MYRAH My Deliverance `12

CD `12 (Myrah Music / Inverse Rec.)
Ocena: 4/6
Gatunek: gothic metal

Przy okazji słuchania materiału „My Deliverance” grupy MYRAH nasunęła mi się jedna smutna refleksja: od jakiegoś czasu metal już nie jest trendy. Ba! Nawet rock jako taki nie jest już muzycznym topem popularności! Przynajmniej tu – nad Wisłą, gówniarstwo nie jara się metalem jak kiedyś… Owszem, są młode zespoły, są młodzi fani, ale to nie jest ta skala! Może inaczej jest w Szwecji (http://ic.pics.livejournal.com/folkvald/20166848/354626/354626_900.png), ale tego do końca nie wiem, bom nigdy nie był. Ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, by ilość przechodziła w jakość! I by miał kto tego słuchać. O błyskotliwym sukcesie komercyjnym zespołu debiutującego w ostatnich pięciu latach też słyszy się coś jakby „rzadziej”… A muzyka MYRAH jest właśnie taka oto z’okrąglusia”, z komercyjnym potencjałem, jak niektóre wydawictwa Century Media z dawnych lat: nie za ostro, ale jednocześnie z pazurem, bogaty aranż, poprawne nagranie i lekkostrawne melodyjki, które oskórowane z metalowej powłoczki można by – z umiarkowanym wysiłkiem – przearanżować na urocze… pop-disco. Bo w muzyce tej drzemie właśnie taki duch: lekkość sobotniej potańcówki w remizie, gdzie utwory z „My Deliverence” mogłyby być serwowane naprzemiennie z EUROPE i BAJM. Ale przecież MYRAH to metal! Ba! To komercyjna (choć nieskonsumowana?) kwintesencja metalu! Muzycznie jesteśmy gdzieś na pograniczu melodyjnego death i gotyku. Mnie narzuca się porównanie do „Did Tomorrow Come..” SIRRAH. Tyle że w wersji poppy, no i bez żadnych kobiecych voxów. Tutaj czystemu rokowemu śpiewaniu towarzyszą growl bądź – rzadziej – męskie chórki „a la”… BLIND GUARDIAN. Ale z tym wokalem pana Patrika Essemana też mam nijaki problem: o ile barwa głosu bardzo mi spasowała, takoż z drugiej strony słychać, iż jest to śpiew zupełnie nieszkolony, z większymi lub mniejszymi problemami wyśpiewujący trudniejsze partie. Prócz gitar równie ważne są tu smyki (chyba klawi-syntetyki) i klawisze same w sobie. Bardzo przyjemnie harmonizują one i współtworzą altmosferę całości. Tyle że momentami jest aż nazbyt cukierkowo… Choć tę cienką granicę między melodyjnym metalem a pop-metalem muzycy MYRAH przekroczą tylko raz – w „As Memories Fade Away”: obrzydliwie uproszczona rytmika nadaje temu numerowi znamiona popowego hitu, dobrego do wygibasów na rurze i do radia, do tańca i do… obierania kartofli. Ten numer szybko wpada w ucho, ale też niestety szybko się nudzi. Podczas słuchania „My Deliverence” wielokrotnie miałem poczucie muzycznego deja vu: kojarzyłem przygrywkę, zagrywkę, motyw, przejście albo sposób zaaranżowania wokalu. Kilka razy były to skojarzenia jeden do jeden (ale tych poszukajcie sobie sami), częściej jednak wrażenie „autorskiej trawestacji”, swoistej świadomej (?) gry sprawnych i osłuchanych muzyków. Jesteśmy rozpięci tu gdzieś między MY DYING BRIDE, PARADISE LOST i LACRIMOSĄ, tyle że tak jakby „na pogodnie” (by nie pisać, że „na wesoło”, i że w dur – bo to też nie jest regułą). To muzyka PŁACZKI, która znalazła pocieszenie, zakopała żałobne ciuchy po ZMARŁEJ NARZECZONEJ, zapomniała o RAJU UTRACONYM i wybrała się na potańcówkę. Robi jej się smutno, ale tylko gdy stoi sama pod filarem lub gdy gorzkawo hepnie jej się browarem. [Herr B.]

 

Myrah / Myrah Music, myrah@myrahband.com; www.myrahmand.com, www.myspace.com/myrahband

Inverse Rec., info@inverse.fi; www.inverse.fi