MYSTERIA (ex MISTERIA): Zmiana nazwy, muzyka bez zmian – 8.07.2004

Image Zespołów, które łączą w swojej twórczości black, death, doom, folk, thrash i grind, w gruncie rzeczy nie istnieje zbyt wiele na polskiej scenie. A takie, które robią to umiejętnie i są po prostu znakomite możne zliczyć na palcach… MISTERIA to jedna z ulubionych grup osób tworzących „Atmospheric`a”… W #9 znalazł się już wywiad z liderem tej kapeli, a było to jeszcze przed wydaniem debiutanckiego albumu „Masquerade Of Shadows”. Niniejsza rozmowa z Mańkiem podsumowuje tamten prehistoryczny okres w działalności, dotyczy kolejnego albumu „Universe Funeral”, naświetla personalne perturbacje, jakie miały miejsce w obozie MYSTERIA przed nagraniem nowego krążka itp. Zapraszam do przeczytania qurevsko długiego wywiadu, pełnego mądrości i radości :-)!

 

Image

MISTERIA w nowym składzie

Hell-ooo Maniek! Jak być może pamiętasz, już kiedyś wypytywałam Cię o MISTERIA? Od tamtej pory upłynęło kilka burzliwych i znaczących w historii zespołu latek. Jak od chwili składaki „Epicentrum” po dziś dzień zmieniłeś się jako osobowość i rozwinąłeś jako muzyk (kompozytor, gitarzysta, wokalista)?

Witaj! Pamiętam, pamiętam do tej pory, mam w nocy koszmary przez te Twoje magiczne pytania:-)! Kiedyś taki jeden polski zespół śpiewał: „Konieczne są zmiany, potrzebne są zmiany…”. Mieli rację chłopaki, choć prorokami nigdy nie byli. Inny krajowy band wrzeszczał, że: „Wieki, wieki, wieki mijają, ludzie rodzą się i umierają…”. Dziwne, bo ci też mieli rację – swoją drogą ciekawe, jak na to wpadli :-) Ktoś jeszcze inny zastanawiał się w swej piosence: „Kto dogoni psa? Kto dogoni psa?”. Choć wydaje mi się, że DYING FETUS coś wie na ten temat przy okazji wesołej przytupanki o swojej starej i wyżej wspomnianym czworonożnym przyjacielu. Ale ja tu miałem nie o tym… Nie ma co ukrywać moi mili, człowiek z czasem dorasta i dojrzewa do niektórych aspektów życiowych. Uczy się i poznaje, doświadcza i smakuje no i takie tam pierdoły. Na szczęście ja to wszystko mam dopiero przed sobą, bo za trzy lata skończę 18 lat i wtedy się zacznie dorosłe pojmowanie świata. Ej! Co to? Kto mi wylał piwo na dresy? Gdzie ja jestem? Co to za kartki papieru? Aha! Wywiad! Kurde, ale miałem piękny sen! Ech… Tak, tak, droga Kasieńko, dziaduniu Maniek zmienił się i rozwinął przez te wszystkie latka, jak cholera. Zarówno jako obywatel i jako muzykant. Nabyłem sporo wiedzy i dystansu na podstawie codzienności, zdążyłem się oswoić z pułapkami serwowanymi przez los. Przeżyłem też wiele przepięknych chwil, naprawdę mam dziś co wspominać. Nie będę się tu wdawał w szczegóły, bo odrobina prywaty każdemu się należy. Nadal jestem maniakiem, wariatem i wesołym typem. Sposób na muzykę i talent się nie zmieniły. Jaki kompozytor kradnę riffy i patenty z wszystkiego, co popadnie, byleby było komercyjne. Jako gitarzysta umiem może zagrać ze dwa dźwięki więcej niż przed 6-ciu laty, choć nie na pewno. Zaś jako wokalista to nadal w studio nagrywa za mnie Nergal z rodziną, a na koncertach wszystko leci z „playbecku”!!! :-)

Image

Maniek

Nim skupimy się na Waszym ostatnim arcydziełku, nie mogę sobie – a właściwie Tobie  :-) – nie pozwolić na małe podsumowanie „Masquerade Of Shadows”. Jak oceniasz ten krążek z perspektywy czasu i nowych doświadczeń? Proszę o kilka konkretnych stwierdzeń :-).

Bardzo lubię ten materiał i jestem z niego naprawdę dumny. Oczywista sprawa, że mógłbym rzęzić, że coś tam mogliśmy zrobić lepiej, bo mogliśmy, tylko co to zmieni? Podjęliśmy ryzyko, o którym już nie raz opowiadałem. Nagraliśmy pełnoczasowy materiał za swoje pieniądze, w profesjonalnych warunkach i mocno wierzyliśmy, że uda nam się z nim zaistnieć. Udało się (choć nie bez przeszkód), a przecież nie musiało. Mój stosunek do „Maskarady…” już chyba nigdy się nie zmieni pomimo tego, że lata lecą. Gdyby dziś przyszło nam nagrać jeszcze raz tę płytę w obecnym składzie, to na pewno miałaby dużo większą siłę rażenia. „Masquerade Of Shadows” to mocny i potrzebny debiut na naszej scenie i to mnie cholernie cieszyło i motywowało do pracy nad jego następcą. To co mogę dziś stwierdzić to, to że debiut spełnił swoją rolę znakomicie! Amen!

Płytowy debiut zapewnił MISTERIA mocną pozycję na scenie, sympatię fanów… Czy posiadasz informacje od wydawcy Pagan Rec. i dystrybutora Koch International, ile szacunkowo sprzedało się i ogólnie rozeszło egzemplarzy „Masquerade Of Shadows”, włącznie z np. darmowymi kopiami promo?

Tego tak naprawę to sa diabeł nie wie! Choć wczoraj dostałem od niego sms`a, że prowadzi dochodzenie w tej sprawie:-)!! Koch milczał (aż współpraca z nimi przestała interesować Tomka i Pagan), stąd nic nie wiadomo na temat ich dystrybucji. Możemy się tylko domyślać na podstawie kilku danych, że łącznie z tym, co rozesłaliśmy sami w formie taśm czy CD-R promo i tym, co rozeszło się przez wydawcę, szczęśliwych posiadaczy „Masquerade Of Shadows” było: … No właśnie – ilu?:-)! Naprawdę nie wiem, a nie chcę wciskać kitu dumnie szastając cyferkami. Jeśli miałby strzelać, to typuję: więcej niż 500, a mniej niż 600? Do dupy z tym! I tak większość poznała nas przez komputerek i nagrywarkę swojego koleżki. Jaki by nie był ten prawdziwy wynik, to i tak by mnie ucieszył! Kup se płytkę :-)! A tak super poważnie, to nagrania MISTERIA ogólnie kiepsko się sprzedają, nie wiedząc czemu. Może za oryginalnie gramy, może za mało komercyjnie, za trudno? Dziwna sprawa, co? Dobre recenzje to nie wszystko! No a MP3 i tak rządzi!!! Fuck! Fuck! Shit!

Tak na oko, jaki procent nabywców albumów MISTERIA i odbiorców Waszej muzyki to metalowcy z zagranicy? Czy otrzymujesz listy, recenzje, propozycje wymiany, prośby o wywiady spoza kraju? Jak komentuje się Wasze granie w tamtejszych webzinach, fanzinach, magazynach poświęconych ostrej muzie?

Sądzę, że niewielki. Może 6,66%? Większe poparcie mamy chyba u raperów z Kenii i fanów country z Meksyku :-)! Trochę odzewu spoza naszych granic było, ale nie widziałem wiele recenzji, bo u nas w kiosku baba nie chce takiej prasy sprowadzać! Kilka wywiadów, trochu wymiany, małe dystrybucje, taki standarcik, żadnej rewelki. Brakuje wydawcy, ale jak doszły do nas wieści, po prostu tamci bossowie bali się podjąć ryzyko wypuszczenia na swój rynek w miarę oryginalnego zespołu z jakiejś tam dziury w Polsce :-)! Nawet słyszałem takie stwierdzenie: „Szkoda, że nie brutalny death albo symfoniczny black”. Rządzicie!!! Sumując te wywody zaznaczę, że wszystkie koncerty zagraliśmy w naszym kraju, więc pozostajemy bandem rozpoznawalnym w Polsce. Proste jak makaron świderki!

