MY SHAMEFUL: Szczęśliwy smutas – 7.01.2005

Image

MY SHAMEFUL to podopieczni Firebox Records…
Zespół pochodzi z Finlandii, a obecnie rezyduje w Niemczech.
Odpowiedzi na wywiad udzielił twórca muzyki  MY SHAMEFUL –
Sami Rautio,
z którym rozmawiałem głównie o czasach przeszłych,
choć oczywiście padło pytanie o nowsze wydawnictwo…


Cześć. Zacznijmy może ten wywiadzik od spraw poniekąd osobistych… Po pierwsze interesują mnie teksty z debiutanckiej płyty – znaczy czy są prawdziwe, czy też może są fikcją stworzoną na potrzeby muzyki? Idąc od początku – „Scattered Ashes” przedstawia skłonności samobójcze, „Blackened Lies” i „A Saddened Sunset” dotyczą różnych wspomnień, zdrady, kłamstw, a w końcu dochodzi do poddania się i pragnienia cierpienia, „The Wind that Burns All” przechodzi dalej do szaleństwa i pragnienia śmierci, „Beneath” to zdaje się nadzieja na znalezienie spokoju po śmierci, a z drugiej strony żal, że nie można zmienić przeszłości… W „I Fear” jest strach przed ciemnością i w końcu śmierć… Czyli siłą rzeczy ta historia nie może być całkowicie prawdziwa, bo w końcu jeszcze żyjesz, chciałbym jednakże wiedzieć jak wiele z tych emocji należy do ciebie… No i do tego dochodzi nazwa kapeli – MY SHAMEFUL… Czy naprawdę musisz się wstydzić swojej przeszłości…?
 
Oczywiście teksty mają swoją podstawę w rzeczywistości. Wkładam wiele emocji w moje teksty, oczyszczam się w ten sposób. Sam tytuł debiutu tak naprawdę mówi to wszystko… Płyta opowiada o rzeczach, które nie powinny nigdy mieć miejsca, ale się stały i o wszystkim co miało się stać, a nigdy do tego nie doszło. Czy wstydzę się swojej przeszłości? Jasne, czy przypadkiem nie dotyczy to wszystkich? Ale nazwa kapeli odnosi się także do faktu, że teksty bardzo często mówią o sprawach, o których większość z nas wolałaby raczej nie mówić, o emocjach, do których wstydzilibyśmy się przyznać. Nie ma nic wykwintnego czy romantycznego w leżeniu na podłodze z lufą pistoletu w ustach i próbowaniu znalezienia siły na pociągnięcie za spust. MY SHAMEFUL to nie żadne romansidło, to nie miłość, ale zdrada tego, co dla ciebie najdroższe i poddanie się…
Tak prawdę mówiąc, to układam te pytania z założeniem, że jesteś jakimś zdołowanym smutasem… Ale z drugiej strony taki przeciętny smutas raczej nie tkwiłby w związku małżeńskim… Masz żonę, która w dodatku pomagała w nagrywaniu debiutu, więc to chyba wystarczający powód do jakiegoś tam szczęścia? Skąd więc te wszystkie samobójcze myśli?
Jestem stosunkowo szczęśliwym człowiekiem! Dopóki tylko moja osobowość pozwala mi na to i nic nie mogę na to poradzić. Używam muzyki do odcięcia od siebie całego tego negatywnego cholerstwa, to taki swego rodzaju wentyl bezpieczeństwa. Moja żona naprawdę ma całkiem spore pojęcie o nagrywaniu, więc czemu by nie skorzystać z jej pomocy, zamiast brać kogoś z zewnątrz?

ImageW sumie racja… A skoro już przy tym jesteśmy, to za co konkretnie ona jest odpowiedzialna? I co z twoim starym znajomy Harri’m Jussila? Z tego co wiem, to w jakimś stopniu wpłynął na kształt „Of All the Wrong Things” poprzez komentowanie wersji demo… Czy zamierzasz w jakiś sposób kontynuować z nim współpracę?

Przecież nie możesz wszystkiego zrobić sam, prawda? Ona właściwie tylko nagrywała, sprawdzała poziomy i brzmienie, gdy ja wydzierałem się do mikrofonu. Harri właściwie nie jest już członkiem zespołu, praktycznie niemożliwe jest dla niego wnosić cokolwiek do kapeli, biorąc pod uwagę fakt, że odległość między nami wynosi 2000 kilometrów…

Przeprowadziłeś się z Północnej Finlandii do Niemiec, dlaczego?

