MIZANTROPIA Oblivion `15

CD `15 (Metal Scrap Rec.)
Ocena: 2/6
Gatunek: gothic/black metal

„Oblivion” to drugi album ukraińskiej MIZANTROPII. Do wyrażenia siebie muzycy posłużyli się dość dziwacznym połączeniem black metalu z gothickiem. Mamy tu szybkie tempa, gitary „typu osa”, wszędobylski klawisz, blackowe screemy plus gotyckie „kontraltowe” pienia, akustyczne gitary i dużo melodii. Już po kilku minutach zorientowałem się, że nie będzie dobrze. A przyczyną mojego sceptycyzmu okazał się ów czysty, kobiecy wokal. Ok, jest on mocny, ma nawet ładną barwę i momentami całkiem fajną manierę, a w środku swej skali słucha się go całkiem udanie, ale… (no właśnie!). Długimi momentami mózg swędzi mnie od środka, kiedy słucham tego pienia – a ja jakoś nie mogę się podrapać! O skrawek swojego paznokcia założyć się mogę z każdym, że Witch to wokalistka nieszkolona: ma warunki i nawet sporą skalę, ale popełnia chyba wszystkie możliwe błędy, z których największym jest zbytnia ufność w swoje umiejętności, co powoduje, że przekombinowuje te swoje linie wokalne, a śpiew zamienia się w zawodzenie. Równie często nie trafia w tonację (a ja już wtedy chcę krzyczeć!). Gwoli uzupełnienia dodam, że liryki wykonuje po rosyjsku (6 utworów) i angielsku (3 utwory), teksty są raczej słabe (choć te rosyjskojęzyczne przetłumaczyłem za pomocą translatora, co – wiadomo – mogło je mocno okaleczyć). Prócz pani Wiedźmy mamy tu jeszcze całkiem fajne screemy, które na szczęście nie silą się na artyzm: jest fajny efekt, dobrze to brzmi, na szczęście bez większych aspiracji do bycia tym, czym się nie jest. Ale MIZANTROPIA to nie tylko amatorskie pienia. Jest tu też parapet, który obok gitary (lubię sola na tej płycie) jest rusztowaniem tej muzyki. A ów parapet, jak prawdziwe urządzenie wielofunkcyjne, ma tu wiele zastosowań: od pianina, przez smyki, po przeróżne inne brzmienia – a wszystko to spod palca. I tak jak lubię refren w „Expecting the Battle”, tak motyw przewodni w „See No Sight” to klasyczna remiza jest! Szanowni Mizantropii i Matko Bosko Fałszująca: nie wszystkie melodyjki, które wymyślicie na organkach, dają się zaaranżować na black metal! Na Piekielne Czeluście: to tak przecież nie działa – niektóre melodie po prostu nie przystoją tej piekielnej muzyce! Ale już ostatecznym przegięciem pały są dwa „bonus tracki”, gdzie człowiek traci resztki szacunku. Cover Ałły Pugaczowy jest ciężki do zniesienia, bo pomyśleć by można, że to już ekstrema obciachu, żeby aranżować „taką” piosenkę na black metal, ale to co następuje po nim, to już Himalaje absurdu i jarmarcznego badziewia w bardzo złym guście. Tego się nie da opowiedzieć, to trzeba usłyszeć (https://www.youtube.com/watch?v=liQlh_y4tG0&nohtml5=False). Niestety w internetach znalazłem tylko wersję koncertową, ale przynajmniej zespół możecie sobie przy okazji pooglądać. Mój sceptycyzm przerodził się ostatecznie w konsternację, kiedy po napisaniu tej cokolwiek krytycznej recenzji, przejrzałem opinie innych niezależnych dziennikarzy skrupulatnie skompletowane przez wydawcę i dystrybutora tej płyty Metal Scrap Records (http://metalscraprecords.com/en/press/55-reviews/4688-mizantropia). Po lekturze niektórych tekstów piejących z zachwytu – poodpadały mi tatuaże. Ale nie mam ochoty na dyskusję, bo recenzja przerodziłaby się w esej polemiczny. Pozostaję wiec zbity z pantałyku i byle już nie musieć wracać na trop MIZANTROPII („Oblivion” znaczy „Zapomnienie”)! Podpisano: mizantrop, a przynajmniej antroposceptyk – Herr B.

Mizantropia, mizantropia.band@gmail.com; www.vk.com/mizantropiaband, www.youtube.com/mizantropiaband
Metal Scrap Rec.,
metalscraprecords@gmail.com; www.metalscraprecords.com, www.myspace.com/metalscraprecords