Wywiad z MAIGRA: Mocno emocjonalny kierunek

Po długiej (za długiej!) przerwie w roku 2017 wrocławska MAIGRA powróciła z nowym, doskonałym albumem „Encrypted”. W zespole nastąpiły zarówno zmiany, jak i kontynuacja / rozwinięcie obranego stylu. Pojawił się nowy wokalista, a muzyka obrała mocno emocjonalny kierunek… O tym wyjątkowym zespole rozmawiam z wszystkimi jego członkami. Zapraszam do lektury!

 

Na początek powiedźcie, czy lubicie VADERa?

Piter: Może być.
Kryniu: Skłamałbym, gdybym  powiedział,  że nie. Szczególnie cenię sobie „De Profundis”, „Black to the Blind” i „Litany”.
Paweł K.: Stare dobre czasy i zastanawianie się, czy naprawdę ktoś gra tak szybko… Jak się słuchało AC/DC całą młodość, to trudno było się przestawić. Zrozumienie przyszło duuużo później.
Paweł D.: Tak, płyty które wymienił Kryniu, słuchało się z kolegami całymi dniami.

Pytam, bo zastanawiam się, co skłoniło Was do nagrania własnej wersji „I Feel You” DEPECHE MODE. Pamiętam, że VADER zamieścił na „De Profundis” fenomenalny cover tego numeru. 

Piter: Fenomenalny cover zrobiła MAIGRA (śmiech). Wcale nie jesteśmy fanami DEPECHE MODE. Chodziło bardziej o to, aby ukazać, jak można utwór  z innego nurtu przerobić w taki sposób, aby był tożsamy z naszym klimatem. „I Feel You” był dobrym do tego materiałem źródłowym. W naszej wersji zyskał dużą autonomię.
Kryniu: VADER w sowim dorobku ma wiele takich fenomenalnie zrobionych coverów, warto przesłuchać np. „Black Sabbath”, które miażdży.
Paweł K.: To ja nawet nie byłem świadomy, że ktoś nas uprzedził. Wiecznie drudzy, jak w pewnym polskim filmie…
Paweł D.: Piter rzucił temat, zaczęliśmy „dżemować” na próbie, chyba bardziej dla zabawy i to by było na tyle, po dwóch próbach cover był zrobiony. Wyszło spoko, więc podjęliśmy decyzję, że trafi na płytę.

To, że ten kawałek znajdzie się na najnowszej płycie, było spontaniczne, czy raczej był to zabieg czysto marketingowy?

Piter: Stwierdziliśmy, że jest na tyle dobry i odmienny od reszty, że zasługuje na miejsce na „Encrypted”.

Ok., lecimy dalej. Od naszej ostatniej rozmowy minęło ho, ho – a może jeszcze więcej. Co się przez ten czas z Wami działo?

Piter: Graliśmy próby, koncerty, tworzyliśmy muzę na nowy album – słowem to, co każdy normalny zespół.
Paweł D.: …no i przesłuchiwaliśmy kolejnych kandydatów na wokalistów (śmiech).

Pytanie z cyklu „Trudne Sprawy”… Wychodzi album „End of Process” – wydawało się, że wszystko poleci jak po maśle. Kontrakty płytowe, propozycje koncertów, szampan i własna marka piwa…, a tu nagle – praktycznie zespół przestaje istnieć. Uchylcie rąbka tajemnicy – i tu pytanie chyba głównie do Pawła, ale jak ktoś ma własną opinię, to zapraszam – co spowodowało ten potok nieszczęść?

Piter: Dlaczego nieszczęść? Trzeba być szaleńcem, aby w dzisiejszych czasach uważać, że po wydaniu epki zrobisz karierę i to jeszcze w Polandzie. Pewnie gdyby nie było roszad w składzie i gralibyśmy więcej koncertów, dziś mielibyśmy np. 2-3 tys. lajków więcej na fejsie, a nie ponad tysiąc, ale do szampanów i wielkich kontraktów i tak byłoby daleko.
Paweł K.: Z mojej perspektywy, po tym, gdy już dołączyłem do zespołu w 2011 r., to główny problem był ze znalezieniem wokalisty. Gdy odszedł Apacz, to zespół stracił bardzo, bardzo mocny punkt. Kogoś, na kim skupiała się uwaga publiki, bo facet był niepowtarzalny i charyzmatyczny. Zastąpić kogoś takiego jest nie lada sztuką. Roszady na tej pozycji sprawiły, że dużo czasu przeznaczaliśmy na poszukiwania i przez to nie mogliśmy ruszyć z robieniem materiału. Sami byliśmy sfrustrowani, bo ile można na koncertach grać w kółko numery z „End Of Process” i nie móc wyjść z czymś nowym? A i sam proces twórczy przebiegał dość flegmatycznie, bo dopracowujemy to, co robimy, zwłaszcza w kontekście wokali i garów. Gitary z basem są pi razy oko dograne wcześniej między Piterem i Pawłem, więc próby sprowadzają się do moich partii i tutaj czujne oko krytyka nie przepuści żadnej okazji, żeby – delikatnie mówiąc – zasugerować inny rytm, kiedy ten opracowany przeze mnie nie siedzi. Nie znają się, rzecz jasna, ale jest ich dwóch, a ja jeden, więc co ja mogę…
Paweł D.: Nie chciałbym się znów rozwodzić nad tym co było, przypominać sobie te wszystkie frustrujące sytuacje. Najważniejsze jest to, że przeszliśmy nad tym obronną ręką, że w końcu wydaliśmy nowy album, że mamy bardzo mocny i stabilny skład i wciąż dużo sił, by pchać to dalej. Co nie zabije, to wzmocni.

