MONSTRUM Za Horyzontem Ciszy `04

MONSTRUM Za Horyzontem Ciszy `04

Aż dziwne, że zetknąłem się z muzyką MONSTRUM tak późno; wszak scena rzeszowska jest mi najbliższą ze wszystkich polskich metalowych scen i tłumaczę sobie to tylko tym, że po prostu kilka lat temu, gdy bywałem w Rzeszowie na większości koncertów (a zawsze była to dwudniowa wyprawa, bo to dość daleko…), nie interesowałem się heavy. Teraz, gdy po latach mój muzyczny horyzont poszerzył się znacznie, a gusta podążyły we wszelkie rejony melodyjnego metalu, dane mi było zetknąć się z jeszcze jedną świetną rzeszowską kapelą – kapelą, która istniała już w czasach świetności ASTAROT, a o której jakoś nie było słychać, nie funkcjonowała na „Epicentrum”, nie koncertowała wraz z innymi w „Gambicie”… Może mi się tylko wydaje, że tak było, a może po prostu MONSTRUM grali swój heavy w czasach niezbyt dla tego rodzaju metalu w Polsce przychylnych… Nie można jednak powiedzieć, że grupa wypłynęła też na fali powrotu świetności power i heavy metalu. Moim zdaniem zasłużenie wkradła się on do czołówki polskiego metalu i dzielnie podąża obok chociażby Kupczyka i TURBO. „Za Horyzontem Ciszy” to debiutancki album MONSTRUM, jednak nie jest ich pierwszym wydawnictwem, gdyż wcześniej zespół nagrał trzy taśmy demo, a że istnieje od 1994 roku zdążył już się ograć i dojść do stylu, jaki chciał wykonywać. Dlatego też płyta posiada bardzo dobre brzmienie, ciekawe aranżacje, przemyślane solówki… MONSTRUM jest jedną z niewielu kapel, która w swoim stałym składzie posiada trzech gitarzystów. Pozwala to aranżować utwory w taki sposób, by gitary wzajemnie się uzupełniały, wspomagały, a jednocześnie – jak podejrzewam – by cały power muzyki wydobywał się na koncertach. Gitary bowiem są wielopoziomowe i często można doskonale odróżnić każdą z nich, choć zdarza się też tak, że grają one tą samą nutę, co może nie ma znaczenia w nagraniach studyjnych, ale na koncercie… I tak oto dobrnąłem do punktu, w którym chcę powiedzieć, że cała klasyczna heavy metalowa muzyka MONSTRUM jest tak skonstruowana, że czyni grupę typowo koncertowym tworem. Szybkie, skoczne wręcz utwory, melodyjne solówki (jest ich na debiutanckim krążku całe zatrzęsienie), typowy dla heavy wokal (choć tutaj nieco brakuje mi wyższych partii:-)) i silnie zaznaczony rytm sprawia, że głowa sama podskakuje (jakbym miał włosy, to bym sobie pomachał:-)), ręce i nogi nie mogą usiedzieć w spokoju, a chwytliwe utwory łatwo zapadają w pamięci. Czasem tylko szkoda, że nie wszystkie kawałki są w szybkim tempie, ale dla płyty może to i dobrze, bo balladki urozmaicają ją nieco. MONSTRUM nie grzeszy oryginalnością, bo trudno tu o takowej mówić, gdy gra się klasyczny rodzaj metalu, ale porządny warsztat, przemyślane, ciekawe i zapadające w pamięć utwory to jest to, czego wymaga się od heavy, a MONSTRUM to wszystko posiada. Polecać nie trzeba. Tez zespół po prostu rządzi. [Paweł]

management – Paweł Tylko, ptylko@wp.pl; tel. 0605329732