MASTABAH I Hate You `14

digiCD `14
Ocena: 4,5/6
Gatunek: brutal death metal

MERKABAH, MASTABA, MERKABA, MASTABAH – taka wyliczanka. Wypadło, bach, na MASTABAH, zatem zajmijmy się dziś nimi. Nazwa może i myląca, ale muzyka Goro, Belzebuba i Vnuka zawarta na albumie „I Hate You” już absolutnie nie. W końcu nie zawsze można usłyszeć rozstrojone skrzypce w kawałku o zabarwieniu brutal death metalowym z typowo grindcorowymi, „wyrachowanymi” garami. Albo dźwięki kołysanki na jej zakończenie, czy też bezustanną chłostę okraszoną bardzo niskim i wolnym growlem, na tle często przewijających się, gęstych, zabójczo zwodniczych gitar, które chyba wydobywają się z siebie zaskakująco dużą liczbę „brutalnych tonacji”. Chyba chłopakom ciężko będzie zagrać większość kawałków z „I Hate You” na żywo (ale taką ocenę należy pozostawić jednak na czas właściwego zetknięcia się live). Ponadto przy odsłuchu zdobyłem poniekąd dziwaczne przeświadczenie, że płyta ta jest bardzo niebezpieczną zabawką, najeżoną gwoździami, które z kolei są nasączone trucizną, którą z kolei jest bezlitosna nienawiść. Na „I Hate You” prawie downbeatowe zwolnienia stoją na równi z bezlitosnymi blastami i brutalnymi walcami – wbrew pozorom jest to magiczna mikstura, która przywodzi na myśl same pozytywne odczucia (pozytywne w sensie sadyzmu). Jednakże mógłbym się przyczepić do tego, że album nie przedstawia żadnej historii, utwory można byłoby losowo ustawić (pomijając intra), ale może nienawiść po prostu nie jest spójna? Również zmniejszenie ilości „śmieszków” zadziałałoby na korzyść MASTABAH na płaszczyźnie destrukcji, gdyż w pewnych momentach słuchaczowi ciężko się jednoznacznie określić, czy traktować to poważnie, czy jednak jako, wyżej opisaną, zabawkę wyprodukowaną przez szaleńców? Nie miałem niestety okazji zapoznać się z poprzednim krążkiem gdańszczan wydanym przed czterema laty, a prawdopodobnie umożliwiłoby mi to wydanie kategorycznego osądu. Pomijając jednak wszystkie kwestie związane z analizą semantyczną, to muzyka MASTABAHa jest niczym gigantyczny kamień nerkowy wrzucony do fontanny z ponczem na balu zaręczynowym księżnej Diany. Wzbudza podziw, jednocześnie zadziwia, obrzydza, zwiastuje śmierć organizatorki. Można go zostawić i bawić się jego naturą, a można go wyrzucić wraz z ponczem i sobą do ścieków. Polecam stanąć po tej pierwszej stronie, bo osobiście dawno się tak nie ubawiłem przy odsłuchu, szczególnie że to niczym ubaw na mogile. [Vexev]

Mastabah, goro@mastabah.pl; www.mastabah.pl