MYOPIA: „Schematy są nudne”

ImageMuzycy MYOPIA nie cierpią schematów. Tak przynajmniej twierdzi perkusista Bogdan Kubica, z którym miałem okazję przeprowadzić wywiad. Powód był nie byle jaki. Zespół wydał kolejny album, którym jak zwykle zachwycają się dziennikarze i pasjonaci muzyki nieszablonowej, trudnej w odbiorze. Szkoda tylko, że pozytywne recenzje jakoś nie mogą skłonić fanów metalu do kupowania płyt grupy. Niezrażonym tym faktem pałker MYOPII ze sporym entuzjazmem odpowiedział mi na pytania dotyczące „Biomechetronic Intervention” oraz działalności jego kapeli… 

 

 


Cześć! Gratuluje nagrania „Biomechetronic Intervention”. Z jakimi reakcjami na ten krążek spotykacie się dotychczas?

Witaj! Na razie są same pozytywy i wszyscy nam nieźle słodzą. W „Metal Hammer” i „Teraz Rocku” były fajne wywiady i bardzo ciekawe recenzje. Byliśmy też płytą miesiąca w „Rzeźni” w Antyradiu, a poza tym można już też znaleźć kilka wywiadów i recenzji w sieci (szczegóły na www.myopia.pl).

l_myopia_biomechatronicJakim zainteresowaniem cieszy się na razie ta płyta? Ile egzemplarzy krążka udało się Wam sprzedać?

Jest chyba taki powszechny stereotyp, że jak ktoś wydaje płytę i pisze się o nim w gazetach, to znaczy, że zespół nieźle sobie radzi i pewnie nawet trzepie niezłą kasę. Realia są niestety inne. Ostatni album wypuściliśmy w ilości 500 sztuk i głównie płyty te idą na autopromocję. Sama sprzedaż jest tak śmiesznie mała, że szkoda o tym gadać. Ale skoro pytasz, to ja osobiście pozbyłem się około dziesięciu egzemplarzy na rzecz osób chcących je nabyć. Tak to wygląda w liczbach. Jesteśmy w trakcie promocji, więc pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze coś bardziej się ruszy.

Nie pierwszy już raz nagrywaliście w Studiu X z Szymonem Czechem. Czy miał on wpływ także na aranże utworów? Słuchając nagrań jego NYIA, myślę, że moglibyście znaleźć wspólny język na płaszczyźnie muzycznej…

Wspólny język z Szymonem znajdujemy już od 2002 roku i dlatego znów pojechaliśmy do Olsztyna. W wypadku każdej płyty Szymon dorzuca swoje trzy grosze; tym razem dograł solówki i pomógł dorzucić trochę elektroniki.

Zdaniem mojej redakcyjnej koleżanki na „Biomechetronic Intervention” trochę przesadziliście tym razem z dysharmonią…

To ona tak myśli, ja tutaj słyszę rock’n’roll:-). W kwestii dysharmonii nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. To, nad czym pracujemy teraz, powinno – i pewnie tak będzie – Twoją koleżankę doprowadzić do agonalnego stanu:-).

Wiesz, recenzenci nawet jeśli Was nie wychwalają, to przynajmniej szanują. Ciekawi mnie jednak, jak obierają twórczość MYOPII osoby nie słuchające na co dzień tego typu dźwięków. Czy eksperymentowaliście puszczając tego typu „laikom” Wasze płyty?

Nieraz się zdarzyło, że ktoś w jakiejś sytuacji został wplątany w wysłuchanie choćby fragmentu naszej muzyki, z różnym oczywiście skutkiem: od reakcji typu „wyłącz ten hałas”, przez grzecznościowe „niezłe, niezłe”, aż po sytuacje, kiedy to jeden gość w Londynie, typowy Angol zasnął przy tej muzyce:-)!

Image


To, co mi się najbardziej podoba u Was, to nieprzewidywalność. Słuchając MYOPII ciągle jestem zaskakiwany. Gdy spodziewam się A, dostaję B, gdy jestem pewien, że wydarzy się C, Wy gracie D:-). Czy to Wasza recepta na pisanie utworów?

