MARKIZ DE SADE Jeckyll And Hyde `14

demo CD-R `14
Ocena: 5/6
Gatunek: heavy metal, thrash metal

MARKIZ DE SADE, szerzej znany na białostockiej scenie heavy/thrashowej, istnieje od połowy lat ’80, kiedy to zespół cieszył się sporym rozgłos w podziemiu i na lata zapisał się w pamięci fanów oldschoolowego thrash metalu. Potem nastąpiła prawie 20-letnia przerwa, zakończona reaktywacją w oryginalnym składzie, która zaowocowała wydaniem pierwszego po przerwie dema pt. „Zdeptani”. W 2010 roku miała miejsce premiera pierwszego długograja MARKIZ DE SADE, zatytułowanego „Sen schizofrenika”. Album jednak nie cieszył się już takim uznaniem i umknął uwadze krytyków, co spowodowało, że na kolejne demo musieliśmy czekać aż 4 lata. I oto jest, „Jeckyll And Hyde” – porcja „klasycznego” szaleństwa, która pewnie zarysuje na niejednej twarzy uśmiech satysfakcji. Ale zacznę nietypowo od mankamentów, żeby później mieć już wolną rękę przy opisie. Otóż nie mogę się przekonać do wokalu, który może 20 lat temu sprawdzał się doskonale, jednak dziś brzmi po prostu archaicznie i infantylnie. Ponadto odnoszę wrażenie, że jest jakby „oddzielony” od muzyki, czasem nie trafia w rytm, niestarannie zastosowano efekty dźwiękowe (zanik, pogłos) i momentami barwa głosu wydaje się być wypłowiała, szczególnie w zestawieniu z niestrudzenie napierdalającą gitarą. MARKIZ DE SADE w tym przypadku chyba za bardzo przywiązał się do oldschoolu, ale paradoksalnie wokal dodaje materiałowi „Jeckyll And Hyde” nuty oryginalności, która czasem przeradza się w nostalgię. Przypomina po prostu o dawnych thrashowych manierach (w Polsce), które obecnie brzmią wręcz „egzotycznie”. Ale zacząłem pisać o gitarze, która dla mnie bije na głowę wszystkie „Slejery”, „Pantery”, „Megadefy”, „Antrakty” i przybija pionę glanem w tył głowy o chodnik. No po prostu Creme de la creme thrashu, jest tu wszystko, czego potrzeba melomanowi, w każdym utworze z osobna. Rytmika, furiackie solówki, brutalne riffy, przy których wnętrzności klaskają i proszą o więcej. Gitarzysta każdym utworem stawia pomnik swoich umiejętności i znajomości fachu, szczególnie słychać to w totalnie odjechanym „Zbrodniarzu”, który przypomina mi nieco dokonania fińskiego TORTURE KILLER, niemniej jednak u białostocczan jest 1000 razy bardziej intensywnie, szybciej i „Zbrodniarz” po prostu sieje spustoszenie. Nie mógłbym zapomnieć o basie, który ciekawie dopełnia całości i sprawia, że warstwa muzyczna wydaje się być pełna mocy i głębi. Rytmika jest naprawdę powalająca, wszystkie utwory na „Jeckyll And Hyde” wydają się być pewniakami na koncerty, gdzie fani będą mieli możliwość doznania wstrząśnienia mózgu od headbangingu. Gdyby nie ten niepasujący wokal, to ocena byłaby 5,5, ale i tak z niecierpliwością czekam na kolejne demo lub LP MARKIZa DE SADE! [Vexev]

Markiz De Sade, maslak74@poczta.onet.pl; www.myspace.com/markizdesade, www.facebook.com/markizdesadeofficial