„Masquerade Of Shadows” to był rewelacyjny start, a „Universe Funeral” jest płytą jeszcze lepszą, eklektyczną, zaskakującą, oryginalną, żywiołową, świetnie zrealizowaną (pozdrowienia dla Malty!) etc. MISTERIA zdecydowanie doskonali swój odznaczający się fantazją i odwagą styl… Nie dziękuj za komplementy:-), tylko wymień jakie nowe i świadczące o progresie elementy pojawiły się w Waszej muzyce!

Czuję cukier:-)! Poproszę jeszcze sześć kostek dla konia! Dzięx za miłe słowa, pomimo Twego zakazu! Hey! Ho! Jabadaba! Podstawowymi zmianami, niekoniecznie świadczącymi o rozwoju są: brak klawiszy, obniżenie tonacji instrumentów strunowych z „E” do „D”, trochę odmienna technika rozkładania partii gitarowych, „właściwy” bas za sprawą „właściwego” basisty i odważne aranże wymykające się zaszufladkowaniom stylistycznym. Inne novum to np. mój śpiew, inny niż przy okazji debiutu, urozmaicony o nieodkryte wcześniej barwy. Taka muzyka wypełzła z nas zupełnie naturalnie, bez robienia czegoś na siłę i to mnie najbardziej w kształtowaniu stylu MISTERIA zawsze radowało. Trzeba przecież podnosić poprzeczkę, bo inaczej wszystko traci sens. A więc? Nakurwiaaaaaććć!!! Poproszę jeszcze o cukier:-)! (Malta Ty Myszo!)

Na potrzeby (konceptu?) „Universe Funeral” przybraliście – podobnie jak, pozostając w tej samej wytwórni, uczynili to kiedyś panowie z LUX OCCULTA – tajemnicze pseudonimy… „Chaos”, „Phobia”, „Fear”, „Grave”. Jaka jest ich geneza, głębszy sens i związek z okładką, szatą graficzną, lirykami, przesłaniem albumu? Czy miałoby coś wspólnego z jakąś nowomodną (inną niż ta klasyczna  :-)) koncepcją czterech żywiołów, które rządzą światem i ludzkością? Wiesz, na początku był chaos, życie człowieka jest niszczone przez strach i fobie, a i tak wszyscy skończymy w grobie… A wszechświat dogorewa zatruwany przez ludzi :-).

Ładnie! Podoba mi się Twoja interpretacja. Dobrze kombinujesz! „Universe Funeral” to koncept, ale nie uważam, że jest to nowomodne czy coś. Wszystko miało za zadanie urozmaicić płytę, podkreślić pewne elementy i zmusić do zainteresowania. Udało się! Dlatego o to pytasz. Gdy szukałem odpowiedniego sloganu zamykającego napisane teksty, nie wiedziałem, że pojawią się dodatkowe pseudo. Lecz gdy wpadłem na hasło „Pogrzeb Wszechświata” i upewniłem się w tym, że jest ono idealne, od razu do bani wpadły mi te cztery słowa: chaos, fobia, strach i grób – to elementy odpowiedzialne za stworzenie pogrzebu, o którym mówi płyta. To sprawcy tego zamieszania i nieodłączni kompani w tej krucjacie. Stwierdziłem, że to może być niezły patent i użyliśmy owych ksywek. Nie są to stałe pseudo, użyte zostały tylko i wyłącznie dla potrzeb tego albumu, więc nie wiecie, czego można się spodziewać po nas w przyszłości :-)!!! (ten śmiech powinien mieć barwę starego, grubego orga – może być Shreek). Aha! Uważam, że pseudonimy zajebiście współgrają z fotkami z wkładki da CD! Ot co!

Wspólnym motywem „Masquerade Of Shadows” i „Universe Funeral” jest kontynuacja „Folkiena” w postaci części II pt. „Funeral”. Teksty obydwu utworów łączy wykreowana przez Ciebie postać i stworzona legenda. Jaka bajka Cię zainspirowała? A może po prostu takie scenariusze pisze smutna, barbarzyńska rzeczywistość, np. Wydarzenia w Iraku?

Na pewno główną inspiracją w tym przypadku jest nasza kochana rzeczywistość. Ja jednak postanowiłem opisać ją poprzez części „Folkiena” w sposób nieco bardziej prastary, baśniowo-legendowy. Nie przypadkowo samo imię głównej postaci brzmi, jak brzmi, a i podkład muzyczny nie jest wielce typowy dla metalowej braci. Stworzyłem swoją własną opowieść, bo pozazdrościłem Tolkienowi jego pierścionków:-). Każdy z rozdziałów nie posiada konkretnego zakończenia i dlatego łączy się z następnym. Mogę Ci zdradzić, że będę kontynuował historię Folkiena. Mam już skomponowane gitary i napisany tekst do kolejnej odsłony, która będzie nosić tytuł „Awakening”. Nieźle co:-)?

„Universe Funeral” to ponownie dawka eklektycznej muzyki nasyconej folkiem, w którym trochę siedzisz. O ile wiem, fascynuje Cię HEDNINGARNA czy fińska VARTTINA. Tego typu zespoły rules  :-)? Masz jakieś ulubione płyty folkowe?

Tak. Teraz siedzę wygodnie w fotelu, ale nie bój nic, zaraz przesiądę się na folk:-). Przyznam się, że już dawno nie szperałem za czymś nowym w tej odmianie muzy, z prostej przyczyny: HEDNINGARNA rządzi!!! Nie muszę się już wsłuchiwać i szukać inspiracji wśród kapel folkowych, bo jakoś tak mi się stało, że tego rodzaju dźwięki wychodzą spod gryfu mojego pudła zupełnie same, jakby na zawołanie. To pewno wpływ wszechmocnego pana naszego – Folkiena :-)! Po prostu gdzieś tam wewnątrz mnie siedzą zamknięte nuty z podań ludowych, a ja je stopniowo uwalniam i przemycam do swych kompozycji. Na pewno w przyszłości usłyszysz jeszcze w naszej twórczości i to nie tylko mojego autorstwa kilka wstawek z omawianej dziedziny. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że nowe utwory (nie tylko „Folkien”) oprócz tego, że będą kurewsko mocne, będą posiadały ten pierwiastek etniczny, ale o tym to się w odpowiednim czasie przekonasz na własne uszy. A ulubione płyty to: „Kaksi”, „Tra”, „Hippjokk” oczywiście zespołu HEDNINGARNA oraz „Vittrad” z repertuaru GARMARNA.

Image

Surowy

Moim zdaniem ta cała subkultura i poniekąd sposób życia metalowców najpierw słuchających black metalu i poprzez lekturę poznających mitologię skandynawską czy germańską jako bazy do poszukiwania swej tożsamości i korzeni Norwegów lub Szwedów, tworzy grunt, który wykształca własną muzykę: „reanimowany” folk. Jak u Ciebie wygląda sprawa początków tych neofolkowych zainteresowań? Nie chodzi mi tylko o muzykę, ale też o ideowość czy też ideologię…

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, jeziorami, bagnami, sklepami z bronią i plantacją sztucznych łechtaczek była sobie chatka na rybiej łapce, a przed tą chatką, na kamieniu w kształcie trzeciej płyty zespołu ANCIENT siedział chłopiec podobny do siebie i wydawało mu się, że kiedyś był wikingiem, indianinem lub rycerzem okrągłego jak pentagram stołu. Ja bynajmniej tym chłopcem nie jestem, bo u mnie wzięło się to praktycznie znikąd. Zawsze podobały mi się dźwięki akustycznej gitary, bębnów, fujarek, drumli, skrzypiec, jakieś kobzy i super dziwnych swojskich instrumentów. Nie jednak na tyle by się oddać w 100% tym przytupankom i zostać muzykantem w kierpcach i skórzanej spódnicy. Kiedyś pracowałem w sklepie muzycznym i ktoś do nas przysłał katalog firmy „Open Folk”. Zamówiliśmy kilka pozycji i po prostu przesłuchałem to i tamto, no i spodobał mi się. W muzyce folkowej można wyczuć pewien pogański powiew kultowości i tajemnicy, a to mnie też w jakimś stopniu zainteresowało. Nigdy jednak nie wystrugałem sobie z pieńka drewnianego bożka, nie składałem mu ofiar w postaci żółtego sera z TESCO, nie biegałem z dzidą po lesie z liściem zamiast gaci i nie siłowałem się na łapy z niedźwiedziem czy innym łosiem. Wracając do muzyki, to metal zawsze był, jest i będzie na pierwszym planie w mojej muzycznej fascynacji. Mam nadzieję, że coś z tego zrozumiałaś?

