MY REFLECTION Dreamland Drowning `12

CD `12 (Inverse Rec.)
Ocena: 3,5/6
Gatunek: melodic rock/metal

Wiem, że nie należy oceniać kapel po zdjęciach promocyjnych, ale pierwsze wrażenie też się liczy i czasem nie mogę się powstrzymać. Tym bardziej, kiedy trudno znaleźć w sieci sensowne informacje na temat zespołu i trzeba się najpierw przekopać przez stertę obrazków. Po wizerunku MY REFLECTION spodziewałem się nowoczesnego rock/metalu w typie tego, jaki hulał na radiowych listach przebojów dekadę temu, kiedy kilka ostrzejszych riffów i urodziwa wokalistka gwarantowały bonusy do rozpoznawalności i niezłą kasę. Tym razem dostałem mniej więcej to, czego się spodziewałem – szkoda, że zupełnie mnie to nie rusza. Krótki rys biograficzny. MY REFLECTION to fińska kapela sformowana w 2007 roku przez grupę szkolnych przyjaciół. W tym samym roku wypuścili EPkę „Slipping Away”, po czym zawiesili działalność, by powrócić w 2010 roku z demo „Be My Eyes” i po kilku perturbacjach zaprezentować światu debiutancki album „Dreamland Drowning”. Poświęcam miejsce historii zespołu, bo z teraźniejszości zbyt wiele nie wynika – otrzymujemy porcję melodyjnego rock/metalu, według standardów obowiązujących na początku tego tysiąclecia i ani o milimetr niewykraczającą poza sprawdzone rejony. Przepis na muzykę MY REFLECTION zawiera dwa wokale (według przepisu śpiewająca dziewoja i growlujący facet), solidny gitarowy szkielet (choć wiosła nieco pozbawione mocy i często schowane za klawiszami), wsparcie wycofanej na drugi plan sekcji rytmicznej oraz klawiszowo-elektroniczne tło. Pomijając dyskusyjny zabieg wykastrowania tej muzyki z mocy przez wycofanie gitar i sekcji rytmicznej, kosztem wyeksponowania klawiszy, to od strony technicznej wszystko na „Dreamland Drowning” prezentuje się jak powinno. I tak sobie utwory płyną jeden za drugim przez prawie godzinę, nie wzbudzając we mnie większych emocji – wszystko jest poprawne, ale w swojej poprawności zachowawcze i to właśnie brak indywidualnych cech jest największym problemem w muzyce MY REFLECTION. Ciekawiej robi się w momentach, gdy elektronika staje się bardziej intensywna lub gdy gitary dostają nieco więcej mocy, ale to tylko momenty niewpływające w większym stopniu na odbiór całości (przykładowo całkiem niezłe „Stand Again” i „On The Edge”). Na plus wyróżnia się zamykający album „Farewell” – zaskakujący epickim zacięciem i dryfujący w stronę power metalowej klasyki, mimo długości posiadający jednak odpowiednią dramaturgię i chwytliwość, czyli cechy, których brakuje większości utworów na „Dreamland Drowning”. Początkowo zamierzałem być niedobry i zrugać MY REFLECTION za propagowanie przeterminowanych muzycznych wzorców, ale gdy emocje nieco opadły, uświadomiłem sobie, że prawdopodobnie nie jest to muzyka dla mnie. Na razie nie jest to zespół na tyle mocny, by awansować do ekstraklasy takiego grania, ani też tak słaby, by zbierać baty za muzyczną abnegację. Stąd ocena w środku skali, odzwierciedlająca bardziej brak mojego zainteresowania taką muzyką, niż rzeczywisty poziom ekipy z Sipoo. Koneserzy „female fronted metalu” mogą śmiało sprawdzić zawartość „Dreamland Drowning”, a pozostali raczej nic nie stracą bez poszerzenia swojej wiedzy na temat MY REFLECTION. [Michał Pawełczyk]

My Reflection, info@myreflectionband.com; www.facebook.com/MyReflectionBand
Inverse Rec., info@inverse.fi; www.inverse.fi