Wiadomo, że część rzeczy zostawicie na autobiografię, ale chętnie dowiem się, czy odejścia z kapeli to była konsekwencja tych problemów? A może zmiany personalne wszystko wywołały?

Piter: Raczej to drugie.
Kryniu: Gra w zespole wymaga naprawdę wiele poświęceń od nas wszystkich. Wychodzimy z założenia, że albo robić coś porządnie, albo dać sobie z tym spokój. Każdy z nas, przychodząc na próby, wie, po co tutaj jest. Myślę, że głównym powodem przetasowań składu był fakt, że mamy jakiś pomysł na muzykę i staramy się realizować go w ogromnym stopniu, a to nie do końca szło w parze z wizją innych.
Paweł K.: Wydaje mi się, że jesteśmy świadomi, że trafić z muzyką do mas to wyczyn godny lotu na Księżyc. I ci, którzy po drodze byli w MAIGRZE, też to wiedzieli. Dlatego nie odchodzono z MAIGRY, bo zespół nie szedł do przodu, lecz na odwrót.
Paweł D.: Bycie w zespole to ciężka praca, wyrzeczenia, wydatki i poświęcony czas, potem efektem tego jest nagrana płyta, koncerty i ewentualne pozytywne recenzje. Do celu dochodzą tylko najwytrwalsi i osoby, które wiedzą, co chcą osiągnąć. Przesiew był intensywny, jak na froncie, ale teraz nie obawiam się już niczego. Możemy się skupić tylko na przyszłości.

Macie żal do kogoś, że tyle czasu zmarnowaliście?

Piter: Nie nazwałbym do końca tego czasu zmarnowanym. Przez te lata dojrzeliśmy jako muzycy i dorośliśmy do tego, aby zrobić to, co ukazało się na „Encrypted”.
Paweł D.: Każde doświadczenie czegoś uczy, no chyba, że ktoś nie chce wyciągać wniosków. Mnie to wszystko mocno nauczyło pokory i dystansu. Nauczyłem się szybciej dostrzegać w ludziach symptomy, że coś zaczyna się źle dziać. Może już też nie jestem takim bucem jak na początku, jak to inni mówią „firerem”. Ten czas może był nam potrzebny, na pewno płyta „Encrypted” by dziś tak nie brzmiała bez tych doświadczeń.

Czy drzwi do zespołu dla byłych nazwisk są już zamknięte?

Piter: Dla niektórych tak.
Paweł K.: Nikt z nikim na noże nie szedł, więc nie są zamknięte. Dalej jesteśmy kumplami i ja osobiście mam do nich ogromny szacunek, ale na obecną chwilę czujemy, że skład jest stabilny, więc nie ma sensu się nad tym zastanawiać.
Paweł D.: Te osoby już miały swoją okazję zaistnieć w zespole. Teraz skład jest kompletny, a na dodatek w MAIGRZE panuje mocno rodzinna i przyjacielska atmosfera. Nikt z nikim na noże nie szedł i pewnie nie raz piwo się jeszcze napijemy.

Teraźniejszość. Słuchając MAIGRY A.D.2017 mam nieodparte wrażenie, że dorośliście jako muzycy, autorzy, a niektórzy jako producenci. Zgadzacie się z moją śmiałą, acz chyba trafną tezą?