„Funeral – Folkien Part II” został odegrany akustycznie. Wykorzystaliście też egzotycznie brzmiącą, aborygeńską tubę didgeredoo (która pobrzmiewa również na materiałach np. GEONOSIS, ale to już jest zupełnie inny świat muzyczny) itp. Preferujesz żywe instrumenty? Dlaczego? Swoją drogą, na „Universe Funeral” muzykę odsączyliście z klawiszy, których zresztą i tak nie używaliście na koncertach…

Zdecydowanie wolę żywe instrumenty od jakiś truposzy zaprogramowanych w ślicznych pudełeczkach wymyślonych przez jebanych leniuchów, którym się nie chciało grać albo nie potrafili. Wyobraź sobie, że idziesz na koncert, na którym na scenie stoi jeden gej i czternaście komputerków. Gej klika myszką i od czasu do czasu macha swoją banią, a z głośników napierdala ściana bębnów, gitar, basu, wokali, klawiszy, trąbek i jeszcze orkiestry symfonicznej. Cacy? Nie dzięx! Bleeeee…!!! Sorki, odbiło mi się mielonym. „Dzidzi” jest złowrogie i na pewno jeszcze z niego skorzystamy, a i nie omieszkamy nie plumknąć na innych okrutnych cudeńkach. Wracając jeszcze na sekundy trzy do tematu „żywych”, to zdradzę Ci, że 90% moich patentów powstaje na starej akustycznej gitarze (która nawet lekko nie stroi!:-)). Jak też słusznie wyszpiegowałaś, nigdy nie zagraliśmy sobie z klawikordem na naszych sztukach. Stwierdziliśmy, że parapet stał się zbędny i że wcale go nie brakuje w naszych kompozycjach. Materiał zawarty na „Universe Funerel” jest wystarczająco „pełny” i nawet nie staraliśmy się upychać tam dodatkowych podkładów. Tyle.

Wielkie wrażenie robi na mnie utwór „Scorn”, w którym notabene pojawia się kontrabas – ma zajebistą siłę! Buntowniczy feeling i wokal przypominający Hetfielda – może stąd recenzenci wskazują na trash’owe elementy w twórczości MISTERIA? Poza tym obniżyliście strojenie gitar tak, że brzmią ciężej, w mniemaniu niektórych thrashowo (np. w instrumentalnym (!) „Modern Immortal Past”)…

Zgadza się! Dodałbym jeszcze, że czuć, iż w tym utworze siedzi „zło”! „Scorn” powstał w zajebiście spontaniczny sposób. Przed nagraniami była praktycznie sucha linia gitary, te transowe bębny oraz pomysł na wokale. Reszta to wynik improwizacji pod wpływem studyjnego amoku. Kontrabas czy trójkąt musiały zaistnieć w tym kawałku, bo akurat były przypadkiem pod ręką :-). Kilka osób zwróciło uwagę, że w niektórych momentach na „Universe Funeral” śpiewam manierą podobną do mr Hatfielda. To dla mnie komplement, bo to świetny śpiewak, ale nie starałem się go specjalnie naśladować. Co do trash’owych naleciałości, to muszę się zgodzić z takowymi opiniami, bo tu i tam słychać elementy zainspirowane tym stylem gry. I dobrze. Słucham różnej muzy stąd kompozycje nie są, że tak powiem, jednowarstwowe.

Inny mój faworyt: „Katharsis”, to znów przenikanie się stylów i motywów muzycznych: pokombinowany death/grynd w intro tej kompozycji, która niespodziewanie przechodzi w spokojny, psychodeliczny, ciemny utwór z gitarami ala Nergal, by później zmienić się w coś podobnego do TYPE O’NEGATIVE: wokal bliski manierze P. Steele’a, poetycko-perwersyjna, balladowa muza; a na koniec nastrój znowu gęstnieje i zaczyna się death/black młócka… Co Ty na to:-)?

Skoro tak to widzisz, to nie mam wyjścia i zgodzić się z Tobą muszę, bo inaczej na idiotę wyjdę i przy okazji mogę rozczarować Twoją wyobraźnię, co w konsekwencji doprowadzić może do samookaleczenia galaretką, trwałego uszczerbku na psychice lub samobójczych ataków na swoich sąsiadów. Nie rób tylko krzywdy Nerowi albo Piotrowi i jego typom. Wysoki sądzie, ja naprawdę nie chciałem jej sprowokować, wydawała się taka spokojna, normalna i dobra. Podobno pomagała staruszkom przejść przez ulice, karmiła gołębie, nawet chciała kiedyś zostać pielęgniarką w domu kultury przerobionym na szpital. Nie mam z tym nic wspólnego, nie wiem, kto jej przynosił te okropne kasety i płyty. Nie wiem, skąd miała piłę mechaniczną… Nie wiem…

Na „Universe Funeral” znalazła się bardzo efektowna przeróbka „Cremation”… Ale także pierwsze nuty „Vision And Memories” kojarzą mi się z KING`iem DIAMOND`em (oraz BATHORY). Tak więc muzyka MISTERIA ma swoje odniesienie nie tylko do death i black metalu lat ’90, folku czy thrash’u, ale również do albumów rozwijających się wokół jednego tematu…? Np. MERCYFUL FATE pewnie też lubisz?

Jak już nieraz wyznałem, nigdy nie ograniczaliśmy się do słuchania jednego określonego muzycznego stylu. Inspiruje nas wiele rzeczy, wiele odmian metalowego łojenia (i nie tylko), stąd zapewne taki rozmach stylistyczny w utworach MISTERIA. Przyznam się, że nie jestem wielkim fanem dokonań ani DIAMOND`a ani MERCYFUL FATE. Mam chyba do niego większy szacunek niż do muzyki, jaką wykonuje w obu kapelach. Zdziwiona? Z propozycją przeróbki „Cremation” wyszedł Paweł, bo to on od zawsze był czcicielem KING`a. Spodobał nam się ten numer, bo jest naprawdę dobry i wzięliśmy go na warsztat. Ot cała historia. Natomiast cieszy mnie to niezmiernie, że tyle różnych tematów i odniesień do muzycznej przeszłości dostarczamy słuchaczom, czasami zupełnie przypadkowo. Coś w tym musi być. Szatan.

Image

Nowy

Kolejne nieustanne pytanie o covery… Jakie kultowe utwory (może bardziej znaczące dla Ciebie niż dla typowego metalowca, który będzie oczekiwał raczej interpretacji „Angel Of Death” albo „Raining Blood”) chciałbyś bądź zamierzasz wziąć z zespołem na warsztat? Wymień 10 takich kompozycji, które uwielbiasz, zmieniły Twoje podejście do muzyki, uczyłeś się na nich grać na gitarze, chętnie wykonywałbyś na żywo lub umieściłbyś na płycie…

Dobre pytanie. Popuśćmy w nim jednak wodze fantazji, bo nie wszystkie utwory, które uwielbiam odważyłbym się wziąć w przeróbkę, bojąc się najzwyczajniej ich profanacji. Pieprzony czas też ogranicza takie wędrówki, ale zamiast ględzić zajmijmy się selekcją. Myślę, że mogłoby to wyglądać tak: ze staroci: SLAYER „Black Magic”, VENOM „Countess Bathory”, METALLICA „Creeping Death”, fajno by było złoić MORBID ANGEL „The Lions Den”, DEICIDE „Lunatic Of God’s Creation”, DEATH „The Philosopher”, CARCASS „This Mortal Coil”, EMPEROR „Curse You All Men”, DISSECTION „Where Dead Angels Lie”, TESTAMENT „True Believer…”, MARDUK „Bleached Bones”, PANTERA „I’m Broken”, MACHINE HEAD „Davidian”, FEAR FACTORY „Replica” – rozpędziłem się. Niegłupio mógłby wypaść któryś kawałek zespołu HEDNINGARNA w naszej wersji. Głupio by było poszaleć przy przeróbkach motywu BENNY HILL`a lub „Różowej Pantery”. Ehh, nie lubię, jak muszę wybierać w ten sposób ,więc dawaj „nekst kłeszczyn”.

