MYOPIA: Równoległe rzeczywistości

myopia logo

Bielsko-żywiecko-warszawska MYOPIA na swojej kolejnej płycie, „Simultaneos Simulations” zaprasza słuchacza w niebezpieczną podróż po światach równoległych. Muzyka zespołu zdaje się łamać prawa fizyki, zakrzywia rzeczywistość i wwierca się w umysł zaangażowanego słuchacza z okrutnym, bolesnym efektem. Szukacie łatwych melodii i chwytliwych motywów? Omijajcie ten album szerokim łukiem! Jeśli zaś poszukujecie czegoś niebanalnego oraz oryginalnego, śmiało możecie zapoznać się z tym, co Robert Słonka, Bogdan Kubicka i Robert Kocoń zaprezentowali na swoim ostatnim krążku…

Jeden z dziennikarzy muzycznych zwrócił uwagę na podejście wytwórni płytowych w stosunku do zespołów pokroju MYOPIA. Takich, które tworzą może i coś oryginalnego, ale nie przemawiającego do szerszego grona odbiorców. Czy nie kusiło Was, by tym razem nagrać album łatwiej przyswajalny, bardziej thrashowy i mogący spotkać się z zainteresowaniem wydawcy?

Bogdan Kubica: Mnie osobiście ani przez chwilę. My podążamy dokładnie w przeciwnym kierunku, chcemy eksplorować niezbadane dla nas samych obszary muzyczne, komplikować coraz bardziej strukturę naszych kompozycji, wprowadzać coraz to mniej zrozumiałe podziały i postarać się, żeby było w tym wszystkim jak najmniej melodii lub nie było jej wcale. To jest właśnie MYOPIA i na tym polega naturalny rozwój tego zespołu. Jeśli nadejdzie chęć, choć w moim wypadku to raczej nie nastąpi, nagrania czegoś na przykład klasycznie thrashowego, to powinno się to wydarzyć pod innym szyldem. Już prawie dwadzieścia lat budujemy taki, a nie inny wizerunek tego zespołu i karygodnym byłoby zepsucie tego jakimś przykładowo heavy metalowym nagraniem. Nie zrozum mnie źle, sam bardzo lubię wyżej wymienione gatunki, ale MYOPIA powstała, by grać nieco inną muzykę i będzie to kontynuować bez względu na to, czy podpiszemy kontrakt, czy nie, czy polubi nas szersze grono odbiorców, czy też nie. Fajnie byłoby zaistnieć na większą skalę, ale z takim wydawnictwem, które nas samych satysfakcjonuje, a nie poprzez lizanie czyjegoś tyłka.

Robert Słonka: Nigdy nie było takiego myślenia. Wręcz przeciwnie. Staramy się grać rzeczy dla nas trudne i to jest podstawą do tworzenia utworów. Chodzi generalnie o to, że podobają nam się utwory, nad którymi możemy pracować, rozgryzać powoli – czyli pokus, by nagrać coś, co możemy szybko i bezboleśnie opanować, nie było. MYOPIA od zawsze grała muzę nieco zbyt trudną i nieprzystępną dla szerokiej zbiorowości i tak zostanie, mam nadzieję! Chyba po to się spotykamy, by muzycznie stworzyć nową jakość muzyczną, inną od wszelkich trendów.

Wasz nowy album jest dla mnie nadal pewną zagadką. Przy pierwszym kontakcie uważałem, że jest dużo prostszy i bezpośredni niż poprzedni. Teraz uważam, że by naprawdę poznać tą muzykę, trzeba ją dokładnie posłuchać, dokładnie wsłuchać się w riffy gitary, partie perkusji i basu.

Bogdan Kubica: Tak jest, po jednym przesłuchaniu nie ma żadnych szans na dostrzeżenie wszystkich niuansów i smaczków, a muzyka może się wręcz wydać „jednorodna”, cytując jednego z recenzentów. Na rozsupłanie przykładowo zawiłości gitarowych partii potrzeba sporo czasu i niezłego ucha. Zrobiliśmy też z Robertem Słonką (zastanawiając się zarazem, czy ktoś na to wpadnie) na tej płycie coś na kształt powtórzonych czy też „odbitych” motywów, które pojawiają się w różnych utworach, ale są nieco zmienione. Ten najbardziej oczywisty to początki „Simulation I” i „Simulation II”. Poszukaj pozostałych!

