MOANAA, UNIPOLAR MANIC DEPRESSIVE PSYCHOSIS… – 23.05.2009, Bielsko-Biała

Zocha Fest: 

MOANAA, UNIPOLAR MANIC DEPRESSIVE PSYCHOSIS, NOISE DIVISION, HANGAR 18

23.06.2009, Bielsko-Biała, „Rude Boy Club”

Na początek może zdanie o idei koncertu. Kwota ze sprzedaży biletów przeznaczona została na leczenie chorej na autyzm Zosi. Cel szczytny, szkoda tylko, że zgromadził w „Rude Boy`u” tak małą liczbę ludzi. Tym bardziej, że grające tego wieczoru zespoły, ukazały różne odmiany ciężkiej muzyki.

Pierwszy na scenie zainstalował się HANGAR 18. Biorąc pod uwagę ich staż, oczekiwałem dobrego rockowego występu. I taki też zobaczyłem. Wokalista, pomimo niepozornej postury, dysponuje niezłym, zabarwionym hetfieldowską manierą głosem i charyzmą. Od strony instrumentalnej też trudno byłoby się do czegoś doczepić. Do tego dochodził jeszcze dobry kontakt z publiką. Ogólnie dobry, zagrany z luzem, rockowy koncert.

NOISE DIVISION gra muzykę, której nie jestem specjalnym fanem. Uważam, że kapele metalcore’owe, po paru złotych latach, obecnie zjadają swój ogon, dziwnie nie zrażając się odruchami wymiotnymi recenzentów i swoich fanów. Hałaśliwa Dywizja oryginalnością też niestety nie może się pochwalić, wiarygodności dodawała im jednak widoczna radość czerpana z grania. Wyraz swojego entuzjazmu dał zwłaszcza gitarzysta, który nie dość, że już na samym początku występu zrzucił wzmacniacz, to jeszcze pod koniec cisnął na scenę swój instrument. Widać, gość ma albo kasiastych starych, albo dobrze płatną pracę…

Nareszcie przyszła pora na UNIPOLAR MANIC DEPRESSIVE PSYCHOSIS Po składzie złożonym z muzyków znanych z BLIND SLIME, PSYCHOTROPIC TRANSCENDENTAL, GILOTYN i HANGAR 18 można się spodziewać wielu rzeczy. Sam widziałem ten zespół jakieś dwa lata temu, gdy za mikrofonem stał jeszcze Pachu z HUGE CCM. Wtedy jego występ wywołał u mnie mieszane uczucia. Teraz, po zmianie frontmana na K-vassa, który dysponuje o wiele ciekawszym wokalem niż jego poprzednik, grupa wypadła o wiele bardziej intrygująco. Sama muzyka to kolaż metalu z psychodelią. Niecodzienny skład – oprócz dwóch gitar i perkusji, dwa basy i dwóch wokalistów, z których jeden koncentrował się na nieartykułowanych krzykach i odgłosach, dodawał wyjątkowości recitalu kapeli. Wrażenie szaleństwa potęgowało zasłonięcie sceny przeźroczystą zasłoną, na której wyświetlano wizualizację. Szkoda tylko, że część publiki nie zrozumiała intencji grupy i od początku starała się ją zerwać, czemu ostatecznie ulegli sami muzycy… Na koncert UNIPOLAR MANIC DEPRESSIVE PSYCHOSIS czekałem z największym zainteresowaniem tego wieczoru. Nie zawiodłem się. Teraz nie pozostaje nic innego, jak czekać na płytę zespołu, która ponoć ma ukazać się już za parę miesięcy.

Zakończenie imprezy przypadło MOANAA, który to zespół dopiero przygotowuje się do nagrania debiutanckiego demo. Również zdecydował się na zasłonięcie przeźroczystą płachtą, na której wyświetlane były wizualizacje, swoją drogą znacznie odbiegające od klimatu koncertu. Od strony muzycznej kapela zaproponowała podróż w szaleństwo i chaos. W szczególności wokalista, który towarzyszył wcześniej gościnnie na scenie UNIPOLAR MANIC DEPRESSIVE PSYCHOSIS, wydający z siebie często nieartykułowane, dziwne odgłosy sprawiał, że dźwięki generowane przez grupę nabierały wręcz postać mrocznych szamańskich mantr. Dodatkowej aury tajemniczości dodawał brak kontaktu z publiką; muzycy, oddzieleni od niej także fizycznie, sprawiali wrażenie egzystujących w zupełnie innym świecie. Występ MOANAA dla części był zapewne niezrozumiały, bardziej wymagających mógł jednak zaintrygować. A czy nie o to w sztuce chodzi?

 

[Jacek Walewski]