Paweł D.: Cieszę się, że dochodzisz do takich konkluzji. To znaczy, że warto było dać z siebie wszystko.
Piter: Tak, już o tym mówiłem. Czas robi swoje. „Encrypted” jest o tyle ciekawszym albumem od „End Of Process”, że znajdują się na nim kawałki nie tylko autorstwa Pawła D., ale i ja dodałem dużo od siebie ze swoich nieco innych klimatów. Bębny są autorstwa Pawła Kulawika, a wokal Szczepana Inglota, więc dużo świeżej krwi wlało się na „Encrypted”. Całość dała, moim skromnym zdaniem, ciekawy efekt.
Kryniu: Nie da się tego ukryć, nie jesteśmy już tymi samymi osobami co w 2008 roku. Od momentu powstania i zrealizowania „End Of Process” nasz pogląd na niektóre aspekty aranżowania utworów zmienił się. W naszej muzyce podejście matematyczne zaczyna zanikać, a wyczuwalne zostają emocje.
Paweł K.: Chłopie, ile myśmy czasu spędzili nad tymi kawałkami! Toż to była czasem chirurgiczna praca. Jak już mówiłem, na próby Piter bądź Paweł przynoszą cały szkielet gitarowo-basowy i pozostaje perkusja i wokale. Nie wiem, ile czasu ta dwójka siedzi w domu nad utworami, natomiast wiem, jak długo trwa dopracowanie perkusji i to jest strasznie żmudne, ale dzięki temu na koniec każdy dźwięk jest tam, gdzie ma być i nie ma dźwięków nadmiarowych. Dla mnie to był trudny sposób pracy, bo nie wszystko chłopakom się podobało, czasem kręcili nosem, ale efekt podoba mi się jak stąd na Kamczatkę.

Co zmieniło się w procesie twórczym od pamiętnego 2007 roku? Mam tu na myśli scalanie pomysłów. Czy panuje u Was demokracja, czy raczej coś na kształt rządów autorytarnych a’la Harris w IRON MAIDEN?

Piter: Umiarkowany despotyzm (śmiech). Każdy może przynieść pomysł, jednak musi się zgadzać z ogólnym kierunkiem MAIGRY – Paweł jest tutaj ostatnią instancją, która nadaje finalny sznyt kawałkom.
Paweł K.: Jest autorytaryzm, ale wszyscy uwielbiamy naszego wodza, więc problemów nigdy nie było. Dla mnie to jest poniekąd komfort, bo bez jednego lidera trudno o jakiś efekt, a i po efektach widzę, że Paweł ma łeb na karku i nie przepuści lipy. Po prostu mamy zaufanie do niego i jak na razie nos Pawła, co do pomysłów, nie zawiódł jego i nas jako zespół.
Kryniu: W każdej kwestii każdy ma prawo głosu, wypowiedzenia się oraz przedstawienia swoich pomysłów. Jeżeli ktoś ma jakąś ciekawą koncepcję, zawsze zostaje wysłuchany. Chcemy jednak, aby styl, jaki wyklarował się z utworu na utwór, zachował się.
Paweł D.: …i co ja mam dodać? (śmiech).

Paweł, jesteś ciałem i duszą MAIGRY, ale zespół to kilka połączonych trybów. Proszę, niech każdy z Was opowie, na ile obecna MAIGRA jest lepsza od tej sprzed dekady?

Piter: Nie jest lepsza, tylko inna.
Kryniu: Przede wszystkich jesteśmy kumplami,  którzy mogą na siebie liczyć. Czujemy się bardzo swobodnie na próbach. Poczucie humoru nigdy nas nie opuszcza.
Paweł K.: Do dziś mam ciary, jak włączam „End Of Process” i słyszę wejście do „Mirror”. Dlatego z mojej perspektywy przez 10 lat (moich 6, tak naprawdę) nabraliśmy ogłady, mniej stresuję się przed koncertami, nie bez wpływu na wykonanie, a i sami siebie poznaliśmy lepiej, przez co nie ma żadnych tarć w zespole. Utwory niekiedy poszły w trochę bardziej liryczną stronę, jest w nich dużo przestrzeni. Nie chciałem grać w polskim MESHUGGAH, nie chciałem grać djentu, podoba mi się, że mamy swój styl, bo czuję, że mało jest zespołów, które grają w podobnej stylistyce. Niby agresywnie, ale nie do końca. W tym nasza siła, która rodziła się przez wszystkie te lata. Mniej walenia pięściami na oślep w utworach, a więcej oszczędnych ruchów, które powalają przeciwnika. Jak w aikido.
Paweł D.: Ciałem jest cały zespół, a czy jestem duszą? Może i tak. Jednak szmat czasu upłynął, pewne postrzeganie muzyki zawsze ulega zmianie. Sam do końca nie potrafię wytłumaczyć, że poszliśmy z naszą muzyką w tym kierunku – takim mocno emocjonalnym. Po prostu siadam z gitarą i komponuję, nie kłócę się z tym, co wychodzi spod mych palców, nie walczę. To jest naturalne i na pewno dojrzalsze.