„Universe Funeral” zamyka Wasza wersja głównego motywu z filmu „Pulp Fiction” i jest to zarazem swoisty prezent dla wiernych fanów, którzy szaleją przy tej, swoją drogą wykonywanej z wielką brawurą, kompozycji na koncertach. Poza tym, jako że MISTERIA jest grupą bardziej płodną:-) niż pozwalają na to warunki nagraniowe czy wydawnicze, także już podczas promocji „Masquerade Of Shadows” prezentowaliście parę innych utworów, które znalazły się na drugiej płycie. Jakie przeboje z całego dorobku zespołu najlepiej się sprawdzają na żywo, do pogowania, śpiewania:-)?

„Pulp Fiction” to faktycznie gratisik dla maniax, dodatkowo sprytnie ukryty na „Universe Funeral”. Nie ma tego kawałka w spisie utworów zarówno na CD jak i MC. Po „Cremation” następuje 3,33 min. przerwy i wskakuje omawiana piosnka. Nie wszyscy to odkryli po pierwszym przesłuchaniu. I o to nam chodziło, bo miło od czasu do czasu kogoś zaskoczyć. Jeśli chodzi o przeboje, to największy aplauz tłumu zawsze wywołują: „Jolka, Jolka”, „Ballada o smutnym skinie”, „Parostatek”, „Dary losu”, „Zostańmy razem”:-). A tak poważnie, to numery MISTERIA bronią się na żywo, choć nie są prościuteńkie w odbiorze, szczególnie gdy ktoś wcześniej nie miał okazji z nimi obcować. Zdecydowanie największą siłę przebicia ma „Masquerade Of Shadows”, dobrze radzi siebie „The Lost”; w umysłach fanów zadomowiły się już „Vision And Memories”, „Katharsis”, „Forever… Beautiful… Dead Smile”, „Bashfully Deformed (Phobia)”, covery – wiadomo, nieraz „Folkien” śpiewany jest przez ludków, gdy puścimy go jako „intro”, a u nas w Rzeszowie wciąż pamiętają „Promo`98”.

Wiesz, jedna z moich ulubionych kompozycji MISTERIA to „Demon Of Dream” z „Masquerade Of Shadows”, która niestety chyba wcale nie brzmi na koncertach, nad czym ubolewam:-). Dlaczego jej nie wykonujecie? Czy jest w niej coś, czego już nie potraficie zagrać:-)?

O kurde, to fakt. Już od kilku latek „Demon” nie zabrzmiał ani na żywca, ani na próbie. Nie wiem, dlaczego padło na inne utwory, jeśli chodzi o natężenie ich promowania. Być może wpłynęły na to składanki, na których znalazły swe miejsce „Masquerade Of Shadows”, „Lady Of Chaos”, „ The Lost” – te właśnie numery z pierwszej płyty zawsze umieszczaliśmy w swoich setach. Później szybko włączyliśmy do zestawu covery i nowe kawałki i jakoś niechcący zaniedbaliśmy „Demon Of Dream” i „Battle Cries”. Na pewno wpływ na tę sytuację miał też ograniczony czas naszych występów, bo nie zawsze mogliśmy sobie pozwolić na pełnoczasowy show, jako debiutanci supportujący inne bandy. Jak zapewne wiesz, nasze pieśni nie są zbytnio krótkie i by załoić 25 czy 30 minutowy gig, musieliśmy wybrać średnio pięć z nich. Ale nigdy nie mów nigdy! Może kiedyś odkopiemy „Demona”? Przyznam, że Twoje pytanie zmusiło mnie do sięgnięcia po wiosło w celu samosprawdzenia swej pamięci. I wiesz co? Jest dobrze! Na szczęście potrafię zagrać partie gitar do tego utworu. Nawet wpadł mi patent na jego lekką przeróbkę. Ale zostawmy to na razie, bo nie skończymy wywiadu.

Powiedz mi, co bardziej decyduje o doborze repertuaru koncertowego – Wasze własne upodobania i sympatie, reakcje i aplauz widzów, przymus zewnętrzny i względy marketingowe , nastrój i zachcianka? A tak przy okazji, nadal traktujesz kapele przede wszystkim jako pole samorealizacji czy też dominująca staje się chęć dawania radości słuchaczom?

Po prostu wybieramy numery, które wspólnie czujemy najlepiej, mamy je najbardziej ograne i ćwiczymy je regularnie na próbach. Są to zazwyczaj sprawdzone kawałki, zahartowane w bojach koncertowych. Ustalamy wcześniej set, wiedząc na jakiś czas przed występem, ile możemy poświęcić mu czasu i trenujemy w garażu. Nigdy nikt za nas nic w tej kwestii nie ustalał i niech nawet nie próbuje, bo samodzielne z nas sukinsyny, nie potrzebujemy ogłaszać konkursu na temat: „Jaki hymny chciałbyś drogi fanie usłyszeć na koncercie za dwa tygodnie?”. To mi śmierdzi jakiś audiotele. Z drugą częścią pytania to nie mam problemu, bo choć przede wszystkim stawiam na samorealizację i radość jaką daje mi samo granie, to jednocześnie jestem słuchaczem i fanem muzyki i dają niejako sam sobie produkt, który kurewsko mnie rajcuje. Choć kieruje się tylko i wyłącznie swoim jebanym gustem, to zdaję sobie sprawę z tego, że to będzie „coś” i znajdzie kilku odbiorców, więc nie mogę stwierdzić, że fani mnie nic nie obchodzą. Gdyby było inaczej, nigdy nie starałbym się o rozpowszechnianie swojej muzyki poprzez płyty, taśmy czy koncerty. Trochę namieszałem, ale chciałem być wobec wszystkich szczery, a nie jak masa kłamców, którzy bredzą, że grają tylko dla siebie samych, a gdy przeczytają w kolorowym magazynie swoją recenzję lub ktoś podejdzie do nich po koncercie z gratulacjami, biegną do najbliższego klopa i trzepią gruchę przed lustrem, robiąc dumne miny. Fakof! Wybacz, że odbiegłem nieco od właściwego tematu tego pytania, ale jakoś przy okazji tak popłynąłem :-). Kapito?

Image

MYSTERIA w nowym składzie

Powspominajmy teraz tak ważne wydarzenie jak udział MISTERIA na Metalmanii… Jakim sposobem na scenie Metal Mind znalazły się też grupy ze stajni Pagan i Empire? Obyło się bez rozlewu krwi?

Po prostu każdy zespół miał osobną klatkę, w której był zamknięty przez cały festiwal, a wypuszczano go tylko na czas własnego występu! Oczywiście żartuję, bo trochę śmieszne to Twoje pytanie. Znamy się z różnymi załogami i nie jest istotne, dla kogo, kto wydaje (przynajmniej dla nas). Wszystkie zespoły z małej sceny miały wspólną garderobę, która na końcu się popsuła (bynajmniej nie wynikało to z wojem między grupami :-)). A jakim sposobem na Metalmanii grały hordy z Pagan i Empire? Zapytaj samego bossa Metal Mind. Na pewno krzywdy przez to sobie nie wyrządził, reklama jest potrzebna. To ciekawe i godne (nawet) naśladowania posunięcie, dodatkowo uatrakcyjniające i urozmaicające sam spęd. Jak widać, przyjęło się, bo w tym roku ma być [było…] podobnie. Zyskują na tym zespoły, zyskują na tym fani. My korytarz „Spodka” mamy zaliczony i teraz atakujemy główną scenę!!! Mopy w garść! I szorujemy:-)!!!

Jak się grało Wam i innym zespołom na tym festiwalu? Czego tam brakowało i jaki są zarzuty pod adresem organizatorów? I jaki był, Twoim zdaniem, sens wystawienia małej sceny. Osobiście miałam wrażenie, jakby odbywała się jakaś próba w miejscowym garażu, a nie koncert w ramach dużej imprezy. Muza się dusiła i ludzie chyba też – to było ściśnięcie dźwiękowe i przestrzenne:-). Widziałam tylko MISTERIĘ, ponieważ nie chciało mi się niczego innego oglądać. A może się postarzałam i przyzwyczaiłam do luksusów:-), zapominając, że rodowód metalu jest podziemny?