Od zawsze wychodzimy z założenia, że to, co dopiero zrobimy, nie będzie proste. Materiały, które już powstały i mamy je ograne, z biegiem czasu wydają się być łatwe dla nas do zagrania i przy każdym kolejnym podnosimy sobie trochę poprzeczkę tak, że na początku tworzenia jest to dla nas naprawdę trudne do wykonania i zabiera sporo czasu, żeby do tego przywyknąć i zagrać to w miarę swobodnie. Tak więc ciągle zaskakujemy samych siebie i to jest pewnie ta recepta.

Jak w ogóle piszecie muzykę? Improwizujecie w czasie prób czy jest to dość chłodna, matematyczna kalkulacja?

W większości przypadków najpierw powstają partie gitar, do których ja później dorabiam bębny, i w tym wypadku jest to raczej matematyka. Robert Słonka wymyśla tak pogięte gitary, że bardzo często nie mogę się przez to przebić:-) i musimy je wtedy rozbijać na pojedyncze dźwięki. Potem ja dorabiam partie perkusji, których Robert nigdy by się nie spodziewał (patrz: zaskakiwanie). Czasami zdarzy się trochę improwizacji i jeśli powstanie jakiś pomysł, to bierzemy go wtedy na warsztat i trochę komplikujemy. Tak powstaje trzon naszej muzyki i na to później dorabiane są partie basu i wokale.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że gdyby to od Ciebie zależało, na płytach MYOPII nie byłoby żadnych melodii. Kiedyś uważałem, że bez melodii nie da się pisać dobrych utworów. Teraz myślę inaczej. By jednak stworzyć intrygującą kompozycję bez wyraźnej linii melodycznej trzeba być doświadczonym muzykiem…

Tak powiedziałem? :-) No popatrz, to jednak ludzie się trochę zmieniają, bo myśląc nad aranżami wokali do ostatniej płyty kilka melodii jednak wpadło mi do głowy. Z tym tworzeniem nowych utworów to też jest trochę tak, że nie do końca da się wszystko w stu procentach przewidzieć. Czasami robi się całkowitą gitarowo-perkusyjną dysharmonię, która później może trochę zostać naprostowana przez bas czy jeszcze bardziej przez wokal, w zależności od dobranych proporcji. A co do doświadczenia, to ćwiczymy wyginanie dźwięków już od jakichś osiemnastu lat, czyli jesteśmy już pełnoletni.

Image


Co sprawia, że gracie tak skomplikowane dźwięki? Czy jest to chęć popisywania się przed innymi, snobizm czy może udowadniania sobie samym, że można przekroczyć pewne granice w muzyce?

Jest to tylko i wyłącznie zaspokajanie własnych potrzeb. Wychodzimy z założenia, że w naszej muzyce musi się coś dziać, a najlepiej dużo dziać, żeby sprawiało nam to radość i przyjemność. Fajnie jest posłuchać AC/DC, IRON MAIDEN czy powiedzmy MEGADETH, ale takiej muzyki nigdy sami nie chcielibyśmy tworzyć. Przekraczamy też w muzyce pewne granice i stereotypy, ale w tej materii jeszcze wszystko przed nami.

Słuchając MYOPII nachodzą mnie myśli, że bardzo musi się Was nudzić schematyczność. Podejrzewam, że wiele stricte metalowych kapel nie gości w Waszych wieżach…

Schematy w ogóle są nudne w jakiejkolwiek dziedzinie życia i należy się im przeciwstawiać, ale z wiekiem człowiek rozumie i uczy się, że czasami musi pójść na kompromis i nie może przeholować z tą abstrakcyjnością. Podobnie jest z muzyką. My tworzymy taką muzykę, ale to nie oznacza, że cały czas tylko czegoś takiego słuchamy. Gdyby tak było, to już dawno wylądowalibyśmy w psychiatryku. Ogólnie słuchamy różnych rzeczy, a swing i jazz nie są nam obce. Ja osobiście to tak naprawdę prawie nic nie słucham, bo nie mam na to czasu:-).

