MEDEBOR: Ciągle trwają…

ImageTrójmiejska scena doom metalowa to przede wszystkim zespoły ANGOR i MEDEBOR. Ten pierwszy niestety nie przetrwał próby czasu, a MEDEBOR, pomimo poważnych zawirowań w minionych dwóch latach, wraca właśnie na scenę. Wiele sobie po tym powrocie obiecuję. Znam tę grupę praktycznie od początku, ich koncerty zawsze sprawiały mi wielką frajdę… Pierwszy etap ich działalności został zwieńczony albumem „Phantasma”, który chyba na dobre zapisał się w historii polskiego klimatycznego grania oraz zyskał uznanie fanów tej muzyki. A ponieważ doszły mnie słuchy, że grupa zaczyna znowu koncertować i szykuje już nowy materiał, postanowiłem na tę okoliczność przepytać Maćka (gitara) oraz Andrzeja (wokale), tak więc zapraszam do lektury…

 

l_medebor_phantasma

Witam. Od wydania „Phantasmy” minęły już cztery lata, a od jej nagrania aż pięć. To szmat czasu… Powiedzcie mi, czy jesteście zadowoleni z tego, że powierzyliście ten materiał Apocalypse Production, bo z tego, co słyszałem, nakład tego tytułu był iście symboliczny, a prawdę mówiąc bliższy był ścisłemu limitowi. Kupienie tej płyty graniczyło z cudem! Czy nie myślicie o tym, by w przyszłości wydać reedycję?


Maciek: Witam. Faktycznie sporo już czasu upłynęło od nagrania „Phantasmy” i z tej perspektywy można oceniać wydanie jej przez Apocalypse Prod. na kilka sposobów. Po pierwsze, w tamtym czasie była to najbardziej konkretna propozycja związana z opublikowaniem tej płyty; oczywiście mogliśmy ją sami wydać, ale nie zdecydowaliśmy się na to, ponieważ uznaliśmy to za duże ryzyko. Apocalypse, a konkretnie Mitloff nie obiecywał nam zbyt wiele i w sumie słowa dotrzymał :-). Jak wiadomo, w tamtym czasie już skupiał się na innych swoich zajęciach (RIVERSIDE), a zespoły, które u niego zaistniały, miały bardzo skromne wsparcie, parę recenzji, żadnych koncertów czy innych tego typu form związanych z promowaniem nowych kapel. Co do nakładu, to tak naprawdę jest to dla nas zagadką do dziś. Trochę szkoda, bo recenzje tego albumu były nadspodziewanie dobre. Reedycja „Phantasmy” jest realna, ponieważ Apocalypse Prod. zrzekł się praw do niej. Jednak na razie o tym nie myślimy, bardziej koncentrujemy się na nowym materiale.

 

Andrzej: Witaj. Kupienie płyty graniczyło z cudem, bo ludzie wykupili ją na pniu :-). Tak poważnie, to kwestia nakładu leżała w gestii wytwórni. W tamtym momencie Apocalypse Prod. była gotowa wydać nasz debiut, były rozmowy o trasie promocyjnej, o reklamie w mediach, więc wiele obiecywaliśmy sobie po tej współpracy. Wyszło inaczej i oczywiście żałujemy, że tak się to potoczyło, ale po pierwsze – wina leży po środku, a po drugie – cztery lata temu nie byliśmy w stanie przewidzieć, co będzie się z nami działo w 2007 roku.

 

No a czy jesteście zadowoleni z reakcji fanów oraz mediów na tamten album? A może teraz, patrząc z perspektywy lat chcielibyście coś w nim zmienić?


Maciek: Tak jak już wspomniałem, reakcja na naszą płytę była bardzo dobra, sporo zine`ów, webzinów itp (po METAL HAMMER) bardzo przychylnie oceniło nasz debiut. Koncertowo był on ograny wiele razy i reakcje ludzi były pozytywne. A trzeba zaznaczyć, że grając taką muzykę z pogranicza doom/death z zasady nie ma się wielu fanów w Polsce, a jest teraz jeszcze gorzej. „Phantasma” była naszym trzecim podejściem do nagrywania po wcześniejszych dwóch demówkach. Zawsze tak jest, że już po pięciu minutach od zakończenia procesu nagrywania jest się w stanie wyliczyć rzeczy, które by się poprawiło. Jest kilka spraw, które nie zabrzmiały tak, jak powinny, zdarzyły się też drobne błędy techniczne, ale ta płyta z biegiem czasu nic nie traci, nadal mogę jej słuchać z przyjemnością.

