wynikło, bo zespół się rozpadł. Natomiast Marcin grał równolegle w tamtym okresie z Piotrem Mikosem w jeszcze innej grupie, w której też posypał się skład. I tak się złożyło, że prawie w jednym czasie zostaliśmy w trójkę bez kapel, ale z jeszcze większym apetytem na granie. Połączyliśmy nasze siły, określiliśmy wstępny kierunek na muzę i zaczęliśmy intensywne poszukiwania reszty składu. Dalsze koleje losu sprawiły, że dołączył do nas Piotr Kowalczyk oraz Łukasz Jagodziński. To zadziwiające, jak los czasem kieruje nami tak, by pokazać, że to on ma jednak rację. Czasami tak się zastanawiam, co by było gdyby Marcin spóźnił się na ten autobus…

Na szczęście się nie spóźnił:-). Od początku byłeś przekonany, że MAIGRA będzie kwintetem?

Oj tak, zdecydowanie! Zresztą nikt nikogo nie pytał o zdanie. Od początku była jasność, że będzie to mocne gitarowe granie w klasycznym składzie, w jasno określonym gatunku i… jedynym słusznym stroju:-).

Nazwa MAIGRA jest dość intrygującą, a zarazem według mnie bardzo dobrze pasuje do tego, co gracie. Skąd ona się wzięła?

Trafiona nazwa zespołu, to naprawdę ciężka sprawa – przynajmniej tak się mi wydaje. U nas proces wyboru trwał dość długo. Szukaliśmy wszyscy, jakich tylko się da inspiracji, by wymyślić tą „jedyną i zajebistą”, która wpada w ucho, a jednocześnie pasuje do klimatu wykonywanej muzyki. Co chwila przesyłaliśmy sobie jakieś zwroty, teksty utworów, obce wyrazy, aż wreszcie znaleźliśmy słowo, które obrobione dało dzisiejszą nazwę. Słowo „maigra” kompletnie nic nie znaczy, ale fonetycznie tak nam się spodobało, że musiało zostać jako nazwa grupy.

Maigra_End.Of.ProcessPowiedz mi, jak to jest, że młoda, wcześniej nikomu nieznana kapela potrafiła nagrać tak dojrzałą płytę jak „End Of Process”?

Szczerze, nie mam pojęcia. Po prostu się stało i już:-). Duży wpływ na to zapewne miał fakt, iż MAIGRA to nie jest nasz pierwszy zespół. Każdy z kolegów grał już wcześniej w innych grupach i ma na swoim koncie wiele lat obcowania ze swoim instrumentem. Ten pomysł na naszą muzykę już gdzieś od dawna w nas ewoluował, więc komponowanie utworów na ten debiutancki album było czysto instynktowne i naturalne. Nie mieliśmy ciśnienia napisania „ambitnego” materiału, nie stała nad nami żadna wytwórnia, nie mieliśmy żadnego deadline`u. Muzyka, którą ogrywaliśmy na próbach, podobała się nam wszystkim, więc z czystym sumieniem weszliśmy do studia i w stu procentach skomponowanym materiałem. Mówisz, że album jest dojrzały. Super to usłyszeć. Teraz wiemy, że muzyczny kierunek, jaki obraliśmy na początku, się sprawdził.

Pomysły na muzykę, to głównie Twoja działka, czy jest to raczej wytwór wypracowanego na próbach kompromisu?

Tak naprawdę to każda kapela pracuje inaczej. W niektórych zespołach sprawdza się komponowanie pod wpływem impulsu, chwili i emocji. Muzycy tworzą swe utwory na próbie, trwa „burza mózgów” i każdy dorzuca swoje pięć groszy. Są też takie grupy, w których komponuje jedna lub dwie osoby i generalnie są to już gotowe zarysy utworu. Tak właśnie jest u nas. Wychodzę z założenia, że najpierw powinien być pomysł na utwór. Trzeba wiedzieć, co chce się robić, w którym kierunku pójść. W kompozycji nie może być chaosu. Wszystko musi być szczere, tylko wtedy możesz nawiązać nić porozumienia ze słuchaczem, by dał się wciągnąć – słuchając muzyki – w to, co chcesz mu przekazać. Taka jest moja zasada komponowania i wierzę, że to się sprawdza. Oczywiście, że każdy z nas wyrósł na innym „mleku” i kompromisy na próbach pojawiają się bardzo często, ale generalnie fundament utworu jest zachowywany, a koncentrujemy się raczej na szczegółach, by słuchacz nie miał tak łatwo.

