MATERIA Case of Noise `12

Słuchy do mnie doszły takie, jakoby MATERIA występowała w jednym z telewizyjnych programów o śpiewaniu. Jeśli to prawda, to jestem naprawdę pod wrażeniem tego, że do masowego odbiorcy dopuszczono metal z krwi i kości. Wydany w czarnym digipacku „Case of Noise” to niezła mieszanka dźwięków. Jest core, metal, groove, połamańce, co tylko chcecie. Kilka sekund jednego z utworów nasunęło mi nawet skojarzonko z KORN. A że ja generalnie lubię muzykę z przytupem, to micha cieszy się już od samego wstępu. Trochę jest tu również mnemicowo czy nawet meszugowo (choć to ostatnie może na wyrost). I to mi się podoba! Mechaniczne łupanie z bardzo tłustym brzmieniem, w dodatku zagrane naprawdę zawodowo. Kwartet panów z MATERII daje ostrego czadu. Instrumentalnie jest naprawdę grubo, wokalnie natomiast i czystego pomrukiwania nie zbrakło. Świetnie słucha mi się w tym wszystkim tych najdrobniejszych utworów takich jak „Case of Noise” czy „Chaos” lub też „Shayba”. Taki ze mnie miłośnik miniatur. Ale na tym nie koniec, bo i te dłuższe łupnięcia do gustu mi jak najbardziej przypadły. Ci czterej brodacze zasypali mnie tak udaną dawką ciężko-melodyjnego grania, że mi trochę wyjście spod tej sterty zajęło. A jak już wyjść się udało, to nie sposób nie chcieć więcej i nie czekać na zbiorek nowych utworów. Prawdopodobnie nie nastąpi to lada chwila, bo płyta „Case of Noise” jest jeszcze całkiem ciepła. Ale człek się starzeje, czas mu płynie szybciej, toteż pewnie nim się zorientuję, że sporo wody w Wisełce upłynęło, drugi długograj MATERII będzie gotowy. A wtedy nie pozostanie nic więcej poza tym, by łapska na nim położyć i słuchać, ile wlezie. [Soulcollector]

Materia, the.materia@wp.pl; www.myspace.com/themateria,
www.facebook.com/materia.metal