 

Andrzej: Recenzje w mediach były przychylne i rzeczowe. Ja sam wiem, że pięć lat temu to było wszystko, na co było nas stać i włożyliśmy w nagranie tej płyty wszystkie lata prób, wyrzeczeń i całe serce. Nasz debiut zamykał pewien rozdział i nic bym nie zmienił. Nie ma sensu się zastanawiać, co by było gdyby…

 

Wasz debiut płytowy niestety nie był dla Was przełomem, nie posypały się propozycje kontraktów od wydawców. Stało się wręcz przeciwnie, o ile do roku 2004 byliście aktywni koncertowo, to potem zespół jakby stanął, odszedł od Was Arek (bębny), Michał (bass) wyjechał i kapela na dwa lata zapadła w uśpienie. Co się w ogóle wtedy z Wami działo? Czy nie macie wrażenia, że był to czas dla Was stracony? Zamiast pójść za ciosem i nagrać drugi album, wymięliście…


maciekgitaraMaciek: Niestety kłopoty zaczęły się już rok po nagraniu płyty, dochodziło do tarć w zespole, ale najgorsze jest to, że naszym głównym problemem były ciągłe zmiany sali prób, po nagraniu „Phantasmy” mieliśmy ich już z pięć, a w międzyczasie było kilka okresów po parę miesięcy, kiedy wcale nie mieliśmy gdzie grać (ale na szczęście mamy to już za sobą). Problemy personalne, które nałożyły się na to wszystko, tylko spotęgowały zły klimat wokół zespołu. Choć muszę podkreślić, że z naszym perkusistą Arkiem rozeszliśmy się w przyjaznej atmosferze. Potem doszły najzwyklejsze w świecie komplikacje natury osobistej (praca, żony, dzieci i takie tam :-), kilku z nas nie oszczędzono kłopotów (co najdotkliwiej widać na przykładzie wyjazdu Michała do Irlandii w lutym 2005). Zaprzestaliśmy na prawie dwa lata grać koncerty i istnieliśmy w składzie trzyosobowym, a za perkusję służył nam komputer, który nasz przyjaciel Hubert przez prawie rok obsługiwał, co pozwoliło nam no komponowanie nowych utworów, pomimo wielu niekorzystnych okoliczności. Ten okres nie był stracony, choć na pewno nie wykorzystany w stu procentach. Przełomem okazał się moment, kiedy doszedł do nas nowy perkusista Mateusz. Po ograniu z nim starego materiału wzięliśmy się też za przearanżowanie utworów, które były grane z „komputerem”, jak i za kompletnie nowe kompozycje. Postanowiliśmy nie szukać zastępcy na miejsce Michała, gdyż na dniach ma wrócić i znów będziemy grali w komplecie.

 

Andrzej: Taaak… No cóż, stało się tak, jak się stało. Rozpad składu chyba nie był decydującym czynnikiem. Pewnie zdajesz sobie sprawę, że właśnie w tamtym okresie cały underground jakby zamarł. W pół milionowym mieście, jakim jest Gdańsk, nie ma sali do zrobienia koncertu. Koniunktura niestety padła, a MEDEBOR razem z nią :-). Przyznaję, przespaliśmy moment do pójścia za ciosem, ale nie ma tego złego… MEDEBOR nadal istnieje i mimo wszystko ma się dobrze.

 

medebor_mix

 

Wiem, że znowu jesteście wśród żywych, co bardzo mnie cieszy. Słyszałem, że na koncertach gracie już kawałki przygotowane na nowy album. Mówcie zatem, kiedy zamierzacie je nagrać i kiedy możemy się spodziewać Waszej drugiej płyty? Macie już konkretne plany? Może zaskoczycie nas jakimś koncept-albumem?


Maciek: W ostatnim czasie faktycznie zaczęliśmy trochę odżywać i spróbujemy się wydostać z tych mrocznych czeluści, gdzie tkwiliśmy tyle czasu. W zeszłym roku zagraliśmy dwa koncerty: jeden w Warszawie, w „Progresji”, dzięki zaproszeniu zespołu ATROPOS, który serdecznie pozdrawiam(!!!), a drugi w Gdyni, w „Uchu”, na Pomeranian Metal Fest. Po takim czasie z wielką radością wraca się  do  koncertowania, ponieważ jak dla mnie bezpośredni kontakt z publiką daje największą motywację i satysfakcję. Przez kilka ostatnich lat wiele się też zmieniło na niekorzyść w zakresie organizacji koncertów. Kilka klubów, dla nas najważniejszych, zwłaszcza w Gdańsku typu „Rudy Kot”, „Burdl Rock Cafe” czy „Kwadratowa” przestały istnieć bądź zmieniły swe oblicze. Jest to spory problem, bo za bardzo nie ma w Trójmieście gdzie organizować koncerty.  Mamy przygotowanych już sześć nowych kompozycji, są to premierowe numery i takie, które mają już kilka lat i były już wcześniej grane w trochę innych wersjach. Dwa kolejne są w fazie powstawania, więc myślę, że w połowie roku będziemy mieli gotowy materiał na drugą płytę. Nie mamy jeszcze skonkretyzowanych planów co do jej wydania, ale trzeba będzie się poważnie nad tym zastanowić, jak i kiedy to zrealizować. Ze względu na nasze zajęcia zawodowe nie będzie to łatwe przedsięwzięcie.