Robert Słonka: Albumu „Simultaneos Simulations” należy wysłuchać co najmniej kilka razy, by poczuć jego moc i wielowarstwowość. Zauważyłem, że powściągliwe opinie pojawiają się wtedy, gdy był słuchany raz. Płyta jest skomplikowana muzycznie i każde następne przesłuchanie powoduje, że lepiej ją rozumiemy. Każdy motyw tego albumu jest bardzo kompletny, utwory tworzą zwartą maszynę, jest to płyta niesamowicie konsekwentna – od mocnego intra po ostatnie dźwięki.

myopia band

Pierwotnie mieliście nagrać jeden długi utwór, potem koncepcja zmieniła się na stworzenie albumu dwupłytowego. Ostatecznie zdecydowaliście się na opcję „zwykłego” wydawnictwa…

Robert Słonka: Tak było. Pierwszy etap tworzenia płyty na pewno nie przewidywał finalnego efektu. Na początku powstał mój pomysł stworzenia wielkiego psycho-kosmicznego numeru, potem z Bogdanem rozmawialiśmy o drugiej (równoległej) płycie, która by była odzwierciedleniem drugiego świata Aerth, czyli inaczej zagranych utworów z tej płyty. Skończyło się na zarejestrowaniu materiału w sposób klasyczny, czyli odrębnych kawałków, które połączyliśmy łącznikami gitarowymi. Tworzy to w sumie też jeden utwór, ale daje chwile wytchnienia pomiędzy intensywnymi, poszczególnymi fragmentami muzycznymi.

Bogdan Kubica: Dzięki gitarowym łącznikom między utworami i dublom, wyżej wspomnianych, zmodyfikowanych niektórych motywów ten album jest poniekąd takim trochę jednym wielkim utworem podzielonym na osiem rozdziałów i spiętych klamrą wstępu i zakończenia, choć nie w klasycznym tego słowa rozumieniu. Był też faktycznie pomysł na dwupłytowe wydawnictwo. Na drugiej płycie – tutaj mieliśmy kilka pomysłów – miało się znaleźć DVD (studio, video, próba, grafiki i zdjęcia) lub coś na kształt streszczenia całej płyty, polegające na jednym długim utworze, w którym znalazłyby się wybrane motywy ze wszystkich utworów oraz fragmenty wszystkich tekstów, co miałoby się układać w swoiste muzyczne puzzle. Pomysł upadł z powodów finansowych, gdyż płyty wydajemy sami, a dwie płyty oznaczają podwójną kasę, tak więc mimo tego, że pomysłów nam nie brakuje, to po raz kolejny musieliśmy wybrać najtańszy wariant.

Czy nie myśleliście jednak, by przenieść ten pomysł do sieci? Drugi dysk moglibyście opublikować np. na swojej stronie internetowej…

Bogdan Kubica: Byłoby to jakieś wyjście, ale faktem też jest to, że przed wejściem do studia nie przygotowaliśmy muzycznie nic dodatkowego, co mogłoby się na tym dysku znaleźć, stawiając na maksymalne ogranie podstawowego materiału na płytę. Temat DVD też jakoś przycichł, ale mamy ponagrywanych kilka rzeczy i myślę, że kiedyś jeszcze do tego pomysłu wrócimy.

myopia simultaneous simulations

W recenzjach pojawia się często temat oprawy graficznej, mającej tym razem bardziej, hmmm… dziwny charakter niż grafiki z poprzedniej płyty. Skąd taki pomysł?

Bogdan Kubica: Samo życie napisało taki właśnie finalny pomysł. Pomysłów w istocie było jednak wiele, zanim to nastąpiło. W pierwszej kolejności chciałem zrobić powrót do przeszłości i skontaktowałem się z naszym byłym gitarzystą Kamilem Smalą, który aktualnie maluje bardzo interesujące rzeczy, ale też przebywa w zupełnie innym wymiarze, a my nie mieliśmy czasu czekać, aż wyląduje na naszej planecie. Następnie pomyślałem o pewnym znanym bielskim malarzu, ale potem usłyszałem, ile jego dzieła kosztują i postanowiłem tym razem nie prosić go jeszcze o pomoc. Widząc, co się dzieje, Robert Słonka przejął inicjatywę. Jego znajoma, zapoznana wcześniej z tematyką płyty, stworzyła pewną wizję, ale ku niezadowoleniu chłopaków ja dostrzegłem w tym elementy kiczu. Zdenerwowany, nie na żarty, tym wszystkim Robert sam zaczął kreślić swoje pomysły i… okazało się to strzałem w dziesiątkę. Robert Kocoń dorysował również do tego jeden szkic i tak to powstała właśnie oprawa graficzna o nieco dziwnym, ale też oryginalnym charakterze :-).