Jedno słowo: praca… Nie ma zbyt wielu możliwości znalezienia pracy w Lappland przez inżyniera dźwięku…

Dlaczego Finlandia była dla ciebie źródłem niekończącej się frustracji? Tak, wiem, że tam cały czas jest noc, ale przecież jest tam wciąż sporo ludzi, którzy jakoś wytrzymują…

No tak, tego szczegółu nie zrozumiałeś, to Niemcy są dla mnie źródłem wiecznej frustracji :) [no niestety, przyznaję się do błędu – Mirek], i pewnie dlatego „Of All the Wrong Things” jest tak zgorzkniałą płytą… Kocham Lappland, ale nie stać mnie na życie tam…

Poza tym masz swoją muzykę, która zapewne jest ujściem tych wszystkich frustracji, a w Finlandii jest coś niezwykłego – przyroda… Ta właśnie przyroda zdaje się być także inspiracją dla ciebie, prawda to? W książeczce jest kilka świetnych zdjęć, które doskonale pasują do ogólnej czerni całości, layout jest po prostu rewelacyjny, więc powiedz mi gdzie robiłeś te zdjęcia? Chodzi o to, że w jednym miejscu przeczytałem, że zdjęcia pochodzą z Finlandii, gdzie indziej, że kilka z nich zrobiłeś w Niemczech…

Tak, kilka zdjęć zrobiłem w Niemczech, kilka w Szwecji, a kilka w Finlandii. Natura ma wielki wpływ na moją muzykę. Zapewne dzieje się tak dlatego, że pochodzę z Finlandii i tak naprawdę nic na to nie poradzę… Zimowe noce w Lappland mają w sobie coś magicznego.

Jak porównałbyś życie w Niemczech do życia w Finlandii. Nigdy nie byłem w tym drugim kraju, ale wydaje mi się, że pomiędzy nimi są zasadnicze różnice, zwłaszcza jeśli chodzi o krajobraz… W Niemczech jest znacznie więcej ludzi, większy przemysł, czyli chyba nie ma tyle miejsca na naturę co w Finlandii, mam rację?

Heh, w obydwu krajach są zarówno dobre, jak i złe rzeczy. Ale Finlandia to wciąż mój dom. A mieszkam sobie na północy Bawarii, więc jest tu zaskakująco przyjemnie, nie ma żadnych fabryk rozciągających się na horyzoncie…

Przejdźmy teraz do muzyki – przede wszystkim pisz co możesz o demówkach… Jaka muzyka się na nich znalazła, jakie były między nimi różnice, czy jesteś z nich zadowolony, jak zostały przyjęte i tego typu sprawy… Ostatnie demo zostało także wydane oficjalnie jako MCD przez włoską Nocturnal Music… Jak trafiłeś na tą firmę? Później jednakże podpisałeś papieryz  Firebox… I znowu: jak? Rozsyłałeś demówki i spodobały się Ramiemu, czy było inaczej?

Muzyka w czasach demówkowych była znacznie bardziej zainspirowana chociażby MY DYING BRIDE. Myślę, że cały czas zmierzało to w coraz bardziej ekstremalnym kierunku. Nie mogę powiedzieć, żebym był z nich zadowolony, ale były konieczne w tej długiej podróży do punktu, w którym jestem teraz. Nie rozsyłałem za bardzo tych demówek, co było związane z brakiem kasy, więc nie można za bardzo mówić o jakimkolwiek odzewie. Były całkiem pozytywne opinie ze strony kilku wytwórni, ale to wszystko, dopóki Nocturnal Music nie zdecydowała się wydać „To All I Hated” jako mCD. To wydawnictwo było dystrybuowane w Finlandii przez Firebox i tak właśnie narodził się u nich pomysł, żeby podpisać deal z MY SHAMEFUL. I obecnie jesteśmy w tym właśnie miejscu…

Image„Of All The Wrong Things” to płyta zróżnicowana, znaczy jasne, jest to oczywiście doom metal, ale z drugiej strony można tu wyczuć sporo różnych wpływów, cały czas gdzieś coś się dzieje… Myślę, że nawet osoby, które nie są zatwardziałymi doom’owcami mogłyby z przyjemnością słuchać tej płyty, to po prostu kawał świetnej muzyki… Zastanawiam się czy to było zamierzone, czy twoim celem było stworzenie tak zróżnicowanej płyty, czy może wszystko stało się naturalnie, po prostu wyrzuciłeś z siebie emocje i tak wyszło?

