MY DARKEST SIDE Voices From Room Zero ’12

Jeden raz. Dokładnie tyle odsłuchów potrzeba, by wystarczająco poznać średniawy album. Młodzi Włosi z MY DARKEST SIDE nagrali swój pierwszy talerzyk i na pierwszy rzut ucha wiadomo już, że świata nim nie podbiją. Przez całe pół godziny nie udało im się mnie zainteresować choćby na moment (poza intrem, heh, bo to nie zwiastowało totalnego przeciętniaka), a odpalenie „Voices From Room Zero” po raz drugi tylko utrwaliło mnie w przekonaniu, że się nie przesłyszałem. To nie to, że ekipa grać nie potrafi, to nie to, że brzmienie leży i kwiczy, chodzi po prostu o to, że fajnych pomysłów absolutnie im brakuje. A jednak udało im się związać się z pewną wytwórnią, która zobowiązała się wydać tego cedeka. Cóż, nie rozumiem czemu ktoś podjął decyzję, by wyłożyć trochę kasy na ten release. Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to takie, że komuś musiało się naprawdę to granie spodobać. Jestem w stanie to zrozumieć, bo gusta są przeróżne. Pech jednak tak chciał, że mi te kilka kawałków w ogóle nie robi dobrze. A skoro tak, to przeca nie będę udawał, że jest inaczej. Jak się czegoś nie lubi, to nie ma się co z tym ukrywać. Trza umieć mówić „nie”, i to jest właśnie jeden z tych przypadków, w których kręcę nosem, dziękuję, wracam do grania, które naprawdę mnie jara. Można fajnie wpleść core’owe elementy w death metal, jakoś to elegancko wymieszać, zrobić ze słuchacza miazgę w takim stopniu, że z pewnością wróci po więcej. Są takie przypadki, ale ten do nich nie należy.[soulcollector]

My Darkest Side, www.reverbnation.com/mydarkestsideband
SG Rec., Via G. Rossini, 48 – 62015, Monte San Giusto (MC), Italy; www.sgrecords.it