Dlaczego według Was „Encrypted” to wybitna płyta? Proszę o krótką charakterystykę, czyli Panowie – chwalimy się!

Piter: Trzeba posłuchać. Bez sensu mówić o muzyce. To tak samo, jak mówić o seksie nie doświadczając go.
Kryniu: Ta płyta jest spójna w każdym aspekcie, mówię tutaj o aranżacji utworów, jak i warstwie lirycznej. Jest mnóstwo melodii, połamanych riffów, dźwięków, które są w stanie wprowadzić słuchacza w trans. Nowością są partie czystych wokali, które idealnie dopełniły klimat zawarty na krążku. Wydaje mi się, że zrobiliśmy coś nieszablonowego, co wyróżnia się spośród wszystkich.
Paweł K.: Bo jest dopracowana. Mieliśmy dużo czasu na zajmowanie się utworami, więc koniec końców problemy personalne trochę nam pomogły. Nawet strona edycyjna jest na 6 z plusem. O tym, że są na wkładce nasze zdjęcia, dowiedziałem się od chłopaków. Szczegół, a cieszy. A druga sprawa to fakt, że świetnie gra się te utwory na koncertach. Nikt nie myślał, czy coś się spodoba, czy nie, ale czuję, że kawałki robią wrażenie zarówno podczas słuchania w domu, jak i na scenie.
Paweł D.: Powiem tak: dla mnie to kawał dobrej muzy. Na pewno nie łatwej i nie szablonowej muzyki. Myślę, że tą płytą udowodniliśmy nasz styl.

Album jest bardzo mocny i równy. Który z kawałków to takie ulubione Wasze dzieci?

Piter: Za każdym razem, jak gramy po kolei cały album, każdy z numerów wydaje się być dla mnie w tym momencie faworytem, aż do momentu, kiedy nie zabrzmią pierwsze dźwięki nowego kawałka…
Kryniu: Każdy z kawałków ma coś w sobie, ja osobiście podczas kolejnego odsłuchania materiału odkrywam coś nowego. Na tą chwilę moimi faworytami są: „Chernobylite”, „Implant”, „Millenium”, „Self-Intrusion”, „Matter Decoded”.
Paweł K.: Tutaj typy są proste: „Implant” i „Millennium”. Z tych jestem dumny zarówno pod swoim kątem, jak i wykonania reszty. Jest trochę kombinowania, jest trochę idącej naprzód prostoty – to, co tygryski lubią najbardziej.
Paweł D.: Zdecydowanie „Hormone” i „Self-Intrusion”, są to dwa ostatnie utwory, które były skomponowane na album i chyba najbardziej rozbudowane. Z kompozycji Pitera miażdży mnie „Matter Decoded”.

Produkcja… Pod okiem Jacka Miłaszewskiego dorobiliście się specyficznego, rozpoznawalnego brzmienia. Domyślam się, że z Jackiem rozumiecie się, jak łyse konie. 

Kryniu:  Tak, Jacek to osoba posiadającą ogromną wiedzę w dziedzinie nagrywania i nadawania ostatecznego kształtu i klimatu kompozycji. Jego doświadczenie pomogło nam  w rozszyfrowaniu tego, co chcieliśmy uzyskać na „Encrypted”.
Paweł K.: Dla mnie to była pierwsza poważna sesja nagraniowa i to jeszcze z Jackiem, co dla fana ACID DRINKERS nie jest bez znaczenia. Wrażenia jednoznacznie pozytywne, po początkowym stresie związanym z nagrywką nie został nawet ślad. Jacek to po prostu miły gość, z którym da się pogadać i który, nawet nie wiesz jak, robi z Twoich partii majstersztyk.
Paweł D.: Praca z Jackiem pozwala na totalną autonomiczność brzmieniową. Jacek jest otwarty na muzyków i słucha wszystkich podpowiedzi i uwag, potrafi się dostosować do klimatu, aranżów i pomysłu na brzmienie zespołu. To było moim priorytetem, by z nim pracować nad tym albumem. Tu dzieje się 10x więcej rzeczy niż na „End Of Process”, a Jacek potrafił zebrać wszystkie moje sugestie razem do kociołka, dodać tuzin swoich sprawdzonych przypraw i uwarzyć z tego wyborny wywar.

„Encrypted” wydaliście sami. Będziecie starali się, żeby krążek trafił pod parasol jakiejś wytwórni, niekoniecznie polskiej?