Komplementów na temat „End Of Process” ciąg dalszy… Nagraliście fantastyczny materiał, który – jak to ujął mój przyjaciel z Opola – „urywa dupę”:-).

Bardzo nam miło i nie ukrywam, że o to chodziło:-)! Tak szczerze, ciężko jest się odnieść obiektywnie do własnego materiału. Z reguły staram się dystansować do swojej oceny naszej debiutanckiej płyty i już dziś widzę dużo rzeczy, które mógłbym poprawić. Oczywiście, fajnie jest usłyszeć słowa pochwały od osób, które przesłuchały nasz album, bądź od tych, którzy przybyli na koncert i dopiero wtedy mieli styczność z naszą twórczością. Odbiorca muzyki metalowej to z reguły osoba o bardzo wyrobionym guście muzycznym. Jest to słuchacz, którego nie oszukasz, nie wciśniesz mu „papki”, dlatego tym bardziej cieszą mnie pozytywne opinie. Zdarzają się również porównania, ale tego nie da się uniknąć. To i tak bardzo miłe, bo przecież jesteśmy z reguły porównywani do najlepszych w tej branży.

„End Of Process” od początku do końca trzyma w napięciu. Widać, że muzycznie i tekstowo mamy do czynienia ze spójnym przekazem. Jesteś wstanie powiedzieć coś na temat tekstów? Czy raczej to pytanie powinienem zadać Waszemu wokaliście – Łukaszowi Jagodzińskiemu?

Łukasz Jagodziński: Chyba jako jedyny zwróciłeś na to uwagę – słusznie zauważyłeś, że teksty stanowią wraz z muzyką spójną całość. W zasadzie takie też było moje założenie. W tekstach chciałem w jak najlepszy sposób oddać klimat muzyki, dlatego też dużo w nich surrealizmu okraszonego wizją odmiennych stanów świadomości (mówiąc w skrócie). Nie ukrywam też, że pisanie tekstów nie było łatwe (ciągłe poprawki, zmiany, przekształcenia) i gdy wydawało mi się, że jest zajebiście, na drugi dzień wszystko przekreślałem i pisałem od nowa. Ale chyba każdy musi przez to przechodzić, próbując skrobnąć coś swojego. Moją inspiracją było w zasadzie wszystko, co mnie otacza i otaczało. Chyba powinienem sobie zadać pytanie, Panie Łukaszu, jak często się Pan odurza?:-)

Na krążku znalazło się siedem kawałków. Ostatni numer, „Kręgosłup Diabła”, to polska wersja „Devil`s Spine”. Ten zabieg był celowy, czy raczej postanowiliście dodać wersję polską na zasadzie typowej „zapchaj dziury”?

Tak do końca nie byliśmy pewni, czy chcemy być w 100% zespołem anglojęzycznym i na pewno polska wersja tego utworu nie ma charakteru „zapchaj dziury”. To był pewnego rodzaju eksperyment, który się sprawdził. Wiele osób jest zaskoczonych, że po sześciu numerach po angielsku, nagle słyszy w swych głośnikach Łukasza, który śpiewa w ojczystym języku. Niektórzy nawet przekonują nas, żeby tak zostało i aby następny album był już cały po polsku. Ale mogę zdradzić, że „Kręgosłup Diabła” to jedyny taki eksperyment, którego raczej szybko nie powtórzymy, mimo iż na koncertach robi furorę:-).

Który utwór z „End Of Process” jest Twoim faworytem?

Zdecydowanie „Mirror”. Mam największą frajdę, gdy go gram na próbie, jak też koncercie. Osobiście daje mi on dużą dawkę energii. Nie bez znaczenia pozostaje tekst, który wydaje się być kontrowersyjny, ale uważam, że Łukasz idealnie dobrał słowa, jak i cały pomysł tekstu do tego kawałka. Zresztą tak bardzo go lubię, że o mało nie pobiłem się z kolegami o to, by otwierał nasz debiut.

Płytę nagrywaliście pod okiem nie byle kogo, bo Jacka Miłaszewskiego (m.in. HUNTER, ACID DRINKERS) w Chimp Studio. Jak przebiegała praca? Myślę, że jesteście zadowoleni z efektu końcowego.

