MANROY Between Silence & Scream `14

digital EP `14
Ocena: 4,5/6
Gatunek: metalcore

MANROY to stosunkowo nowy twór na śląskiej scenie brzmień ciężkich. Grupa powstała w połowie roku 2012 w Chorzowie i obraca się w klimatach metalcorowych. Zespół w swej twórczości nie stroni jednak od nawiązań do innych gałęzi metalowych brzmień, co zdaje się udowadniać wykorzystywaniem zagrywek thrashowych, czy stosowaniem motywów przywodzących na myśl dokonania spod znaku death metalu. Jak dotychczas, MANROY może pochwalić się wydaną w 2014 roku EPKą „Between Silence & Scream”, na której znajdują się cztery utwory. Są to kolejno: „Face Of Time”, „Chaos Has Just Begin”, „I Swear” oraz „Roast”. Ramy czasowe wydawnictwa przekraczają nieznacznie kwadrans. Skład, w którym grupa nagrała ten materiał, nieznacznie różni się od tego, w którym zespół koncertuje obecnie. Od kapeli odszedł bowiem Adrian, odpowiedzialny za partie gitarowe, a w miejsce Blastera parającego się grą na perkusji przyszedł Asad. Personalia reszty członków grupy nie uległy zmianie. Za wokale dalej odpowiedzialny jest Miłosz, na gitarze prowadzącej gra Kala, a na basie wtóruje im Leny Mccoy. W związku z niewielką formą płyty, postaram się przybliżyć każdy utwór z osobna, choć zazwyczaj staram się tego unikać. EPkę rozpoczyna kawałek „Face Of Time”. Na dzień dobry wita nas quasi-thrasowe intro przyprawione metalcorową wstawką. W międzyczasie ujawnia się wokal, którym Milo operuje dosyć sprawnie na zasadzie kontrastu – z jednej strony mamy do czynienia z brutalnym wyziewem wydobywanym z czeluści aparatu mowy, z drugiej zaś wokalista raczy nas szeptem. Ta praktyka, w nieco odmiennej formie, jest wykorzystywana również w kolejnych utworach EPki. Następnie MANROY porywa słuchaczy w zabójczy galop, w którym przeważają elementy metalcorowe: uwidacznia się charakterystyczny scream, pojawiają się kojarzone z powyższą stylistyką riffy oraz typowe dlań zagrywki rytmiczne (w tym również breakdowny). Zespół raz zwalnia, raz przyspiesza, co sprawia, że kawałek staje się po prostu coraz ciekawszy. Wokalnie Miłosz stara się operować zarówno niskim growlem, jak i screamem. Obydwie techniki wydają się też być miejscami łączone przez wokalistę na zasadzie overdubbingu. Całość wieńczy krzyk połączony z aspirowanym szeptem. Drugim utworem na płycie jest „Chaos Has Just Begin”. W porównaniu z „otwieraczem”, kawałek ten jest dużo bardziej agresywny. Początek utworu to prawdziwa nawałnica riffów oraz bezpardonowych blastów. Wokalnie sprawa wygląda podobnie jak w „Face Of Time” – Miłosz stara się działać dwubiegunowo. Mam wrażenie, że początkowo scream zdaje się wieść prym nad całkiem intensywnym growlem, jednak wraz z biegiem czasu proporcje zaczynają się wyrównywać. Trzeba pochwalić również interesujące konstrukcje gitarowe, zwłaszcza riff pojawiający się około 50 sek., na bazie którego rozwija się dalsza część utworu. Później grupa powtarza dwukrotnie patent ze zwolnieniem tempa oraz chwilowym powrotem do galopu, a całość kończy w podobny sposób, jak w pierwszym kawałku na płycie. Utwór trzeci, „I Swear”, rozpoczyna się kontrastującym z resztą repertuaru wstępem. Na początku jest bardzo słodko, następnie pojawia się partia wokalna oraz gitara rytmiczna, co formą przywodzi mi trochę na myśl utwór „The Unknowing” zespołu OMNIUM GATHERUM. Później jednak MANROY wraca na wcześniej obrane tory i brnie w najlepsze do przodu, nie bacząc przy tym na żadne przeciwności. Gitarowo utwór ten brzmi dosyć ciekawie: dominują dynamiczne i energiczne zagrywki, którym dzielnie wtóruje sekcja rytmiczna. Zdecydowanie podoba mi się techniczny riff, który pojawia się około 2 minuty oraz łącznik po nim następujący. Jeśli chodzi o partie wokalne, to Milo, poza growlem oraz screamem, wykorzystuje w „I Swear” kilka innych ciekawych technik i patentów, dlatego zachęcam do starannego wsłuchania się w partie wokalne, gdyż można odkryć klika naprawdę ciekawych aspektów, I swear. Utwór wieńczący płytę to „Roast”. Gdy na początku recenzji napisałem, że MANROY korzysta z zagrywek thrashowych, miałem na myśli przede wszystkim charakterystyczne perkusyjne eskapady. Pod względem rytmicznym „Roast” w dużej mierze bazuje na powyższych schematach. Gitary zdają się także wtórować w podobnym tonie. Skłonności muzyków ku bardziej nowoczesnym brzmieniom sprawiają jednak, że wyjściowa „thrashowa forma” zostaje gdzieś zatracona, a utwór przyjmuje postać metalcorową, co zostaje uwydatnione przez partie wokalne (znana już ze wcześniejszych kawałków mieszanka growl/scream) oraz mniej ortodoksyjne podejście do budowy riffów. W recenzji nie poświęciłem zbyt wielkiej uwagi bardzo istotnej harmonicznie kwestii, jaką jest gitara basowa. Był to zabieg celowy. Po prostu uważam, że bas spełnia swe zadanie prawidłowo. Leny Mccoy bezbłędnie odnajduje się w obranej przez grupę stylistyce. Fajerwerków spod znaku klucza basowego wprawdzie słuchacz nie uświadczy, jednak nie jest to ideą tej muzyki. Podsumowując, płytka „Between Silence & Scream” brzmi bardzo interesująco. MANROY zdaje się mieć pomysł na tworzenie wartościowej muzyki i mam nadzieję, że już wkrótce będzie możliwość, by przyjrzeć się twórczości zespołowi w nieco większym wymiarze. Ze swojej strony sugerowałbym jednak grupie wykorzystanie solówek gitarowych, tak dla odświeżenia formy:-). Warto również docenić dobrą jakość nagrania EPki, gdyż często przy mniejszych produkcjach oraz ograniczonym budżecie kwestia ta zdaje się być zaniedbywana. Cóż, z niecierpliwością czekam na więcej! [Adam Dzwonnik]

Manroy, www.facebook.com/manroyband