Zawsze koncerty dużo lepiej wychodzą w piwnicach niż na korytarzach:-)!!! Nam się grało nawet spoko, bo przed naszym występem na małej scenie była dosyć długa przerwa, więc mieliśmy czas, by się na spokojnie zainstalować, bez nerwowego biegania z kablami: „bo już wam czas płynie”. Dodatkowym plusem było to, że mieliśmy szczęście, bo gdy my zaczynaliśmy występ, na dużej scenie właśnie zakończył swój set MARDUK i na tamtych dechach wtedy nic się nie działo, więc ludzie przyszli kuknąć, co za band tak hałasuje. Dźwięk i światła to już niestety okolice porażki, ale i tak warto było się tam zaprezentować. Główny zarzut jest taki, że skoro się robi coś takiego jak mała scena, to pasowałoby o nią bardziej zadbać, a tak to wyszło, jakby wszystko zostało zrobione „na odwal”. Ale właściwie można się było tego spodziewać, bo takie rozwiązanie z dwoma scenami to w naszym kraju to jeszcze dziewicza kwestia i łatwo o amatorkę. Sumując, brawa za podjęcie takiej decyzji, baty za wykonanie. Liczę na to, że w przyszłości i ten aspekt ulegnie zmianie na „+”. Na pewno będzie lepiej. Powodzenia. Aha!

A plusy tamtej Metalmanii to…? Wymień je, opisz i rozwiń swoją wypowiedź w postaci kilku zdań wielokrotnie złożonych :-). Była to chyba okazja do zdobycia cennych doświadczeń, ostrzeżenia, jakich błędów należy unikać w przyszłości, nawiązania kontaktów, spotkania z personami z branży, porobienia fotek ze sławami etc.? I na pewno posiedzieliście i pogadaliście sobie w gronie koleżeńskim nad butelką czegoś z voltami :-)…

Plusy? Wyjazd za friko!!! Oczywiście kolejne potrzebne doświadczenie w naszym dorobku, możliwość podpatrzenia, jak to robią profesjonaliści i dobra impreza! Oczywiście spotkało się mnogo osób, z którymi kontakt nie jest zbyt częsty z powodu dzielącej nas odległości i była to wyśmienita okazja do zamienienia kilku zdań i powspominania starych dziejów. Fotek nie robiłem ze sławami, bo co innego mi w bani wtedy szumiało :-). Jeśli zaś chodzi o ostrzeżenia, to trzeba uważać, by nie zasnąć jako pierwszy w upojeniu %, szczególnie jeśli ktoś ma pod ręką markera (Świnia, ty coś o tym wiesz, chcieli cię przerobić na murzyna :-)). Zapomniałbym o voltach, których mój organizm wsiąknął tyle, że aż się zepsuł:-)! Hail dla Długiego! (Tato!!!):-). Trzeba z umiarem łykać wódę z gwinta, gdy się ten proceder uprawia z zespołem AZARATH. No i nie wolno stukać się na brzuchy z panem „D”  :-) (chyba że jest się postury Mittloffa).

Mańku! Jesteś zdolnym kompozytorem, wszechstronnym muzykiem. Czy umiałbyś zrobić album tylko death, black lub thrash metalowy (wiesz, jednorodny gatunkowo)? Byłbyś w stanie zdobyć się na taką samodyscyplinę i wyciszenia innych inspiracji, np. na prośbę bardzo wypłacalnej wytwórni? Potraktuj to jako muzyczne wyzwanie albo transakcję handlową:-)…

Dzięx za komplementy! Ehh… Gdybym tylko miał na to czas, to chętnie podjąłbym się takiego zadania. Myślę, że dałbym radę patrząc na patenty, które lądują w szufladzie. Na pewno potraktowałbym to jako wyzwanie i solidnie przyłożył się do roboty, otrzymując za wynagrodzenie czy to pięć płyt czy czek z kilkom zerami :-)! Niestety z powodu braku czasu muszę dać sobie spokój z podobnymi eksperymentami, a szkoda, bo mogłoby to być fajne doświadczenie. Groszem też specjalnie nie śmierdzę, więc wysyłajcie swoje oszczędności na moje konto. Z góry dzięki! :-)

A nie byłoby wygodniej rzucić to wszystko w pizdu:-)? Nie myślę o graniu samym w sobie, ale konkretnie o metalu. Przecież 3/4 metalowych zespołów to jakaś światowa piąta liga i tego nikt w Polsce nie słucha! O tym się tylko pisze! Poza tym 3/4 metalistów onanizuje się przy DIMMU BORGIR i próżnie obnosi się z metalizmem po okolicznych knajpach. Zresztą słuchacze tej muzycy to generalnie nastolatkowie. To Twoja, kapel typu MISTERIA publiczność. Nie mierzi Cię czasem taka rzeczywistość? Sprowokowałam Cię:-)?

Och! Kasieńsko! Myślisz, że jak wspomnisz o „pizdu” i „onanizmie”, to tak łatwo mnie sprowokujesz :-)? Z Twojego pytania wnioskuję, że Ciebie mierzi od czasu do czasu to, jak dzisiaj tzw. środowisko metalowe wygląda i w jakiej jest kondycji (chodzi o całokształt, scenę, fanów, szczerość itd.). I co? I nic. Dalej ciągniesz ten wózek, bo kochasz to, co robisz i nie jest prosto jebnąć nim z mostu do rwącej rzeki, odciąć się i szybko zapomnieć. Podobnie jest ze mną, masą innych muzyków i ludzi z podziemniej branży. Dajemy radę, bo tak nam dyktuje serducho Choć mózg czasami wysyła sygnały „s.o.s”: olewamy to, bo wolimy być lekko postrzelonym rock`n`roll`owcem niż ułożonym i grzecznym lalusiem śpiewającym szanty na swoim jachcie). Choć z drugiej strony pewnie dziś łatwiej znaleźć ułożonego i grzecznego metalowca niż lalusia na łodzi:-)! Tak mi się jakoś przykładem sypnęło. Jak widzisz, chyba nie dla mnie ani dla Ciebie te wygody i luxus. Może kiedyś:-)?

Image

Pała

Kilka miesięcy temu na okładce „Newsweek`a” znalazło się zdjęcie, na którym było zbliżenie twarzy podobnego do Ciebie młodzieńca:-). Tak zilustrowano artykuł „Młodzi gniewni”… Nasuwa mi się pytanie, jak dzisiaj, kiedy od lat modne jest skracanie fryzur i wyrzucanie spranych koszulek z makabrycznymi nadrukami, odróżnić metalowca od blockersa (czyli miłośnika NEW KIDS OD THE BLOCK :-))? Bo identyfikowanie się poprzez noszenie skóry, glanów, pentagramów, czarnych ubrań zanika i jest przejawem pozerstwa. Jak to jest z poczuciem przynależności do (subkultury) metalowców? I czy zwykły Waldek z sąsiedztwa, który piratuje mp3 i boi się wyjść z domu, bo ma pryszcze, może być Twoim kumplem :-)?

Mam nadzieje, że spodnie dresowe nie zagoszczą na stałe w gaderobie przeciętnego metala (choć pamiętam jak kiedyś takie zespoły jak KRABATHOR czy nawet VADER grały koncerty i ochoczo pozowały do zdjęć w qultowych czarnych dresach ze swoim logo :-)). A tak poważnie, to dziś postrzegam kwestię wyglądu inaczej niż w przeszłości, z różnych przyczyn. Jedną z nich jest na pewno to, że od ponad siedmiu lat chodzę do pracy, w której nie mogę sobie pozwolić na paradowanie przez cały tydzień w koszulce MORBID ANGEL. Natomiast nadal w mojej szafie większość odzieży posiada czarny kolor, co się już chyba nigdy nie zmieni. Można mnie też przyłapać w innych barwach, ale ja tego nie postrzegam jako zdradę:-). Inny bajer to włosy, które ja skróciłem do zerowej długości, przez co nie każdy obywatel widząc mnie myśli, że na pewno należę do tych „szatanistów”:–). Według mnie ważniejsza jest dusza i serducho niż sam wygląd na co dzień. Oczywiście miło by było mieć dużo forsy i nic nie robić, tylko paradować po mieście w pełnym ekwipunku, co 30 min. zmieniając „tis” na bardziej okrutny. Sumując, Walduś nie byłby moim super kumplem, ale nie wykluczaj ewentualności, że mógłby być takim samym „metalem” jak co drugi młokos, który ma na plecaku naszywkę np. z pentagramem. A kuknijmy jeszcze na sekundę na koncertowe deski, na którym stoi blondyn z NILE! Jak on wygląda? Niejeden ortodoksyjny metal rzuciłby pawia, gdyby był głuchy, bo gdy ten facet zaczyna nakurwiać na swojej gitarce, to wyrywa z bucików, oj wyrywa. Co drugi przebieraniec powinien mu nosić sprzęt.

