METASOMA Metal Erosion `11

Ale wypasiona okładka! – taka była pierwsza moja refleksja na widok „Metal Erosion” zespołu METASOMA. Tak, jestem estetą, a pomysł i szata graficzna stanowią dla mnie sporą część składową przy ocenie płyty. Wkładka co prawda jest uboga; brak tekstów, tylko facjaty muzyków, info na jakich instrumentach grają oraz podziękowania. Cóż, zawsze coś. Aha, wszystko w języku angielskim. Bo, mimo iż to band, w którym udzielają się nasi rodacy, nagrywa i wydaje zagranicą (ściślej – w Londynie). Przykre? Mało istotne. W każdym razie w składzie znajdują się Polacy. Grupa METASOMA powstała w 2009 roku, a po dwóch latach wypuściła na światło dzienne pierwszy materiał. Ciężko nazwać go pełnowymiarowym, gdyż składa się nań zaledwie pięć kompozycji, wciąż jednak debiutancki. I, kurczę, jakoś tego nie słychać! Utwory umieszczone na krążku „Metal Erosion” brzmią niezwykle świeżo, dynamicznie, selektywnie i konkretnie. Są dość różnorodne i obracają się wokół szeroko pojętego hard/heavy metalu, jaki pomału wydaje się odchodzić w zapomnienie. Tym bardziej cieszy ucho obecność takich kompozycji jak „Rast-A-Peace (R.A.P)” – groove, jaki usłyszycie w tym numerze, pierwszorzędnie wpasowałby się w któryś z albumów PANTERY lub BLACK LABEL SOCIETY. A „Lost My Way”? Spokojne, klimatyczne intro przechodzi w czadowy, stonerowy numer. Niech Wasze apetyty na album „Metal Erosion” wyostrzy jeszcze stwierdzenie, iż utwór tytułowy to zgrabny mariaż melodyjności MEGADETH z czadem PANTERY. Ja nie mogłem się pozbierać już po pierwszym przesłuchaniu, a uśmiech nie schodził z mojej zakwaszonej twarzy. Lubię, gdy płyta uderza w heavy metalowe trzewia i mile łechce rewelacyjnym, płynącym groovem i potęgą melodii. Należy w tym miejscu zwrócić też uwagę na nieprzeciętne umiejętności całego kwintetu z Londynu. Sekcja rytmiczna, napędzana tandemem Lewis Powell – Vaughan Houseman, trzyma w kupie rewelacyjne riffy, wygrywane przez Michała Sędzielewskiego oraz solówki Voytka Golbiaka. Do tego miażdżący wokal Amro. Nazwa krążka „Metal Erosion” i łojenie tak zawodowej muzy dziwnie się wyklucza. Panowie z METASOMA, tworząc tak świetny album stali się prawdziwym odrdzewiaczem dla zapominanego pomału, klasycznego heavy metalu. Gorąco polecam ten płytowy debiut! [Tomasz Kulig]

MetaSoma, Michał Sędzielewski, 29 Meadow Way, Wembley, HA9 7LB, United Kingom; misiek1972@o2.pl; www.myspace.com/metasomakicksass, www.facebook.com/metasoma.london