Piter: Obecnie to chyba nienajlepsza droga, którą może pójść zespół. Kontrakt z wytwórnią to z reguły cyrograf, ale to oczywiście zależy od wytwórni, warunków umowy etc.
Kryniu: Jeżeli pozwoli nam to dotrzeć do szerszego grona odbiorców, to oczywiście że tak. Jesteśmy dumni z tego materiału i chcemy podzielić się emocjami zarejestrowanymi na krążku ze wszystkimi.

Zahaczmy o temat koncertów. Kiedy, gdzie? Samodzielne, czy ze wsparciem? W kraju czy na obczyźnie?

Piter: Na pewno jesień tego roku, kilka koncertów w kraju. Terminy koncertów będą sukcesywnie publikowane na stronie.

Zobaczyć Was w regularnej trasie np. z DECAPITATED, to byłoby coś. Życzę Wam tego.

Kryniu: Jak dla mnie byłoby to spełnienie jednego z marzeń, nie będę ukrywał… SCEPTIC, DECAPITATED, DIES IRAE to zespoły, które cenię i które wywarły na mnie ogromny wpływ. Vogg wraz z Jackiem Hiro są muzykami na których muzyce wzorowałem się.

Paweł D.: Byłoby cudownie. Dziękujemy!

„Pogrilujemy” teraz Waszego nowego wokalistę, ale tylko trochę (śmiech). Zdajesz sobie sprawę, że śpiewanie w takiej kapeli jak MAIGRA to spora odpowiedzialność?

Olo: Nie tylko przed fanami, ale przed samym sobą! Przez lata sam byłem fanem MAIGRY i chodziłem na ich koncerty. Teraz nie mogę dopuścić, żeby coś poszło nie tak w kapeli, którą tak lubiłem i szanowałem przez lata.

Nie czujesz się jak saper?

Olo: Na pierwszych koncertach tak się czułem. Wiedziałem, że wszyscy będą ciekawi jak MAIGRA wypadnie z nowym wokalistą. Dodatkowo na nasz pierwszy koncert musiałem dotrzeć z UK z Newcastle, co zajęło mi 10 h. Dzień wcześniej miałem tam koncert z inną kapelą. Lot był z przesiadką w Warszawie, więc przez cały dzień się denerwowałem, że coś anulują i nie dotrę na pierwszy od dłuższego czasu koncert MAIGRY, który był moim debiutem. Uwierz, że wtedy czułem się naprawdę jak saper. Jeden błąd i po Tobie…

Ciężko było wejść w buty poprzedników?

Olo: Ciężko, z trzech powodów. Po pierwsze każdy krążek MAIGRY jest nagrany z innym wokalistą. Apacz i Szczepan mieli inny styl, a na nowej płycie czyste wokale nagrywał Paweł. W praktyce muszę odtworzyć głos trzech wokalistów. Po drugie, mimo zastałej sytuacji trzeba mieć swój styl i dodać do starych numerów swój „factor X”, który sprawi, że nie będziesz tylko imitował innych. Trzecie wyzwanie przede mną – trzeci album. Wtedy jak na dłoni będzie można porównać mój wokal z poprzednikami, którzy zawiesili wysoko poprzeczkę.

Co porabiałeś, w sensie muzycznym, przed dołączeniem do MAIGRY?

Olo: Przygodę z muzą zaczynałem jako gitarzysta jakieś 16 lat temu.  W latach 2006-2013 nagrałem 3 EP w instrumentalnym projekcie THE ELTERAL (http://theelteral.pl/). Pierwszym zespołem, w którym byłem wokalistą i gitarzystą, był SMASH OF BROKEN GLASS od 2008 roku. Kapela rozpadła się w 2012 roku, a ja na dwa lata porzuciłem jakiekolwiek granie. W 2014 roku założyliśmy ze znajomymi grupę VIGIL, w której jestem obecnie wokalistą. Pod koniec 2016 roku dołączyłem do składu MAIGRY.

ATMOSPERIC od początku Wam kibicuje. Wiem, że macie tego świadomość (śmiech). Trzymamy kciuki za sukces MAIGRY. Nie ma takiej kapeli w Polsce! Zbrodnią byłoby, gdybyście przepadli w polskim grajdole.

Kryniu: Dzięki za wsparcie, na Was zawsze można liczyć. Wykonujecie kawał dobrej roboty i to skutecznie. Pozdrawiamy, wszystkiego dobrego i do zobaczenia na koncertach.

Paweł D.: Dzięki! Nie bój się, żywcem nas nie wezmą. Będziemy się trzymać pazurami sceny jak niektóre polskie dinozaury (śmiech).

[Sebass]