MINETAUR Gravel Pit (2017)

CD 2017 (Independent)
Ocena: 4,5/6
Gatunek: groove/sludge/southern metal

Wreszcie mam okazję by przyjrzeć się warszawskiemu zespołowi MINETAUR, który oficjalnie porusza się w obrębie gatunków takich jak „wakacje death metal” czy „smolisty rock’n’roll”, ale także „wesoły, smutny wpierdol” no i oczywiście groove metal. Na papierze brzmi smakowicie, szczególnie że na myśl o nadchodzących wakacjach człowiekowi robi się cieplej na brzuszku, co nie?

A jak to jest z tymi wakacjami na „Gravel Pit”? Właściwie to ciężko mi wskazać jakikolwiek moment, w którym można poczuć się jak na dyskotece w Mielnie bo płyta wydaje się być efektem na prawdę ciężkiej „niewakacyjnej” pracy. Poza tym słuchacz już na przywitanie zostaje zmiażdżony ciężarem pracującego młota pneumatycznego z „Trailblazer”, a kiedy zaczyna się podnosić to wchodzi równie brutalny „One Million Forms Deforming” i zamiast wstać z kolan, nadal szuka godności w rynsztoku. Ale nie myślcie sobie, że te numery to jakaś smutna betoniara (a raczej żwirownia)! Nie! MINETAUR posiadł niezwykłą umiejętność łączenia ciężaru z melodyjnością i groove’owym feelingiem, dzięki któremu słuchacz cieszy się jak dziecko z tego, że jest rozsmarowywany po chodniku.

Podobnie jest z murowanym koncertowym hitem pt. „Hammered”, który nie dość że jest zarazem lekki i ciężki, to jeszcze wyróżnia się chwytliwą warstwą liryczną. Natomiast jeśli szukacie inspiracji southern metalem to bez wątpienia odnajdziecie je w numerze o wymownym tytule „Navilsh Pussy”, który ostatecznie jednak nie przypadł mi do gustu jak wspomniane wcześniej numery. Nawet pomimo obecności charakterystycznych „panterowskich” riffów i „superjointowych” zmian tempa, a to ze względu na dość chaotyczny schemat łączenia różnych partii utworu (słychać to gdzieś mniej więcej od połowy). Solówka brzmiałaby dużo lepiej jako monolit – popis umiejętności gitarzysty. Natomiast ostatni „Swamp Town” to już klasyczny groove metalowy popis pełen rwanych temp, świetnie wpasowanego, niskiego wokalu. Po kilkukrotnym przesłuchaniu całej płyty odniosłem jednak wrażenie, że jak na zespół skądinąd niezwykle melodyjny, brakuje mi tu nieco… perkusji, jej rytmu, tej „organiczności”, do której przyzwyczaiły nas zespoły groove/sludge metalowe. Cały rytm oparty jest na gitarze i basie, natomiast prawie niesłyszalne są werble czy stopa.

„Gravel Pit” to na pewno doskonała baza wypadowa w dalszym rozwoju twórczości warszawiaków. Z jednej strony debiut MINETAURA oddaje nieco niezdecydowany charakter zespołu, w którym odnajdziemy na prawdę sporo znanych motywów np. GOJIRY, MESHUGGAH, SUPERJOINT RITUAL czy chociażby wspomnianej PANTERY, a jednak z drugiej strony zespół potrafi z tej mieszanki wyłuskać coś na prawdę oryginalnego, postępowego. Daje to duże pole do popisu w przyszłości, kiedy przyjdzie (bądź i nie) do wybrania głównego muzycznego motywu – MINETAUR ma już gotowe schematy, wystarczy tylko sięgnąć po patent. Niemniej jednak, myślę że nawet jeśli w przyszłości nie uświadczymy zmiany kierunku, to i tak będzie świetny, świeży materiał o równie dobrej jakości wykonania jak debiut.

Vexev

MINETAUR: www.minetaur.bandcamp.com/www.facebook.com/Minetaurband