MORT DOUCE The Valley of Blood and Death ’13

MCD 2013 (Wydawnictwo Muzyczne Psycho)
Ocena: 3,5/6
Gatunek: old school death metal

Młody zespół, pierwsza płyta a muzyka jak sprzed dekad. I wszystko właściwie się zgadza bo autor muzyki i gitarzysta – Wojtek Stasiak – miał swój epizod w HAZAEL, BOREA, BLIND BEYOND, basista Rober Łęgowik to zagorzały fan old school’owego grania, co ma też swoje odzwierciedlenie w wydawnictwach WMP. No i nie powiem, że przy słuchaniu „The Valley of Blood and Death” nie nachodzą mnie myśli bliskie demówkom takich zespołów jak PANDEMONIUM, HAZAEL (he he), CRYPTIC TALES czy AMAZEROTH, zespół i wydawca promują się porównaniami do  ASPHYX, BENEDICTION, GRAVE, ENTOMBED, DISMEMBER, BOLT THROWER czy starego PESTILENCE i też dobrze. Nie jest tajemnicą, że ja mam słabość do krajowych kapel, tutaj kręcą się moje porównania w większości ale rozumiem też, że trzeba się promować tak aby każdy zrozumiał o co come on.
Debiutancka płyta MORT DOUCE to zaledwie 5 kawałków zawartych w 22 minutach (podobno, bo ja mam 17 minutowe promo). Zaczyna się to intrem w postaci sampla zaczerpniętego z horroru Suspiria w reżyserii Dario Argente z 1977 roku. Jest to zarazem początek bardzo fajnego utworu „Treatment  by Decapitation” utrzymanego w wolnych tempach, i jednego z moich dwóch ulubionych na tym MCD. Kolejny to „Homephobial Fear” zaczynający się również powoli by po chwili ruszyć z kopyta. Jest to chyba najbardziej siarczysty kawałek na  „The Valley of Blood and Death” z udaną hazaelowską (a może a’la wczesne Paradise Lost??) solówkę. Tak na marginesie należy powiedzieć, ze solówki są dziełem Maćka Wasilewskiego z Loch Studio, w którym był nagrywany materiał na MCD. Jest on też jednocześnie producentem i realizatorem tej płyty. Kolejny „Traces of Blood” to również szybki kawałek ale urozmaicony kilkoma zwolnieniami i dość długą solówką. Przedostatni „(I Walked Through) The Valley of Blood and Death” w zasadzie nie rożni się niczym od poprzedniego, tak samo szybkie tempo poprzeplatane zwolnieniami, podobna solówka, jednakowy wokal. W zasadzie za sprawą perkusji, która jest taka sama w kilku kolejnych kawałkach, zlewają się one ze sobą i dopiero w połowie drugiej minuty ostatniego „Murderous Lust” muzyka odzyskuje tożsamość. Ten utwór jest moim ulubionym ze względu na swoje rozbudowanie, gładko przechodzi od jednolitej napierdalanki (która jak wspomniałem ciągnie się przez kilka utworów zacierając granice między nimi) do klimatycznego i nota bene dużo cięższego od reszty zwolnienia. Pojawiają się tutaj świetnie wkomponowane sample i najlepsza na płycie solówka, w połowie której kończy się moja wersja MCD.
Reasumując, fajnie chłopaki kombinują w wolniejszych fragmentach, szybsze nieco się zlewają, przynajmniej jeśli chodzi o perkusję. Początek nie najgorszy zatem. Aha, no i wokal dobrze dobrany, brudny, charczący, old school’owy… [Paweł]

Mort Douce; https://myspace.com/mortdoucedeathmetal
Wydawnictwo Muzyczne Psycho; www.wydawnictwopsycho.com, sales@wydawnictwopsycho.com