MASTODON Blood Mountain ’06

Stali czytelnicy moich recenzenckich wypocin zapewne jorgnęli się, że lubię pisać o albumach z perspektywy czasu – wiedząc, jak potyczyły się losy danej kapeli, jakie wydała krążki i jaki był ich odbiór. Nie znaczy to jednak, że nie potrafię, nie chcę czy też nie lubię zwracać uwagi na bieżące krążki – po prostu wydaje mi się, że ocena jest bardziej obiektywna po pewnym czasie. Nie inaczej rzecz ma się w przypadku „Blood Mountaint” – kamienia milowego w twórczości amerykańskiej formacji sludge/groove metalowej – MASTODON. Trzeci krążek kwartetu z Atlanty to bowiem pierwsze niemal w pełni bezbłędne sześćdziesiąt osiem minut muzyki w historii zespołu. Nie oznacza to, że „Remission”, czy tym bardziej „Leviathan” to albumy słabe. W żadnym wypadku. Jednak „Blood Mountain” to pełne wyklarowanie stylu, w jakim MASTODON będzie się od tamtej pory obracał. Jest szybko i dynamicznie? Owszem („The Wolf Is Loose”). Progresywnie? Też! („Sleeping Giant”, „Capillarian Crest”). Apogeum stylu MASTODON osiąga jednak w utworze „Circle Of Cysquatch” (ależ to monstrum kopie na żywo!) – szybkość, brutalność, progresja, a przy tym – melodia! Te cztery składniki potrafią połączyć jedynie brodacze z MASTODON. Zabawa z syntezatorami, pogłosami i innymi psychodelicznymi wynalazkami znajduje swoje ujście utworze „Bladecatcher” – notabene jednej z najlepszych kompozycji na tej płycie. Okolice MESHUGGAH zespół osiąga w „Colony Of Birchmen” – potężne, choć wolne, nisko strojone gitary i połamany rytm perkusyjny i „nawiedzony” wokal. Album kończy instrumentalny utwór, zatytułowany „Pendulous Skin”. Oprócz tego, że MASTODON na „Blood Mountain” wykształcił swoje oryginalne brzmienie – zaprosił do współpracy wielu wspaniałych gości. Tym sposobem, na albumie gościnnie udzielają się: Scott Kelly (NEUROSIS) w utworze „Crystal Skull”, Josh Homme (QUEENS OF THE STONE AGE) na „Colony Of Birchmen”, Cedric Bixler-Zavala (THE MARS VOLTA) na „Siberian Divide” oraz Isaiah „Ikey” Owens (THE MARS VOLTA) w numerze „Pendulous Skin”. I choć wielu może uważać, iż napis „płyta dekady”, spoglądający na słuchaczy z okładki płyty to buńczuczne, medialne formy promocji – faktycznie, coś w tym jest. I co prawda jednoznaczne określenie „Blood Mountain” krążkiem ostatniego dziesięciolecia to delikatna przesada, jednak z pewnością mieści się w pierwszej dziesiątce takiego zestawienia. Dowodem może być fakt uplasowania się tego albumu na 17. miejscu metalowych płyt WSZECH CZASÓW (!) w zestawieniu przygotowanym przez dziennikarzy amerykańskiego serwisu IGN. Jak wspomniałem na początku – „Blood Mountain” to pierwsza w 100% udana płyta MASTODON i kamień milowy otwierający im drogę do kariery. Mimo upływu lat, ciągle chętnie wracam do tej płyty. Tym, którzy jeszcze nie słyszeli – gorąco polecam! [Tomasz Kulig]

Mastodon, www.mastodonrocks.com

Reprise Records (aka Warner Bros Rec.), www.warnerbrosrecords.com