Odpowiedź na to pytanie brzmi tak i nie. Celowo szukałem bardziej zróżnicowanych efektów. Ale poczekaj aż usłyszysz „…Of Dust”. Wyszła całkiem pokręcona w niektórych momentach :-). W jednym kawałku (nie zdradzę w którym) starałem się osiągnąć atmosferę, kojarzącą się z czarno-białym filmem napisanym przez Clive’a Barker’a opartym na twórczości Lovecraft’a, wyreżyserowanym przez David’a Lynch’a, którego akcja w całości ma miejsce w zadymionym klubie jazz’owym… A poważnie – staram się mieszać różne wpływy, nie tylko doom’owe. To właśnie podtrzymuje muzykę przy życiu i niektórzy ludzie powinni o tym pamiętać.

Z tego co wiem, nie jesteś za bardzo zadowolony z realizacji debiutu – w czym konkretnie tkwi problem? Wiesz już może skąd ten problem i jak zamierzasz zmienić to w przyszłości? Z drugiej strony była to już twoja czwarta wizyta w studio, więc byłeś już raczej doświadczony, w związku z czym można przecież było ustrzec się tych błędów, prawda?

Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek miał być zadowolony z osiągniętego brzmienia. To jest nieprzerwane poszukiwanie lepszego dźwięku, a gdy tylko to osiągnę… skończę z tworzeniem muzyki. Dla mnie dobre brzmienie to naprawdę bardzo istotny element, który ma ogromny wpływ na moc samej muzyki. A przy okazji – mówiąc dobre brzmienie, niekoniecznie mam na myśli wypolerowane produkcje popowe, chyba, że takie brzmienie idealnie pasuje do muzyki.

Z tego co wyczytałem w końcu znalazłeś skład dla MY SHAMEFUL… Czy było to niemożliwe w Finlandii? Tak czy inaczej pojawiły się też plany koncertowe… czy aby nie przewidujecie porażki? Wiesz, chodzi mi o to, że ciężko zagrać dobry koncert z tak wolną muzyką… A przy okazji – czy lubisz dźwięk automatu perkusyjnego i czy zamierzasz jeszcze z niego skorzystać?
Bardzo ciężko znaleźć muzyków, którzy naprawdę chcieliby grać taki rodzaj muzyki. Zwłaszcza tyczy się to pałkera, było to wręcz niemożliwe. Jednym z powodów, dla których chciałem skompletować skład, była chęć sprawdzenia jak taka muzyka sprawdzi się na scenie, więc będzie to ciekawy eksperyment. I zapewniam, że jeśli tylko będzie to możliwe, to wszystkie kolejne wydawnictwa zostaną nagrane z żywymi garami. Nienawidzę perkusji z komputera…

Image Czas przejść do płyty „…Of Dust”. Jaka to będzie muzyka, czego dotyczyć będą teksty, co z oprawą graficzną… Czy jesteś jedynym autorem muzyki? I czy znowu korzystałeś z pomocy żony? Zapewne w momencie otrzymania odpowiedzi na te pytania będę już znał tą płytę (i tak też się stało…), ale póki co nic o niej nie wiem, poza tym, że widziałem okładkę…

Tak, ja napisałem całą muzykę na „…Of Dust” i ponownie sam nagrałem wszystkie instrumenty. Teksty coraz bardziej zaczynają dotyczyć codzienności, jakichś osobistych udręk i takich dziwnych spraw. Tak czy inaczej , „…Of Dust” to kolejny wielki krok naprzód muzycznie, dźwiękowo i tekstowo. Utwory są bardziej zróżnicowane, brzmienie jest znacznie cięższe itd. Zdecydowanie nie jest to doskonała płyta, ale jak już powiedziałem – jest to nieprzerwane poszukiwanie.

Drugą płytę też wydaje Firebox, choć właściwie to Firedoom. Tak czy inaczej, czy jesteś całkowicie zadowolony z tego, co ta firma robi dla MY SHAMEFUL? Wiem też, że miałeś kontrakt na dwie płyty… I co dalej? Poszukasz czegoś większego, czy też przedłużysz umowę z Firebox? No i cóż…

Firebox była dla nas więcej niż dobra, nie ma kompletnie na co narzekać. Co dalej? Za wcześnie na takie pytanie. Po prostu kupujcie tą płytę i pamiętajcie, żeby zawsze słuchać muzyki z otwartym umysłem.

 

To było ostatnie pytanie. Dzięki za Twój czas i powodzenia!

 
Doom on!

[Mirek / Atmospheric #12]


My Shameful, Sami Rautio, Industriestrasse 13, 96138 Burgebrach, Germany; sami@myshameful.com; www.myshameful.com