Motherfucker #1 `99

motherfucker.1„MOTHERFUCKER” #1
`99 (A5/40s./xero/4zł)

 

Ha przedostatniej kartce „Motherfucker” #1, w recenzji SAGITTARIUSa, w której autor powątpiewa, czy w wśród czytelników znajdą się w ogóle odbiorcy muzyki rzeszowian, padają słowa, że jest to pisemko death metalowe. Owszem, dowodzi tego obecność w numerze Esqarial, Cicatrix czy Demise, ale zarazem zin ma wyraźnie jeszcze zacięcie grindowo-gore`owe. Zawiera też bowiem wywiady z rzeźnikami (POSEYDON, EPITOME, GROSSMEMBER), zdjęcia zmasakrowanych zwłok, opowiadanie o człowieku, którego marzeniem było zabijanie czy utrzymany w podobnej konwencji, ale beznadziejnie żenujący komiks o Jonnym Porno Kurwa (ale amatorszczyzna i prymitywizm, cóż to za dzieciuch go wymyślił i narysował?!?). Sami twórcy tego debiutu są już świadomi błędów i niedociągnięć, których się nie ustrzegli, więc ogólnie jest on dalece przeciętny. Wywiady, jak cały zine, wcale nie są obszerne, a na pewno zbyt krótkie i ubogie, jak na znikomą ilość informacji w nich zawartych. Mam wrażenie, że Piotrek i Grzesiek, nasi matkojebcy, tylko aby ukryć swoje słabe przygotowanie do rozmowy z konkretnymi ludźmi, uciekali się do całej plejady pytań awaryjnych spoza zakresu muzyki. Dobrze, przyznaję, iż kwestie dotyczące NATO, skinów, a nawet firmowych ciuchów nie są powszechnie omawiane i mogłyby być ciekawym podłożem do dyskusji, ale dopiero wtedy, kiedy wcześniej dostatecznie przedstawiono zagadnienia z obrębu działalności zespołu i mają one odpowiedni kontekst tematyczny. A tak, szkoda, że panowie nie byli bardziej dociekliwi np. w wywiadzie z grupą o tak długoletniej historii i bogactwie doświadczeń jak PARRICIDE, z którego nie wynika nic znaczącego. Zresztą w „jedynce” jest więcej takich „zapchajdziur”. Nekrolog Stalina, katalog Lady Temptress Distribution, reklama Mystic Prod., jakaś wyliczanka zainspirowana zasrańcami z OFFSPRING – to wszystko jest zbędne. Poza tym za dodatkowe nadużycia jestem skłonna uznać dwie kolejne, cóż z tego, że przeprowadzone na żywo, rozmowy z kolesiami z kapeli MASARNIA i panczurem zwanym Sosną. Wiem, że trzeba promować nawet te młode zespoły, które nie mają jeszcze żadnego stuffu i że – jak wyjaśniono we wstępie – punk często stanowi podwalinę dla muzyki grind/core,  ale moim zdaniem nie warto marnować cennego miejsca w zinku na pierdolenie,  iż Jezus Chrystus miał 7 dni na stworzenie świata i inne mętne  poglądy  związane z Frontem Wyzwolenia Zwierząt czy straight edge. Czytając o tym trudno wyczuć, czy śmiać się, czy płakać. Poziomu „” #1 nie zawyżają również recenzje. Jest ich zaledwie 19, a wśród nich zawieruszył się nawet SWEET NOISE. Cóż, na razie „Motherfucker” tylko przez swój tytuł ma zadatki na zine`a pikantnego, perwersyjnego i jadowitego. Przy ukierunkowaniu na death/grind ściera się w nim jeszcze za dużo rozbieżności. Nawet grafiki J. Jefimiuka nie przystają mi do gore`owych wymiotów i potęgują jego wewnętrzne rozdarcie. W drugim numerze sporo rzeczy pasowałoby poprawić, ulepszyć, ujednolicić. O ile oczywiście zależy chłopakom na jego hermetyczności i „zadowoleniu” dokładnie fanów brutalnej muzyki. [Kasia]

„Motherfucker”, Piotr Swiderski, ul. Mickiewicza 85/9, 17-100 Bielsk Podlaski