Ostatnim niezwykle ważnym elementem Waszego nowego albumu są teksty. Tym razem, moim zdaniem, o wiele bardziej intrygujące, ponieważ mówiące o popularnym temacie światów równoległych. Jest to obecnie jedna z najbardziej kontrowersyjnych teorii naukowych. Wy jednak podeszliście do tematu ze strony science-fiction.

Bogdan Kubica: Tak jest, sci-fi jak zwykle u nas rządzi i – tak jak powiedziałeś – nasza historia o równoległych światach nie odnosi się do teorii naukowych, lecz należy ją rozumieć dosłownie, a więc mamy naszą planetę Earth, w Układzie Słonecznym, z której to przenosimy się za pomocą dysfunkcyjnego wehikułu czasu na bliźniaczą, również fonetycznie, planetę Aerth w Układzie Abneveroth, do którego zawitaliśmy już niejednokrotnie na poprzednich płytach. Na planecie Aerth musimy stawić czoła symulowanej rzeczywistości. Symulowanej dlatego, gdyż rzeczywistość nie istnieje, ponieważ znikła różnica między tym, co rzeczywiste, a tym, co wyobrażone, istnieją jedynie hiperrzeczywiste znaki podające się za rzeczywistość. Między innymi polega to na tym, że jesteśmy bombardowani milionami newsów z bardzo wielu źródeł, co powoduje dezinformację, a my przestajemy rozpoznawać, co jest prawdziwe, a co nie. Polega to też na tym, że tworzymy kopie i repliki popularnych, i nie tylko, miejsc, dzieł, obiektów czy budynków, aby ocalić oryginały, ale następne pokolenia nie są w stanie rozpoznać oryginału, lub, jeszcze gorzej, jest im wszystko jedno, z którą z form mają do czynienia. Kolejnym przykładem symulowanej rzeczywistości może być próba przywrócenia na łono natury sklonowanych, wymarłych już gatunków lub prymitywnych plemion, które są już skażone naszą cywilizacją. Symulujemy więc coś, czego już nie ma. Zadajemy sobie też pytanie, czy nowoczesne technologie sterują naszym życiem, czy też to my mamy je ciągle pod kontrolą. Te przykłady można by mnożyć, ale takie to między innymi symulacje trzymają nas w swoim reżimie, a my, uznając to za normalną rzecz, przechodzimy nad tym do porządku dziennego i żyjemy sobie w hiperrzeczywistości otoczeni swoją hiperprzestrzenną, nie mając do końca pojęcia, co jest prawdą, a co fałszem, co jest oryginałem, a co tylko repliką. Symulacje te są opisane na przykładzie planety Aerth, ale w tytule pojawia się jeszcze słowo „symultaniczne”, czy więc może ktoś zaprzeczyć, że nie dzieją się one na planecie Earth?

myopia foto

Nadal pojawiają się porównania MYOPII do VOIVOD. Osobiście uważam, że celem prawdziwego muzyka-artysty jest dążenie do bycia oryginalnym. Czy więc owe porównania Was nie irytują? Tym bardziej, że moim zdaniem obecnie poza cyber-post-apokaliptyczną atmosferą nie macie z Kanadyjczykami aż tak wiele wspólnego.

Robert Słonka: W którejś z pierwszych recenzji pojawiło się określenie „polski VOIVOD”, z racji tego, że niewiele kapel kontynuowało otwartą formę muzyczną, jaką ten zespół prezentował. Ja sam natrafiłem na chłopaków przy okazji szukania w necie bieżących informacji o Kanadyjczykach. Jeśli chodzi o inspiracje, to dla mnie jest to pewien okres w ich twórczości, czyli są to płyty z przełomu lat 80-tych i 90-tych (od „Killing Technology” po „Outer Limits”). Natomiast nieskończoną inspiracją jest dla mnie niezmiennie Denis „Piggy” D`amour, genialny gitarzysta i kompozytor – był zawsze nieprzewidywalny i przekraczał granice metalu. Dodam, że płyty, które sztucznie stworzono po jego śmierci, są dla mnie kompletnym nieporozumieniem i bez sensu muzycznego. Ale to tylko jedna strona medalu. Według mnie MYOPIA tworzy zupełnie indywidualną jakość muzyczną, absolutnie nie jest to kopia VOIVOD, wręcz uważam, że mocno wykracza poza ramy kojarzone z tym zespołem.

