MISTERIA, SPINAL CORD, MIDGARD – 22.12.2002, Rzeszów

MISTERIA, SPINAL CORD, MIDGARD

22.12.2002, Rzeszów, „Le Greco”

Minęło trochę czasu od mojej ostatniej wizyty w klubie „Le Greco”… I nic się tam nie zmieniło… Bo i co miało się zmieniać? Zresztą to przecież mało istotny fakt. Najważniejsze było tu to, że ciekawy byłem jak obecnie prezentuje się MIDGARD, czy SPINAL CORD, bo wcześniej nie byłem ich koncertami zachwycony… A przede wszystkim chciałem po raz kolejny zobaczyć  MISTERIĘ, w której formę szczerze mówiąc nie wątpiłem. Na pierwszy ogień poszedł oczywiście jasielski MIDGARD i nie było najgorzej… Znaczy muzyka całkiem ciekawa i nawet jakiś ruch sceniczny można było zaobserwować, ale po dwudziestu minutach miałem dość… 2-3 numery, to rozsądna dawka ich muzyki, większa powoduje już znużenie… Co nie zmienia faktu, że ludziom się to chyba podobało, ja po prostu nigdy nie zostanę ich fanem, podobnie jak wielu innych kapel tego typu. SPINAL CORD – również lepiej niż poprzednio, widziałem ich wcześniej jakieś dwa lata temu i nie ma porównania. Ale z drugiej strony koncert mnie wcale nie porwał. Zagrali swoje, ale niestety dość statycznie, poza tym – nie chciałbym pisać nic złego o ich muzyce, ale mnie się po prostu nie podoba. Wiem, że wiele osób może teraz na mnie napierdalać, bo praktycznie wszyscy zachwycają się płytą, którą zespół wydał niedawno, ale powtórzę się – do mnie to po prostu nie trafia. Kwestia gustu. To wszystko w tym temacie. Tak czy inaczej, po kolejnej przerwie na scenie pojawił się bezwzględnie najciekawszy zespół tego dnia i bez wątpliwości jedna z najlepszych polskich kapel – MISTERIA. I jak zwykle nie pozostawili nikomu wątpliwości, że są naprawdę świetną kapelą również na żywo. Tradycyjnie żywiołowy występ, choć głównie dzięki Nowemu, który wtedy jeszcze miał trochę włosów i robił z nich konkretny użytek, oraz dzięki Mańkowi, który włosów wprawdzie nie ma, ale nie przeszkadza mu to w dobrej zabawie na scenie, poza tym to przecież bardzo charyzmatyczna postać. Wiadomo, że takie przeboje jak „Masquerade Of Shadows” z pierwszej płyty, czy „Forever… Beautiful… Dead Smile” z nowej musiały polecieć, zresztą moim zdaniem są to dwa najbardziej „przebojowe” numery tej kapeli… Oczywiście nie zabrakło innych kawałków, sporo nowych – „Katharsis”, „Bashfully Deformed”, chyba „Visions And Memories” i pewnie coś jeszcze, z debiutu pamiętam również „The Lost” i znając życie to nie wszystko, ale więcej nie pamiętam, a poza tym byłem już cokolwiek zmęczony, zatem nie zostałem do końca, ale pewnie tradycyjnie był motyw z „Pulp Fiction”… Aha, było też coś jeszcze. Osobom z towarzystwa SPINAL CORD, a także jednemu muzykowi tej kapeli najwyraźniej się nudziło, bo postanowili konkretnie pobić kogoś z rzeszowskiego ABYSS. Sam tego nie widziałem, ale widziało sporo ludzi i zapewniam, że jest to fakt. Cóż, nie ma to jak wyrobić zespołowi taką renomę. No i jak to w Rzeszowie bywa – publika dopisała, zwłaszcza, że grała kapela z tego przecież miasta, organizacyjnie i brzmieniowo również nie można mieć zbyt wielu zastrzeżeń. Zdecydowanie warto było ruszyć dupę i wydać te kilka złotych.
[Mirek]