Słychać, że jesteście fanami VOIVOD. W jakich okolicznościach poznałeś ten band i co Cię w nim zaintrygowało do tego stopnia, że postanowiłeś grać tego typu dźwięki?

Na początku, po tym jak zetknąłem się z płytą „Killing Technology”, ten zespół wcale mi się nie spodobał. Następnie kolega próbował nieskutecznie przekonać mnie do „Dimension Hatross”. Coś mnie jednak tknęło i przy kolejnej namowie wgryzłem się w ten materiał i pochłonęło mnie to na dobre. W tej muzyce intrygowało mnie wtedy wszystko. Było to absolutnie nowatorskie podejście do muzyki metalowej, Piggy generował ze swojej gitary pionierskie dźwięki i rozwiązania, a całość pływała w tajemniczej atmosferze science fiction. Nawet po dwudziestu latach brzmi to ciągle ponadczasowo, a w latach osiemdziesiątych miałem wrażenie jakby ci goście pochodzili z kosmosu.

Myślę, że pojęcie undergroundu jest często mylnie odbierane i kojarzone z zespołami, które nie mogą się „wybić” przez zbyt trudną w odbiorze muzykę, jaką grają. W Waszym przypadku jest to jednak prawda. Z drugiej zaś strony sukcesy MESHUGGAH, DILLINGER ESCAPE PLAN czy MASTODON pokazują, że nawet grając coś zupełnie „pokręconego” można zdobyć dużą popularność i do tego nieźle na tym zarobić. Jak jest więc z Wami? Czy dostaliście kiedykolwiek propozycję dealu z jakimś większym labelem? W Relapse moglibyście czuć się, jak ryba w wodzie…

Jeśli jesteś wydany i promowany przez znaną wytwórnię, to jesteś overground – w przeciwnym wypadku jesteś underground, jasna sprawa. Nie, nigdy nie dostaliśmy jakiejkolwiek propozycji od większego wydawcy. Prezentacja zespołu i materiał muzyczny zostały wysłane między innymi do Relapse, ale na zbyt wiele bym nie liczył. Przy okazji każdej naszej płyty ta wytwórnia była jedną z pierwszych na mojej liście wysyłkowej, ale nigdy nawet nie odpisali maila. Być może setki kapel takich, jak my, ślą do nich swoje nagrania:-).

Image


Póki co wyżyć z grania w MYOPII nie dajecie rady. Czym więc zajmujecie się na co dzień?

Robert Słonka pracuje w firmie zajmującej się reklamą, Robert Kocoń w korporacji handlującej tworzywami sztucznymi, a ja uczę angielskiego. Nuda i schematy:-).

Zamierzacie zagrać w najbliższym czasie jakieś koncerty?

Szczerze mówiąc to raczej się nie zanosi na granie na żywo, ale nigdy nic nie wiadomo, więc zerkajcie czasem na www.myopia.pl.

Wnioskując z tematyki tekstów utworów MYOPII, jesteście fanami literatury science fiction. Jacy są Wasi mistrzowie gatunku? Ulubione powieści?

Ja osobiście zawsze lubiłem Staszka Lema, a wszystko zaczęło się od powieści „Eden”. Na studiach po raz pierwszy zetknąłem się z inspirującą literaturą cyberpunkową, a głównie z jej pionierem Williamem Gibsonem. Poza tym nie tylko sci-fi zawsze było najważniejsze, bo Gombrowicz czy Schultz też mieli niezłe jazdy.

A filmy? Wolisz „Star Trek” czy „Star Wars”?

Zdecydowanie „Star Wars”, szczególnie, a właściwie wyłącznie, epizody 4-6, na których się wychowałem. Ale poza tym lubię klimaty takie jak „Obcy”, „Cube”, „K-Pax”, „Horyzont Zdarzeń”, „Mroczne Miasto”, „Efekt Motyla”, pierwszy „Matrix”.

Ok, dzięki za wywiad.

Dzięki. Na razie.

[Jacek Walewski]


Myopia, Bogdan Kubica, ul. Siemiradzkiego 21/65, 34-300 Bielsko-Biała; myopia_bo@poczta.onet.pl; tel. 0607222524; www.myopia.pl
, www.myspace.com/myopiapl