Bogdan Kubica: Od samego początku istnienia zespołu dążymy do bycia oryginalnym tworem i myślę, że nieźle nam to wychodzi. Wystarczyło kiedyś przyznać się do inspiracji twórczością Kanadyjczyków i od tamtej pory, ci, którzy nie mieli pomysłu na opisanie naszej muzyki, przylepili do nas naklejkę polskiego VOIVOD. Robimy coś, co jest rzadkie w muzyce metalowej i wszyscy na siłę próbują znaleźć jakieś porównanie, ale przecież Away nie wymyślił i nie opatentował tekstów i grafik science-fiction, a Piggy nie zastrzegł sobie praw do trytonów. Ponadto nie przypominam sobie, by na którejkolwiek płycie, z całym szacunkiem do Away’a, VOIVOD nagrał tak złożoną sekcję rytmiczną, jaka nam towarzyszy praktycznie cały czas. VOIVOD swojego czasu zmienił bieg muzyki i pokazał daleko idące wizjonerstwo, więc porównanie nas do tego zespołu ujmy nam nigdy nie przynosi. Z drugiej jednak strony, dla mnie VOIVOD skończył się dobrych kilkanaście lat temu, kiedy to my zaczynaliśmy się dopiero rozkręcać. Może jeszcze ten zespół kiedyś zabłyśnie, ale póki co umarł VOIVOD – niech żyje MYOPIA.

myopia foto

Nadal nie gracie koncertów. Przyznajcie się – chcecie w ten sposób obrosnąć kultem, rozpaść się i potem przy reaktywacji zagrać jeden gig za grubą kasę?!

Bogdan Kubica: Odkryłeś nasz wielki sekret i wszystko na marne, trzeba będzie wymyślić nową strategię:-). Z tymi koncertami to nie jest taka prosta sprawa. Każdy z nas na co dzień zajęty jest sprawami rodzinno-zawodowymi, a muzyką zajmujemy się w bardzo ograniczonym czasie wolnym. Do tego dochodzi czynnik przestrzenny: Bielsko-Biała, Żywiec i Warszawa to miasta, w których mieszkamy, więc regularnie gramy próby tylko ja i Robert Słonka. Załóżmy, że chcemy zagrać koncert: jedyny potencjalnie możliwy termin to sobota. Trzeba by ten koncert, czy też koncerty, (w kolejne możliwe soboty) poprzedzić kilkoma wspólnymi próbami, żeby nie dać plamy. Logistycznie jest to ciężkie zadanie, aczkolwiek wykonalne, tylko czy warte zachodu? Faktycznie może trzeba będzie się kiedyś przekonać, choć doświadczenia koncertowe z przeszłości trochę mnie zniechęcają.

Robert Słonka: Tak, rozgryzłeś nas! Mam nadzieję na grubą kasę po 80-tce, kiedy zagramy na 100-lecie festiwalu w Opolu! Wiem, że brak koncertów powoduje to, iż jesteśmy mniej znanym zespołem, jednak koncerty to nie jest nasz priorytet. Biorąc pod uwagę różne miasta, w których mieszkamy, zabiegi organizacyjne związane z graniem na żywo oraz, nie oszukujmy się, słabą frekwencję na tego typu gigach – bilans wychodzi taki, że nie staramy się za wszelką cenę dążyć do tego. Ale oczywiście nie wykluczam, że za parę miesięcy to się nie zmieni i dojdziemy do wniosku, że fajnie byłoby na przykład taki koncert zarejestrować i wydać jako DVD, czas pokaże.

Ok, dzięki za wywiad.

Dzięki. Na razie.

[Jacek Walewski]

Myopia, Bogdan Kubica, ul. Siemiradzkiego 21/65, 34-300 Bielsko-Biała; myopia_bo@poczta.onet.pl; tel. 0607222524; www.myopia.pl, www.myspace.com/myopiapl