Powracając do twojego zespołu, jak wspominasz – w obliczu ostatnich zmian, jakie zaszyły w MISTERIA (o czym zaraz porozmawiamy) – wspólne próby, koncerty, sesje nagraniowe, imprezy towarzyskie z chłopakami? Jakie zdarzenia z historii zespołu najbardziej utkwiły Ci w pamięci, a pytam nie tylko o sukcesy i przyjemne chwile, a także o jakieś przykre epizody, które można uznać za zwiastun obecnej sytuacji, personalnego rozłamu…

Wspomnienia są (i pozostaną na pewno w mej pamięci jeszcze długo) jak najbardziej pozytywne. Nie żałuję niczego, czego wspólnie przez ten czas dokonaliśmy, bo po prostu dobrze żeśmy się ze sobą bawili. Zaliczyliśmy sporo niszczących chwil i doświadczeń, nie zwracając na wiele spraw należytej uwagi, a szkoda. Przeszłość jednak jest przeszłością i nie będę się nad nią rozwodził, bo o wiele bardziej interesuje mnie chwila obecna i na tym wolę skupić swoją energię. Cofając się jeszcze na chwilę w czasie, to z historycznych dziejów MISTERIA w mej głowie na zawsze pozostaną chwile, kiedy nagrywaliśmy w studiu, podpisywaliśmy papiery, by kilka miesięcy później trzymać w łapskach swoje CD. Graliśmy koncerty i dostawaliśmy odzew od słuchaczy, że podoba im się to, co tworzymy. To wszystko strasznie nas jarało, bo staliśmy się częścią sceny. Oczywiście, jak w każdym środowisku, które skupia jakąś grupę ludzi, zdarzały się też przykre momenty i nieporozumienia, ale później zawsze wszystko obracaliśmy w żart (co być może było wtedy błędnym posunięciem). Nie ma co więcej gdybać i pierdolić. Życie jest pełne niespodziewanych zwrotów akcji (jak filmy Davida Lyncha) i trzeba być gotowym na każdą sytuację, niekoniecznie milutką i fajną. Nie jest też łatwo podjąć trudną decyzję, nawet gdy się jest przekonanym w 100% o słuszności swojego wyboru. Ale zawsze trzeba konsekwentnie brnąć do przodu, gdy się w coś wierzy i czemuś poświęca część siebie samego. Zacisnąć zęby, zapłacić cenę za swoje czyny i uparcie dążyć do celu. Inaczej traci sens to, co robimy i lepiej zając się czymś zupełnie innym. O mnie możesz być spokojna, bo jeszcze nie mam zamiaru zanieść gitary do komisu. Idę za to zanieść butelki do sklepu na wymianę . Zdrówko!

Image

G.R.A.B.A.Ż

No właśnie! Niestety MISTERIA nie ma już racji bytu :-(, a przynajmniej nie w takiej formie i składzie osobowym jak dotychczas. Mańku mój najdroższy, wyspowiadaj mi się pobożnie , jak to się stało, że się Wam rozstało? Właściwie kto odszedł od kogo i gdzie nastąpił ten podział? Wieści na ten temat są sprzeczne lub niejasne (np. informacja podana w którymś katalogu Pagan`a była nieprawdziwa, a nie widziałam tego oświadczenia, które mieliście razem podpisać), a Ty sam długo na ten temat w ogóle się nie wypowiadałeś. Tak więc dlaczego tak naprawdę grupa się rozsypała? Zapewne, jak zawsze w takich okolicznościach przyrody, przyczyn było wiele, warunkowały się wzajemnie i zbiegały w czasie… Co przede wszystkim Ciebie skłoniło do takiego radykalizmu? I opowiedz skomplikowaną historię Grabaża…

Nie mów „właśnie”, bo Cię szatan siarką trzaśnie:-)! No tak, narobiło się wokół tego wiele niejasności i plotek, ale żadne info nie pochodziło bezpośrednio ode mnie, bo ja postanowiłem w tej sprawie nie panikować i jakiś czas odczekać, zdając sobie sprawę, że gniew i pośpiech nie są dobrymi doradcami. Zapewne wiele osób było zdziwionych moją postawą i myśleli, że dałem sobie spokój i przepadłem, skoro nie było widać moich komentarzy. Mam nadzieję, że ci sami „niewierni” już wkrótce mocno się zdziwią, ale o tym później. Być może moje milczenie było błędem, ale co tam, przecież tego nie cofnę, jakoś bardziej zależało mi na pracy z nowym składem. Błędy się popełnia – nie pierwszy i nie ostatni raz. Na pewno też sami fani poczuli się zdezorientowani, zaniedbani i być może ciężko będzie odzyskać ich zaufanie. Ja po prostu zamiast pierdoleniem, zająłem się muzyką, bo ona w tym wszystkim jest najważniejsza i powinna się obronić. Wiem, że nie wszyscy to zrozumieją. Trudno. Prawda jest taka, że ja nigdy nie odszedłem od zespołu!!! To bzdura! Zdecydowaliśmy z basistą Nowym, że musimy coś zmienić w MISTERIA, bo będzie kiepsko. Następstwem tej decyzji było to, że (najprościej mówiąc) wywialiśmy z kapeli perkusistę Pawła i gitarzystę Grabaża. Powód był tylko jeden: „umiejętności”! Po prostu nie widzieliśmy z tamtym składem przyszłości. Zapewne dla niektórych jest to kurewsko niezrozumiałe, ale stało się. My na pewno tego nie żałujemy. Nie spodziewaj się, że będę teraz pluł i oczerniał byłych muzyków. Nic z tego. Nie myśl też sobie, że ja i Nowy jesteśmy jakimiś jebanymi narcyzami, zapatrzonymi w swoje łyse banie ! Nie jesteśmy mistrzami gryfów, żadnymi wirtuozami czy coś w tym stylu. Uważamy się za przeciętnych grajków, ale jednocześnie potrafimy na żywo odtworzyć muzykę, jaką graliśmy w studio, no i rozwijamy się podnosząc swoje umiejętności, doskonaląc warsztat. Niestety innym tego brakowało. Na szczęście Grabaż odnalazł swój talent i szlifuje go teraz z zapałem. Szlifujemy go wspólnie na próbach. Co? Nic z tego nie rozumiesz? :-) No to uważaj! Grabaż po jakimś czasie od, nazwijmy to „konfliktu”, wykonał wielki „come back” i znalazł swoje miejsce w naszym świeżym składzie, ale nie jak to bywało dawniej na stanowisku gitarzysty. Zapytasz: „to co on teraz robi?” A ja powiem: „nakurwia” :-). Teraz jego działka to rury, kotły i bongosy. Nie zrozumiesz, dopóki nie zobaczysz na koncercie. Aktualnie trenujemy i aranżujemy (również stare) utwory na próbach. Jak wszystko dobrze wyćwiczymy, to będzie masakra! Znowu się zagalopowałem i deczko odbiegłem od tematu. Sumując, nie ma co rozpaczać, będzie dobrze!

Prawdopodobnie za cenę podwyższenia poziomu i realizowania wizji muzycznych, zakończyłeś współpracę z osobami, z którymi założyłeś MISTERIĘ. Zostałeś z czy też zostawiłeś przy sobie … muzyka Nowego :-), młodego stażem i wiekiem. Jednak może nie ma czego żałować, jeśli ta decyzja była przemyślana i zdeterminowana wyższym dobrem kapeli? Przy okazji, Marcin zmienił image (tj. ściął pióra :-) i najął się na (śpiewającego) basistę KSU… Orientujesz się, jak poważny był / jest ten jego romans z Siczką :-), ups, tzn. z punkowaniem?