 

Andrzej: Właściwie zaczynamy od zera, więc gramy tylko nowe utwory, którymi chcemy zainteresować ludzi, bo zdajemy sobie sprawę, że na koncerty chodzą ludzie trochę młodsi od nas, którzy nie pamiętają nas sprzed kilku lat, bo wtedy byli w połowie podstawówki. Chociaż na ostatnim koncercie w „Uchu”  było kilka osób, które razem z nami wspominały czasy sprzed 6-7 lat i specjalnie dla niech zagraliśmy „Starlight” i „Sleeping Beaty”. Co do nagrywania nowego materiału, to ustaliliśmy już ostateczny termin wejścia do studia – tak gdzieś w połowie tego roku. Byłoby szybciej, ale Michał dopiero wraca do kraju i będzie potrzebował (my zresztą też) trochę czasu na zgranie i ostateczną aranżację. Temat wydania płyty jest bardziej odległy, więc musimy się umówić na następny wywiad na jesieni, wtedy pewnie będę wiedział więcej. To samo dotyczy zawartości płyty, tzn. na razie koncept album jest tylko marzeniem.

 

Skoro już mowa o nowych kompozycjach, to zdradźcie nam, jak one powstają. Czy to prawda, że to Ty, Maćku, je komponujesz, a Andrzej pisze teksty? Czy Jarek ma w tym procesie swój udział? No i kim jest Wasz nowy bębniarz i czy jesteście z niego zadowoleni? No i co z Michałem?


jarekgitara Maciek: Nowe kompozycje powstają przeważnie na samych próbach. Przede wszystkim Jarek komponuje i wymyśla nowe riffy (te bardziej drapieżne :-)), ja oczywiście staram się nie pozostawać w tyle i również mam swój spory udział w układaniu nowych numerów. Jak wiadomo, działka Andrzeja to teksty, nikt mu się tam nie pałęta, robi to dobrze i niech tak już zostanie. Co do Mateusza, to jest ciekawa historia, ponieważ  gra z nami dzięki temu, że dowiedział się od znajomego, który grał w sali obok nas, że szukamy pałkera i po prostu któregoś dnia zjawił się i po pięciu minutach zagrał „Enigmę” i już został. Jego największą zaletą jest to, że chłopak naprawdę się stara, gra równo, ma fajne pomysły i cały czas się rozwija, a ma dopiero 19 lat. Na miejsce Michała postanowiliśmy nie szukać zastępcy. Gdy przyjedzie on do Polski, wszystko wróci do normy, wznowimy działalność koncertową i mam nadzieję, że nagramy nowy materiał.

 

mateuszperkusjaAndrzej: Jak już wspomniałem, Michał wkrótce wraca, więc będzie nas z powrotem pięciu. Ostatni rok graliśmy w czwórkę, komponowaliśmy tak jak zawsze czyli Maciej i Jarek tworzą riffy, które później razem na próbach „obrabiamy”. Nasz nowy perkusista Mateusz bierze czynny udział w tworzeniu utworów. Bardzo szybko złapał, jakie relacje panują miedzy mną a gitarzystami i się dostosował, dlatego jak na razie jesteśmy zadowoleni ze współpracy z Matizem.

Czy poza MEDEBOR udzielacie się w jakichś innych formach artystycznej ekspresji? Macie może jakieś inne projekty muzyczne? Pytam, ponieważ chyba mieliście sporo czasu na takie „skoki w bok”. A może poza muzyką macie jakieś inne życiowe pasje?

 

Maciek: Nie braliśmy udziału w innych projektach, głównie ze względów czasowych. Teraz jak już gramy regularnie, to jest i tak problem, aby umówić się na próbę, ponieważ trzech z nas pracuje w systemie zmianowym, a Mati jeszcze studiuje.

