MARDUK, GRAVE, VESANIA, SCEPTIC, DEATH WOLF, AZARATH, VALKYRJA, SARATAN, INSIDIUS – 21.12.2013, Warszawa

2013.12.21_mardukMetalowa Wigilia 2013:
MARDUK, GRAVE, VESANIA, SCEPTIC, DEATH WOLF, AZARATH, VALKYRJA, SARATAN, INSIDIUS

21.12.2013, Warszwa, „Progresja Music Zone”

Nieco spóźniony, bez biletu, w nowej miejscówce „Progresji”, nazwanej zgodnie z duchem czasu w nieichniejszym języku – „Progresja Music Zone” (bo przecież żałośnie brzmiałoby „Strefa Muzyczna Progresji”) i z wielkimi nadziejami na wiele godzin porządnego rycia głowy dokonanego przez czarnych fachmistrzów – MARDUKa czy GRAVE’a, ale także przez koncertowe perełki pokroju VESANII czy AZARATH.

 O dziwo trafiłem już na drugi utwór, pierwszego zespołu (a rzadko zdarza mi się trafić nawet na trzeci zespół np. z 6) o enigmatycznej nazwie INSIDIUS. Krajanie zaprezentowali kawał porządnego death metalu, okraszonego niezłym wokalem i skomplikowaną fonią. Rzucił mi się w uszy brak przerw pomiędzy utworami i stopień rozbudowania piosenek – było po prostu całkiem nieźle i z przytupem. Nawet publiczność dopisała, a to spory wyczyn przy formule „festiwalowej”.

Całkiem szybko przyszła kolej na świetnie znanego mi SARATANa, po którym, naturalnie, spodziewałem się podniesienia poprzeczki po wydaniu płyty „Martyi Xwar”. Niestety moje oczekiwania legły w gruzach w obliczu… tego, że starsze kawałki okazały się brzmieć lepiej i mieć w sobie więcej tak pożądanej, egzotycznej mocy, którą SARATAN przywykł emanować. Niemniej jednak, jako że set zawierał 3 czy 4 starsze kawałki, było bardzo znośnie, ale jak raczyłem już wspomnieć – trochę gorzej niż zwykle. Dobrze, że SARATAN po prostu broni się samą muzyką.

Następnie, po raz kolejny ekipy techniczne popisały się niebywałą sprawnością i na scenę żwawo wkroczyła szwedzka VALKYRJA, która jako druga tego wieczoru była mi absolutnie nieznana. I kolejne miłe zaskoczenie – chłopaki zagrali naprawdę potężny set, obfitujący w krwawy black metal. Bez kompromisów, żartów i przyśpiewek. Nic dziwnego, że MARDUK desygnował ich na swoją trasę jako stały support. Stworzyli świetny wstęp do występu headlinera, ze względu na zbieżność gatunku i podobną dawkę obsydianowej mocy. I to chyba przy VALKYRJI dźwiękowcy zastanowili się nad swoją robotą – ściszyli nieco głośniczki, zapewniając widzom coś więcej niż tylko ścianę hałasu. Brawa dla panów inżynierów, można im zaufać – jak zawsze.

Po VALKYRJI i przed AZARATHem nadszedł czas na kanapeczkę i wstępne zaspokojenie głodu. Pozdrowienia dla pana kucharza w habicie, z dużym, widocznym z daleka krzyżykiem. Swoją drogą, niezły wybór dodatków mieli – polecam. Wracając do koncertu… AZARATH był oczywiście moim czarnym faworytem, który nigdy dotąd mnie nie zawiódł. Również tym razem sprawili się na medal – brązowy, ale jednak medal. Przeplatanka „Blasphemers’ Maledictions” z poprzednimi dokonaniami sprawdza się świetnie, bowiem nadmiar techniki wynagradzany jest brutalnym atawizmem np. z „Infernal Blasting”. Musiałem się wydrzeć do granic i powyginać kręgosłup niczym opętańcy z „Egzorcysty”, ale ból się opłacił – AZARATH niezmiennie króluje (ale nie na tym koncercie).