Life is brutal. Moja współpraca z Pawłem to już definitywnie zamknięty rozdział. Jak już kiedyś wspomniałem, nie żałuję tej decyzji. Jak jest z Grabażem to wiadomo, bo opisałem to w poprzedniej odpowiedzi. Mam nadzieję, że nam wszystkim wyjdzie to na dobre, nie tylko kapeli. Nowy zgolił te swoje 38 włosów i teraz nie musi się już czesać (przynajmniej nie na głowie:-)). Grał (bo dziś już nie gra) w KSU, bo dzięki temu mógł zarobić kasę na spłatę swojego basu. Wiem, że świetnie się przy tym bawił (będąc niejako przecież w pracy) i przy tej okazji nabył sporo potrzebnego doświadczenia. Na pewno zaprzyjaźnił się z całym składem i wychylił z nimi niejedno piwo. Do tej pory mają ze sobą kontakt, ale nie wygląda jak przeciętny punkowiec, nie zmieniła go ta przygoda. Zresztą Nowy na co dzień ma do czynienia z różnego rodzaju muzą, bo albo gdzieś świeci światłami, albo nagłaśnia to i owo pracując z ekipą RSC Studio. Można powiedzieć, że on ciągle siedzi w biznesie związanym z muzyką. Skubany:-)!

Kto obecnie tworzy z Wami zespół? Zdradź personalia tych osób. Czy udzielali się oni w innych kapelach? Jakimi kryteriami kierowałeś się przy uzupełnianiu składu? Czy Ci nowi ludzie będą głównie odtwórcami Twojej muzyki czy też przewidujesz ich większy wkład w komponowanie? Jak przebiega zaaklimatyzowanie się w zespole?

Nowe twarze to chłopcy o okrutnych ksywach: Surowy i Pała, znani na naszym terenie z udzielania się w hordach DIMENSION (r.i.p.) i ESKATON (rules!). To bez wątpienia utalentowani kolesie z wielkim potencjałem. Obaj preferują bardziej niszczycielski styl gry, co na pewno odciśnie swoje piętno na ostatecznym wizerunku naszych kompozycji. Już dziś dorzucają do utworów swoje przysłowiowe trzy grosze i jestem z tej współpracy bardzo zadowolony. Szybko wkręcili się w zespół i teraz stanowimy coraz bardziej perfekcyjnie działającą machinę wojenną. Zagraliśmy już razem kilka koncertów i nie widzę powodów do narzekania, bo były to udane występy. Obecny skład uważam za bardzo mocny, zgrany i po prostu najlepszy, nic bym w nim nie zmienił (ale jestem skromny :-)!), a wygląda on tak: Maniek – gitara, wokal, Nowy – bas, wokal, Pała – gitara, Surowy – bębny, Grabaż – kotły, rury. Wiem, że stać naszą ekipę na naprawdę dużo i postaramy się to niedługo udowodnić.

Właśnie! Opowiedz coś więcej o romansie nie tyle z muzykami ESKATON, co z samym zespołem. Chodzi mi oczywiście o materiał „G.E.N.O.C.I.D.E.”… Czy brałeś udział w komponowaniu tych trzech zawartych na nim utworów, czy też tylko (aż) gościnnie zaśpiewałeś u nich swoim słowiczym głosem te własne szatańskie poematy:-)? I czy teraz, gdy dwaj członkowie ESKATON dołączyli do MYSTERIA, ta grupa nadal istnieje, tworzy, koncertuje?

O romansie z zespołem ESKATON mogę Ci powiedzieć tyle, że początkowo miała być to tylko gościnna współpraca, zaśpiewałem im na demku, nie komponowełem z nimi żadnych numerków, tylko napisałem wszystkie teksty, ale ostatnio dołączyłem do tych gejów na stałe, goście nadal grają i przymierzają się do nagrania całego materiału. Jeżeli chcecie wiedzieć więcej, zaglądnijcie na ich stronkę: www.eskaton.prv.pl.

W Rzeszowie ostało się jeszcze trochę muzyków metalowych – a może się mylę, bo ci, którzy grali dawniej w jakiś kapelach, stracili zapał, wyjechali, rozsprzedali instrumenty, ożenili się itd.? Co się obecnie dzieje na bogatej w okresie początków MISTERIA scenie w Twoim mieście? Pewna stagnacja uwidoczniła się w mniejszej ilości koncertów choćby w niegdyś osławionym „Gambicie”… Czy jest tam u Was jakaś utalentowana młodzież zafascynowana klimatem i metalem na tyle, żeby sensownie grać i tworzyć? Czy też rock`n`roll jest martwy – parafrazując MARILYN`a MANSON`a:-)?

Jest u nas jeszcze sporo maniaków ostrego grania i pomimo stagnacji, o której wspominasz, istnieje niezła liczba ciekawych zespołów napierdalających metal tu i tam. Z nazw, jakie mi teraz przychodzą do bani, to np.: SAGITTARIUS, ABYSS, ESKATON, CEREBRUM, NECROPSY, PATOLOGICUM, FLEGELLATION, MONSTRUM, MISANTHROPIA, ALTAIR. Jak widzisz, nie jest źle, choć niektórzy do juniorów już nie należą, zapał wciąż mają ogromny. Czasy się zmieniają i pewien klimat chyba już nigdy nie powróci, ale i tak Rzeszów rządzi! Jeśli chodzi o kawalerów, to faktycznie ich procent powoli topnieje wśród metalowej braci :-). Wiem coś o tym doskonale!!! Mocy nam jednak nie ubywa!!!

Podejrzewam, że rozpadowi MISTERIA towarzyszyło wiele napięć i sporów… Czy nadal kolegujesz się z byłymi muzykami zespołu, spotykacie się w celach rozrywkowo-alkoholowych? Jako że Paweł i Grabaż nie zamierzają rzucić broni (tj. pałek i wiosła), czy wiesz, co się teraz z nimi dzieje, czy nawiązali współpracę z nowymi ludźmi, jak będzie się nazywać ich projekt, jaki kierunek muzyczny obiorą itp.? No i – tak szczerze – jaką przyszłość im wróżysz? Wprawdzie nie wyglądasz na potomka Nostradamusa (a raczej na brodatego kozła:-)), ale może się wypowiesz?

Ok, postaram się, jak na koziołka przystało, coś „wymeczeć”:-). Z Grabażem sprawa jest chyba dla Ciebie jasna, bo wspomniałem już, że z powrotem stanowimy jedną załogę, a co się z tym wiąże kumplujemy się, chlejemy i wygłupiamy ile wlezie. Z Pawłem jest zupełnie inaczej, bo nie utrzymujemy ze sobą kontaktu. Po prostu kiedyś stwierdził, że nie chce mieć już z nami nic wspólnego, a my to jesteśmy w stanie zrozumieć i zaakceptować, bo to jasna aluzja jak słonko w Afryce . Paweł swego czasu (jeszcze zanim doszło do zmian) grał w kapeli o nazwie MISANTHROPIA, ale dziś już nie jest członkiem tego zespołu. Chyba nie zrezygnuje z grania i mogę się tylko domyślać, że będzie działał w swoim zespole, którego nazwy nie znam; nie wiem też, co ma zamiar grać. Mogę jedynie w tym miejscu życzyć mu powodzenia i wytrwałości na muzycznej drodze.

