MODERN DAY CITIZEN From The Shell `12

Zespół MODERN DAY CITIZEN reprezentuje odmianę muzyki, którą ja – na swój prywatny użytek – nazywam „cukierkowym hard rockiem”. To gatunek, którego przedstawiciele, choć grają muzykę rockową, więc z założenia alternatywną w stosunku do popu, nie próbują – zapewne przez wewnętrzną, wrodzoną wrażliwość – przekraczać pewnych granic ekspresji muzycznej (np. agresji, ale nie tylko), by nie zrazić do siebie wszystkich umiarkowanych odbiorców, u których każde potencjalne „przyostrzenie” może skutkować wyłączeniem płyty, bądź ewentualnie zmianą stacji radiowej. O ile strategia ta sprawdza się w polityce, nie do końca musi mieć zastosowanie w muzyce. Na początku kariery MODERN DAY CITIZEN (a zespół wciąż jest na początku, bo raptem po debiucie „From The Shell”) Finom bardzo pomogły w kraju rozgłośnie radiowe YleX i Radio Rock, które promowały na swoich falach nagrania z pierwszej EPki „I” z 2010 roku. Zaś w konkursie młodych talentów MODERN DAY CITIZEN wykosił zaś 800 (słownie: ośmiuset) konkurentów, dochodząc do ścisłego finału (5 zespołów) tegoż konkursu. I oto ujawnił się w pełni komercyjny potencjał cukierkowego hard rocka: przyjemny w pierwszym, powierzchownym kontakcie, zawsze umili nam poranne sobotnie prasowanie lub obieranie ziemniaków. Ja nie mam uprzedzeń i uważam, że ten gatunek ma swoich wielkich przedstawicieli (w Polsce np. COMA), ale MODERN DAY CITIZEN nie spełnia niestety (nawet w stopniu dostatecznym) podstawowych wymagań go definiujących. Muzyka tego typu musi opierać się bowiem na dobrych, prostych, wpadających w ucho melodiach, a na płycie „From The Shell” nie ma takich prawie wcale. Jest tylko gitarowy miał i piach, obficie polany różowym lukrem. Udane riffy są tu więcej niż rzadkie (jest na przykład fajne, krótkie, wolne solo w utworze „Everflowing” – nr 4 na tym albumie). Udany numer, mniej więcej w całości, to dopiero „Dive” (nr 7) – trochę długo trzeba nań czekać. Mnie osobiście kojarzy on się z ALICE IN CHAINS. Jest to jednocześnie najbardziej „prawdziwy” (jeśli w tych kategoriach można oceniać muzykę) utwór na tej płycie. I tak oto, dzięki MODERN DAY CITIZEN, poczułem się trochę jak recenzent gumowych, szklanych i plastikowych penisów, który zastanawia się, który z nich jest bardziej „naturalny”… Cudnie! Bez szczególnego zaskoczenia skonstatowałem również, iż wspomniany wyżej „Dive” to autorskie dzieło Mikko Rannikko (wokalisty), natomiast pozostały materiał w doskonałej większości stworzył samodzielnie gitarzysta Harley Bergroth. A więc nie ma tutaj przypadku. Ale jest za to rada: może panowie z MODERN DAY CITIZEN – jeśli rzeczywiście chcą odnieść komercyjny sukces – powinni (jak GUNS N’ROSES) skoncentrować się na nagrywaniu coverów? A może ten projekt (skoro już stracono trochę grosza na profesjonalną promocję i nagranie albumu) powinien – jak prawie każdy szanujący się boysband – zatrudnić jeszcze songwritera z prawdziwego zdarzenia? Bo kompozycyjna małość utworów autorstwa gitarzysty prędzej czy później musi zostać zdemaskowana. Na koniec jeszcze jedna rzecz, która nie dawała mi spokoju podczas kolejnych przesłuchań „From The Shell”. Muzyka ta moim zdaniem szczególnie nawiązuje do twórczości amerykańskiego TOOL, a w szczególności do wybitnego „Lateralus”. Jest to słyszalne dosyć wyraźnie w kilku numerach (a dwa motywy delikatnie ocierają się nawet o plagiat), tyle że jest to TOOL całkowicie obdarty z psychodeli, tego niesamowitego wewnętrznego rozdarcia, filozoficznej kontestacji rzeczywistości i oczywiście genialnych, chwytliwych melodii i riffów. Jakby piątka muzyków z dalekiego fińskiego Turku, zamiast – poszerzających drzwi muzycznej percepcji – substancji psychoaktywnych, przedawkowała mdłe – sprzedawane na kościelnych odpustach – anyżowe cukierki… [Herr Bee]

 

Secret Ent., info@secretentertainment.fi; www.secretentertainment.fi