MAYHEM, WATAIN, FURIA, AU-DESSUS, MORTHUS – 18.12.2016 – GDAŃSK B90

METALOWA_WIGILIA_2016

Metalowa Wigilia była dla mnie szczególną imprezą. Poza oczywistą chęcią współuczestniczenia w tak doniosłym wydarzeniu jakim jest ceremoniał wigilijny, był to również mój osobisty jubileusz – otóż druga gwiazdka wieczoru, czyli MAYHEM stanowiła 500-tny zespół widzianym na żywo. Muszę jednak sprostować, że Attilę i spółkę widziałem już 2 razy, FURIĘ aż 4, WATAIN także 2, więc w tej 500-tce jest sporo powtórek, co nie zmienia faktu że poczułem się już całkiem stary.

Nie przeprowadzałem badań statystycznych dotyczących innych osób, ale domyślam się że nie jest to mała liczba i nie skażę się przytoczeniem tego faktu na śmiech. Pikanterii jubileuszowi dodawało to, że już po kilku godzinach po przylocie do Gdańska z Warszawy, spotkałem dwójkę najebanych typów, którzy za wszelką cenę chcieli mi udowodnić, że nie tylko są mądrzejsi ode mnie (bo dwukrotnie starsi przecież), ale także wiedzą że wszystkie nazwy zespołów, płyt i utworów czyta się używając polskiej transkrypcji. A zatem przyszło mi być egzaminowanym ze wszystkich płyt EMPEROR wymawianych mniej więcej tak „antems tu de welkin at dysk”, „de discypline of fiure & demize” czy też EP takich jak „referense”. Spytałem ich zatem jak wymawiają WATAIN, na co odrzekli „eee co to???????? My tylko ma „MAY-HEN”, wiesz „ded-crusz” i „wolf lajr abis” ale żeby nie leciało „psyłar” bo to chujnia”. Oczywiście nie dostałem od nich zbyt wysokiej oceny z historii i po prostu wyszedłem na muzycznego laika. Jedno z uzasadnień? „Bo mają w chuju te wymawianie, to dla Polaków płyty są przecie”. A zatem po zostaniu skarconym za nieodrobioną lekcje wymowy i historii oraz sugerowaniu, że jestem zbyt młody żeby wiedzieć kto to „Ełronimus”, przyszła ta wiekopomna chwila…

Metalowa_Wigilia_Watain

Klub B90, w którym byłem po raz pierwszy okazał się być istną perełką w kategorii klimatu. Wigilia, MAYHEM, WATAIN w hangarze przeładunkowych tuż nad Zatoką Gdańską? Brak świateł na zewnątrz klubu i obskurna okolica po-robotnicza? Opary mizantropii i turpizmu unoszące się nad zarysami surowych żurawi portowych? IDEALNIE! Wewnątrz klub prezentował się zgoła odmiennie – przestrzenna hala, dwa „telebimy” po bokach sceny, fantastyczne nagłośnienie i spory wybór napojów czy kilka świetnie zaopatrzonych stoisk z merchem. O ile dochodziły do mnie głosy o słabym nagłośnieniu w Progresji, to tutaj był cud-miód, od AU-DESSUS po MAYHEM. Nie dostrzegłem/usłyszałem żadnego momentu zawahania tudzież słabości ze strony dźwiękowców, a przeładunek sprzętu i zespołów był ekspresowy. A jak wypadły zespoły? Co tu dużo pisać… to był jeden z lepszych koncertów w tym roku. Polskie supporty zaskoczyły mnie jakością i profesjonalizmem, FURIA grając „Księżyc Milczy Luty” porwała mnie i zaprowadziła w zupełnie nowe rejony muzycznych doznań, WATAIN mnie nie zawiodło (choć brakowało mi rekwizytów i uskuteczniania czarnego imidżu), a MAYHEM zagrał dokładnie tak jak to wypada legendzie. Chłopaki zmiażdżyli ciężarem, Attila zmiażdżył charyzmą, trup ścielił się gęsto, Euronymous patrzył z zazdrością i jeszcze żarliwiej przeklinał Vikernesa. To było właśnie coś czego oczekiwałem i wyczekiwałem, czyli zagranie niestrudzonego i piekielnie ponadczasowego „De Mysteriis Dom Sathanas” – niczego więcej do antypatycznego szczęścia nie było mi potrzeba. Niestety, zauważalnym było zmęczenie dwójki headlinerów, długa podróż i koncertowanie niejako „z marszu” zdecydowanie odcisnęło piętno na tegorocznych Świętych Mikołajach. Tak jak w przypadku WATAIN, również MAYHEM bardzo oszczędnie podszedł do kwestii oprawy wizualnej. A na prawdę nie pogardziłbym chociaż choinką udekorowaną świńskim łbem i owiniętą jelitami oprószonymi brokatem. Muzyka zrekompensowała brak wizualnych pociech. Nie miałem też za złe nikomu, że na przestrzeni całej Metalowej Wigilii nie zanotowano zjawiska bisu, a WATAIN miało ku temu wszystkie podstawy – zapas czasu, entuzjazm publiki… Widać ramy płyt („Casus Luciferi” w przypadku WATAIN) nie miały zostać przekroczone tego wieczoru.

Nie można zapomnieć o AU-DESSUS, które przygotowało bardzo dojrzały i niezwykle esencjonalny set, przy którym black metalowy laik (taki jak ja) mógł pomyśleć „to już MAYHEM??????????????”. MORTHUS z drugiej strony pokazał coś bardziej w stylu WATAIN – wkurwienie, dewastację i magię obscenicznych świąt. Obu zespołom nie brakowało wigoru, fikali na scenie iście „kolędniczo”, a okazja ku temu była nie byle jaka. Nie dość, że publika dopisała, nagłośnienie jak diament, to jeszcze można było świątecznie się wyżyć przed takimi nerkowyrzynaczomi jak WATAIN i MAYHEM. Natomiast FURII muszę oddać, że te akustyczne intra z płyty, po których spodziewałem się że będą brzmiały dobrze jedynie w wersji studyjnej, zostały zagrane iście finezyjnie. Działało to na zasadzie prologu do pięknej, black metalowej baśni i nawet nie żałowałem, że nie zagrali nic z mojego ulubionego „Guido”, a jedynie z „Nocel” i „Księżyc Milczy Luty”. Co koncert FURIA zadziwia i myślę, że w 2017 roku zobaczymy się jeszcze nie raz. Mam nadzieję, że kolejna 500-tka występów będzie obfitowała w jeszcze kilka(naście) powtórzeń WATAIN, MAYHEM, AU-DESSUS i MORTHUS. [Vexev]