MASTODON Crack The Skye ’09

Ciężki to album. Muzyka MASTODON generalnie do najprostszych w swej wymowie oraz najprzyjemniejszych w odbiorze nie należy, nie należała i należeć zapewne nie będzie. Potrzebowałem kilkukrotnego, solidnego przestudiowania tego albumu oraz zobaczenia zespołu na żywo by zrozumieć zajawkę, jaką chcą przekazać słuchaczom. „Crack The Skye” to jedna z bardziej progresywnych propozycji MASTODON ostatnich lat. Oprócz progresji, dostajemy nawałnicę pokręconych melodii, szybkich rytmów i jak zwykle bogatego sposobu wokalnej ekspresji. Przede wszystkim – Troy Sanders pokazuje, iż potrafi czysto śpiewać. Ba! Jego maniera wokalna do bólu przypomina wokalizy Ozzy’ego Osbourne’a. Oczywiście czysty wokal nie zdominował gardłowej części „Crack The Skye” – nie bójcie się. Gdy trzeba, Sanders, wspierany przez Hindsa i Taylora, krzyczy i wypruwa z siebie flaki. Co prawda, muzyka zamknięta w pudełku (zdobionym przedziwną okładką, za którą odpowiada Paul Romano) z napisem „Crack The Skye” nie jest tak schizofreniczna, jak w przypadku choćby „Blood Mountain” czy „Call Of The Mastodon”. Kompozycje są jednak dużo bardziej rozbudowane. Przesłuchajcie choćby podzielonego na cztery podrozdziały „The Czar (I. Usurper, II. Escape. III. Martyr, IV. Spiral)”. To zdecydowanie jeden z najpiękniejszych utworów MASTODON w ich dotychczasowej karierze. Powolne, stonowane intro, w okolicach drugiej części zyskuje metalowy pazur, aby w trzeciej części przynieść ponowne oczyszczenie atmosfery i trzyma słuchacza w melancholijnym nastroju do końca. „Quintessence” z kolei przypomina mi wstępem muzykę PINK FLOYD. Szybciej robi się w utworze tytułowym. „Crack The Skye” to najbardziej metalowy, nie pozbawiony jednak melodii, utwór. Prawdziwy majstersztyk jednak, kwartet z Atlanty pozostawił swym fanom na koniec. „The Last Baron” to najdłuższy, ponad trzynastominutowy utwór, w którym dzieje się bardzo dużo. Nie ma w nim co prawda wyznaczonych części, jak w przypadku „The Czar”, nie mniej – studiowanie tego utworu inaczej niż przez wyznaczenie poszczególnych rozdziałów byłoby trudne. Wszystkie skomplikowane zabawy instrumentalne, zabawna maniera wokalna Sandersa i połmane rytmy prowadzą do pięknego rozwiązania około połowy utworu. Tam, czeka na słuchacza przepiękny, czadowy motyw gitarowy. Końcówka to ostateczne porzucenie napięcia i niepokojące zakończenie. Pięćdziesiąt minut muzyki przemija niepostrzeżenie, jednak nie pozostawia niedosytu. Na „Crack The Skye” dzieje się tak wiele, iż słuchacz wyciągając płytę z napędu musi odczuwać katharsis. Oczyszczenie i zadumę nad tym co usłyszał. Chyba po raz pierwszy w karierze MASTODON osiągnął tak niepokojący, a zarazem piękny efekt. Polecam! [Tomasz Kulig]

Mastodon, http://www.mastodonrocks.com/ ; http://www.cracktheskye.com/ ; http://www.relapse.com/