 

andrzejwokaleAndrzej: Wiesz, jak zaczynaliśmy grać w MEDEBOR, to byliśmy nastolatkami, którzy chodząc do szkoły mogli poświęcić sporo wolnego czasu na próby; lata mijają i zmieniają się priorytety. Teraz już nie tylko próby, ale praca i rodzina są ważne, jeśli nie najważniejsze. Ja się cieszę, że mimo wiatru w oczy MEDEBOR żyje i niedługo damy o sobie znać szerszej publiczności. Jakiekolwiek poboczne projekty mnie nie interesują i wiem, że reszta chłopaków też skupia się tylko na MEDEBOR.

Pomówmy jeszcze o trójmiejskiej scenie… Niestety czas okazał się niezbyt łaskawy dla takich grup jak ANGOR, GRIN, GHOST, ASBEEL czy TESTIMONY. Jak sądzicie, czy jest to zapowiedź pokoleniowej zmiany czy może przyczyną tego jest przysłowiowe „zmęczenie materiału” oraz brak perspektyw, gdy idzie o realizację muzycznych pasji? Jak to widzicie? Ostatnio graliście z nowymi młodymi kapelami z Trójmiasta na Pomeranian Metal Fest – czy wśród nich są jakieś, które byś mi polecił?


Maciek: To, co powiedziałeś, że jest to zapowiedź pokoleniowej zmiany, chyba najcelniej oddaje sens tego procesu, który postępował już pod koniec naszej aktywności koncertowej w  latach 2003-2004. Już wtedy coraz trudniej było zorganizować koncert, coraz więcej kapel zawieszało działalność ze względu na wyjazdy za granice swoich członków, co i nas w końcu spotkało. Ale życie nie lubi próżni i na nasze miejsce przyszły inne zespoły. Na Pomeranian Metal Fest zaprezentowało się kilka naprawdę dobrych kapel, poza tym jest jeszcze parę takich, które regularnie koncertują w Trójmieście. Ważne jest to, że są ludzie, którzy chcą grać i ci, dla których się gra. Postaramy się w tym roku trochę rozruszać towarzystwo, może znów zorganizuję parę koncertów, ale nie wcześniej niż w połowie roku. Na wakacje postaram się już coś zrobić, pościągam znajome kapele z Polski – oby wtedy coś się ruszyło :-).

 

Andrzej: Tak jak wcześniej wspomniałem, koniunktura padła. Masz rację, czas okazał się okrutny dla wielu zespołów, tym bardziej należy pochwalić te, które istnieją i wydają płyty jak np. MESS AGE. My ciągle trwamy – czy to się komuś podoba czy nie, a niedługo MEDEBOR znowu będzie gdzieś tam słuchany i mam nadzieję, że doceniany. Co do nowych kapel, to niestety jestem daleko w tyle. Na Pomeranian Metal Fest grało kilka, którym warto się przyglądać i za kilka miesięcy może być o nich głośniej.

 

Niedawno minął rok 2006 – zazwyczaj jest to czas podsumowań. Ciekaw jestem, jakie płyty wydane w tamtym roku szczególnie zapadły Wam w pamięć…


Maciek: Zeszły rok, jak dla mnie, obfitował w wiele bardzo ciekawych płyt. Dla mnie najważniejsze to: KATATONIA „The Great Cold Distance”, MOONSPELL „Memorial”, MY DYING BRIDE „A Line Of Deathless Kings”.

 

Andrzej: O płytach powiem tyle, że nic mnie nie zaskoczyło w zeszłym roku, zresztą nie miałem czasu, żeby posłuchać czegokolwiek. Wpadły mi w łapy płyty PARADISE LOST, SAMAEL i AMORPHIS, ale czy są one z minionego roku czy jeszcze z 2005, to niestety nie jestem pewny.

 

A czy rok 2006 to był dobry okres dla Waszego zespołu? Czy w tym roku zamierzacie wzmóc swoją aktywność?


Maciek: Na pewno rok 2006 był dla nas małym przełomem. Po tylu przejściach wszystkie klocki układanki, która nazywa się MEDEBOR, zaczynają do siebie pasować i iskrzyć w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

 

Andrzej: Jaki był rok 2006 dla zespołu MEDEBOR? Poza tworzeniem nowych kompozycji, nie zrobiliśmy nic znaczącego. Na pewno ten rok będzie lepszy dla naszego zespołu.

 

Dzięki za wywiad!


Maciek: Dzięki za wywiad, pozdrawiam Ciebie, „Atmospheric`zine” i wszystkich maniax!

 

Andrzej: Dzięki za wywiad i do zobaczenia na jakimś koncercie.

 

[Grzegorz „scutum” Freliga]

 

Medebor, Andrzej Bucikiewicz, ul. Uranowa 3/30, 80-041 Gdańsk; medebor@poczta.onet.pl; medebor.rockmetal.art.pl, www.myspace.com/medeborwebsite