Następny DEATH WOLF miał już świetne nagłośnienie, które zostało równie świetnie wykorzystane – panowie ze Szwecji zapisali się w pamięci widzów oto takim zwrotem „DEATH WOLF, Sweden, napierdalać, kurwa, Warszawa”. I to był jedyny pozytyw zapamiętany przeze mnie z występu DEATH WOLF. Muzycznie odstawali od reszty stawki, do tego mieli grać horror punk (który z góry tu nie pasował), a grali ostrzejszy heavy metal. To był zdecydowanie najgorszy występ na „Metalowej Wigilii”.

Muzyczny niesmak na szczęście został szybko zatarty przez rodzimą VESANIĘ, która długo się szykowała, ale w tym przypadku czas odzwierciedlił pracę włożoną w występ. Sporo rekwizytów, perfekcyjny corpse-painting i nawet małe (aczkolwiek bezwartościowe) podarki dla widzów, sypane przez klawiszowego szarlatana, sprawiły, że występ VESANII należał bez wątpienia do grona pretendentów do miana najlepszego show. Strona muzyczna także stała na najwyższym poziomie, tak czystego brzmienia nie miał żaden z poprzedników. I to chyba jedyny zespół na „Metalowej Wigilii”, który brzmi lepiej na żywo niż na płycie. Warta odnotowania była sytuacja, w której dwójka masywnych „ochroniarzy” zgarnęła jednego fana, stojącego obok mnie w bardzo niewybredny sposób – mianowicie wyglądało to na zadanie pytania „Chcesz w pysk czy idziemy?”, a następnie szarpanie, przepychanie osób obok i ogólny wskaźnik agresji na poziomie Mortal Kombat. To niedobra reklama dla nowej miejscówki „Progresji”.

2013.12.21_vesania.foto

Tuż po VESANII na scenę wkroczyła pierwsza „gwiazda wieczoru”, w postaci legendarnego GRAVE’a, który tradycyjnie rozniósł publiczność potężną dozą bezkompromisowego death metalu. Młyn podczas ich występu przybrał niewyobrażalne rozmiary i jednocześnie pokazał, że death cieszy się największym popytem wśród wyznawców metalu. Jednak niedosyt budził brak grobowego szlagieru – „Soulless”, którego spodziewałem się w postaci bisu, który jeszcze bardziej rozgrzałby fanów przed MARDUKiem. Niestety srogo się zawiodłem, tego dnia nie było żadnych bisów. Takowych nie było, ale zadziwiła mnie za to ilość pań – to niemalże rekord na tego typu imprezie. Do tego same dzierlatki najwyżej jakości, aż chciało się słuchać:-).

2013.12.21_grave.foto

Po bardzo długim oczekiwaniu (najdłuższym tego wieczoru), w atmosferze horroru na scenę weszli smętni panowie z MARDUKa, zespołu, który bardzo chciałem zobaczyć, a jeszcze bardziej posłuchać. I ponownie spotkała mnie niemiła niespodzianka – pierwszy utwór był nudnt i bez wigoru. Dwa następne przeminęły pod znakiem potężnych problemów technicznych – braku gitary (ze znajomym podejrzewaliśmy, że to wina systemu bezprzewodowego) – odcisnęło to potężne piętno na odbiorze, ponieważ po tylu godzinach porządnej realizacji powiało totalną amatorką. Przy czwartym kawałku wokalista nawiązał niezły kontakt z publicznością, poprzez skandowanie bardzo wymownego refrenu (kto był, ten wie) i solidne wykonanie samego utworu (Jeeeesus…). Ogólnie zdołali się podźwignąć z mroku amatorszczyzny i pokazać, że w black-krieg metalu nie mają konkurencji. Na pewno ten występ MARDUKa zapisze się w pamięci jako zwycięska bitwa.

2013.12.21_marduk.foto

Konkludując – droga szatnia, dobre kanapki, sporo zaskoczeń i wysoki poziom realizacji (z małymi wyjątkami). I mała klasyfikacja: 1 – VESANIA, 2 – MARDUK, 3 – AZARATH. Do zobaczenia za rok!

[Vexev, fot. Kasia Cicha]

Zdjęcia z koncertu:

MARDUK: http://silentshots.blogspot.com/2013/12/metal-julafton-marduk-progresja-music.html
GRAVE: http://silentshots.blogspot.com/2013/12/metal-julafton-grave-progresja-music.html
VESANIA: http://silentshots.blogspot.com/2013/12/metalowa-wigilia-progresja-music-zone.html