Zadowoleni to mało powiedziane! Jacek to super osobowość. Od samego początku współpraca z nim układała się, jakbyśmy znali się z czasów piaskownicy. Od razu znaleźliśmy wspólny język, wytworzyła się atmosfera profesjonalnego partnerstwa. Jacek brał pod uwagę wszystkie nasze pomysły, słuchał nas do końca i pomagał zrealizować naszą wizję na brzmienie. Nie stawiał żadnych barier, na które często napotykają kapele w pracy z innymi realizatorami dźwięku. Wręcz przeciwnie – w przyjacielski sposób dzielił się z nami swym bogatym doświadczeniem. Dzięki wykorzystaniu przez Jacka jego profesjonalnej wiedzy i to, że wymienialiśmy się wspólnie wszystkimi uwagami dotyczącymi każdego aspektu sesji, nagranie tego albumu było tylko czystą formalnością. Za to jakże przyjemną i satysfakcjonującą.

W przyszłości także macie zamiar współpracować z Jackiem?

Odpowiem krótko – nie ma innej opcji!

maigra_foto2.2010

Miałem przyjemność oglądania Was „na żywca”. I przyznaję, jesteście przykładami istnych bestii:-). Wychodzicie na scenę, jakby to miał być Wasz ostatni koncert! Czystej wody zawodowstwo, bardzo rzadko widziane u debiutantów…

Dzięki wielkie! Tak jak już wspomniałem, staramy się być szczerzy w tym, co robimy. Do wszystkich aspektów działalności podchodzimy bardzo poważnie i na tyle, na ile pozwala nam doświadczenie – profesjonalnie. Rynek muzyczny już jest na takim poziomie, że nie ma miejsca na błędy i ściemę. Jeśli od samego początku nie postawisz sobie jasno sprecyzowanego celu, to nawet nie ma po co sięgać po instrument, czy wychodzić na scenę. Ludzie od razu poznają się, że nie jesteś prawdziwy i przekonywujący. Jeśli nie wkładasz w to serca, to tym samym nie porwiesz ich za sobą. Jeżeli nie będzie kręcić cię to, co robisz, nie będziesz tym żył, nie będziesz się dobrze bawił na scenie – to nikt tego nie kupi. Nikt się nie da nabrać. Dużo czasu spędziliśmy na wspólnych rozmowach i wiemy, po co przychodzimy na próby i po co wchodzimy na scenę. Ciągle się wiele uczymy, podglądamy najlepszych, staramy się być dobrymi obserwatorami – co się podoba publiczności i szybko wyciągamy wnioski, by kolejny koncert był lepszy od poprzedniego. Wysoko stawiamy sobie poprzeczkę, ale tylko po to, by potem mieć satysfakcję z dobrze wykonanej roboty.

Powiedz mi, jakie macie plany na najbliższy czas? Pracujecie już nad nowym materiałem?

Oczywiście. Pierwsze nowe utwory już ogrywaliśmy, gdy „End Of Process” nie był jeszcze miksowany. Tak naprawdę to nie robiliśmy sobie wakacji od komponowania. Mamy ogromne parcie do przodu, staramy się ciągle rozwijać i poprawiać. Tego nie da się uzyskać, gdy robisz sobie przerwę. Gdyby tak było, to potem nie odrobiliśmy już tego czasu. Nasza muzyka też się zmienia. Nowe kompozycje umacniają nasz pomysł na granie, są dojrzalsze i mroczniejsze, przynajmniej tak sami to odbieramy. Gdy nagramy kolejny album, będzie czas na recenzje i porównania, a na dzień dzisiejszy jesteśmy przekonani, że idziemy w dobrym kierunku. Po debiucie cały czas skupiamy się również na promocji płyty, tak jak to w naturalny sposób się odbywa. Ciśniemy z koncertami, szukamy każdej okazji, by się pokazać się w nowym miejscu i osobom, które jeszcze nie miały okazji nas usłyszeć. Rozglądamy się również za profesjonalnym managerem, który pomógłby nam szerzej zaistnieć. Co jeszcze? Pod koniec roku planujemy nakręcić teledysk, więc jak sam widzisz – pracy mamy dużo i ciągle coś się dzieje, więc nie jest źle.

Czekam w takim razie na kolejne koncerty i nowy album! Życzę Wam, żeby wreszcie zainteresowała się Wami porządna wytwórnia, niekoniecznie polska!

Nie dziękuję! Kolejne wydawnictwo powinno się pojawić na początku przyszłego roku. O co do wytwórni, to pewne kroki już poczyniliśmy, a co będzie dalej, to już tak naprawdę nie od nas zależy. Jesteśmy dobrej myśli.

Dzięki za rozmowę!

Również wielki dzięki! Zapraszamy na nasze koncerty!

[Sebass]

Maigra, Paweł Daniewski, ul. Warcińska 25, 54-128 Wrocław; maigraband@gmail.com; www.myspace.com/maigraband, www.facebook.com/MaigraOfficial