Nie bójmy się przyznać, że MISTERIA to Ty :-), jak więc doszło do tego, iż nie mogłeś zachować nazwy dla swojej kapeli? Jak doszliście (doszedłeś z Pawłem) do kompromisu w tej sprawie? Stary szyld jest już chyba obciążony na tyle, że może wywoływać traumatyczne wspomnienia:-)…

Nie bójcie się:-)! Z tą nazwą to dziwna sprawa. Fakt jest taki, że to ja razem z Pawłem zakładaliśmy zespół i można przyjąć, że to z jego ust padła propozycja, by przyjąć łacińskie słowo „misteria”. A ja przystałem na to, bo fajnie to brzmiało. Nie uważam, że jest to szyld specjalnie obciążony, bo wciąż się z nim identyfikuje, wiedząc, że zrobiłem dla tej „tajemnicy” wszystko, co było w mojej mocy. Dalsze losy tego słowa straszliwie się pogmatwały. Zarówno ja jak i Paweł zmienialiśmy co jakiś czas zdanie w tym temacie. Kompletnie nie mogliśmy się dogadać, więc stwierdziłem, że moje stanowisko będzie takie, że dopóki nie usłyszę osobiście od Pawła, że daje sobie spokój z nazwą MISTERIA, dopóty nie użyję jej w identycznej formie. Tak sobie to wymyśliłem i kropka. Oczywiście mogłem postąpić brutalnie i zarejestrować nazwę srając na wszystko i wszystkich (tylko taka postawa byłaby sprzeczna z moim wnętrzem). W pewnym momencie byłem gotowy rozpocząć działalność pod szyldem MASQUERADE KONGDOM, ale powrót Grabaża ostatecznie rozwiał moje wątpliwości. Podsumowując fakty czyli to że jest nas trzech ze starego składu, gramy na żywo utwory z obu płyt, rozwijamy zapoczątkowany styl i dodając do tego wszystko, co zrobiłem dla zespołu przez te kilka lat, wyszedł prosty wynik, że nowa nazwa musi się w jakiś sposób odnosić do tej starej. Skonstruowałem słowo MYSTERIA, które jest nawiązaniem do angielskiego „mystery” (co oznacza „tajemnicę”). Dołożyłem tylko literkę „a”, żeby było oryginalnie i niepowtarzalnie. Podoba Ci się? Brzmienie nazwy jest bardzo podobne do starego, bo czyta się niemal identycznie. Wystarczył jeszcze lekko przerobić logo (do którego Paweł nic niema, bo jego autorem jest Christophe Szpajdel). Wygląda teraz prze te „igreki” nawet bardziej diabelsko :-). Być może nie wszystkim spodoba się nowa wersja naszej nazwy, ale tak pokierował los. Zrozumiano :-)?

Image

MISTERIA w starym składzie


A czego brakowało Ci w twórczości MISTERIA, czego nie zdołałeś z tą grupą osiągnąć? Wiesz, czasem muzyk ma świetną koncepcję na kompozycję, na płytę, ale w konfrontacji z rzeczywistością wychodzi to inaczej i wtedy pozostaje niedosyt lub rozczarowanie… Nie szkoda Ci tego, iż pod nową nazwą musisz niejako wszystko zaczynać od początku, owo pięcie się po stromej drabinie muzycznej doskonałości i kariery? Czy też dopiero teraz czujesz, że możesz zrealizować dotąd skrywane marzenia i dostałeś druga szansę do wykorzystania?

Nie odczułem większych braków na naszej drodze, mieliśmy swoje małe sukcesy i porażki. Niektóre cele udało się osiągnąć, do innych zabrakło szczęścia i pieprzonej forsy (to norma na naszej scenie). Większość pomysłów wypaliło, choć patrząc na nie dziś, na pewno można by użyć korektora:-). Nie udało się jak na razie znaleźć zagranicznego wydawcy nasze muzyki i tego właśnie brakuje. Oczywiście przez ten cały okres dziejów MISTERIA wiele osób i sytuacji mnie rozczarowało, ale to chyba nieodzowny element w tej branży. Wierzę, że wszystko jeszcze przed nami, a jak będzie, czas pokaże. Damy radę!

Do jakiego stopnia zamierzasz z nową formacją kontynuować styl znany z „Masquerade Of Shadows” i „Universe Funeral”? Nadal będziesz czerpał z folku, zastosujesz instrumenty akustyczne, może przywrócisz klawisze lub postawisz na brutalność typowo metalowych riffów, większą surowość oraz blackowy brud i mrok czy też jeszcze inaczej? Jaki masz pomysł na nową muzykę i jej brzmienie? Jak to wszystko będzie wyglądać – hipotetycznie i czego mogą się spodziewać dawni i potencjalni fani?

Zamierzam z prostej przyczyny kontynuować wędrówkę po drodze, jaką kiedyś obrałem i jaką można usłyszeć na płytach MISTERIA. Jestem autorem prawie wszystkich kompozycji i w głównej mierze sprawcą stylu, w jakim się obracamy. Z drugiej strony wiem, że razem ze składem MYSTERIA wchodzimy w nowy etap. Będziemy grać w przyszłości utwory z obu płyt MISTERIA takie jak: „The Lost”, „Masquerade Of Shadows” (z debiutu), „Visions And Memories”, „Katharsis”, „Bashfully Deformed (Phobia)”, „Forever…Beautyfull…Dead Smile” (z „Universe Funeral”), tylko będą one podane w nowym sosie sporządzonym przez obecny skład. Niektórzy mogli się już o tym przekonać będąc na naszych koncertach. Nie da się ukryć, że wyczuwalne są nowe persony i nowy pomysł na granie. W naszym przekazie czuć po prostu świeże tchnienie i bardzo mnie to cieszy, a sami fani na pewno się nie zawiodą. Nie będzie żadnych klawiszy, sampli i remiksów, spokojna głowa. Żywe, soczyste instrumenty i brzmienia. Metal to nie landrynki. Po raz kolejny nie zgrzeszę skromnością, ale jestem pewny, że nowy materiał bez problemy przebija nasze poprzednie dokonania. Żadnych kompleksów i obaw, znam zbyt dobrze wartość tych kompozycji. Zniszczymy po raz kolejny! Zaskoczymy słuchaczy i recenzentów! Mocne słowa, co? To będzie extremalny, ciekawy, urozmaicony, solidny i do bólu szczery kawał muzy. Roboczy tytuł to: „Temple Of The Scorn”.

Znając Twój potencjał twórczy, nie wierzę, że nawet po tej brutalnej metamorfozie nie przygotowujesz premierowego materiału… Jak zaawansowane są prace nad nim i kiedy można się spodziewać efektów tych zmagań? Podaj jakieś konkrety.

Ciężko pracujemy nad nowym stuffem. W tej kwestii nie mogę sobie pozwolić na urlop, bo najbardziej mi na tym zależy. Zaniedbałem przez tę postawę wiele innych naszych spraw, m.in. korespondencję – przepraszam w tym miejscu wszystkich, którzy od wielu miesięcy czekają na sygnał ode mnie. Nie będę się tłumaczył ani nic obiecywał, może czasy się zmienią. Wracając do tematu, to przełom maja/czerwca to czas, w którym rozpoczęliśmy nagranie pełnoczasowego materiału. Jako że jesteśmy uzależnieni od (różnych używek:-), znaczy się czasu realizatora naszych piosenek Janusza „Jacha” Bryta, który od niedawna jest kurewsko zajętym nagłośnieniowcem pewnego znanego zespołu na literę V., w tak zwanych oczkach doskakujemy do Screw Factory Studio (Dębica) i kontynuujemy realizację płyty. W chwili obecnej jesteśmy na końcowym etapie nagrań (zostały jeszcze część wokali, miksy i mastering). Musimy jeszcze dopieścić sporo rzeczy, ale powinniśmy się zmieścić w terminie bez robienia czegoś na siłę. Na początku sierpnia powinniśmy mieć materiał po tzw. wstępnym miksie i rozpocząć jego rozsyłanie w celu zorientowania się, jakie będzie nim zainteresowanie. Tytuł materiału to „Temple Of The Scorn”. Składa się on z 12 utworów o następujących tytułach: „Undying”, „Pestilence Of Mind”, „New Nation (We Are)”, „Respect For Evil”, „Mulla Xul”, „Never Before And After”, „Cold Generation”, „Awakening (Folkien Part III)”, „…Seconds Of Rain”, „Metamorphosis”, „Black Moments”, „Terroritory (Inside My Kingdom”. Materiał będzie trwał około 50 minut, ale znając nas, pokusimy się o jakiś mały bajer co by nie było sztampowo. W nagraniach oprócz aktualnego składu czyli Maniek (git, voc), Nowy (bas), Grabaż (kotły, rury), Pała (git), Surowy (perkusja), swe 7-strunowe piętno odcisnął tu i ówdzie znany chudzielec o wdzięcznej ksywce Dino.

A kto się Wami obecnie zajmuje i będzie wydawać Wasze nagrania? Może dojdzie do odnowienia rozmów z Empire lub Metal Mind :-), skoro już kiedyś się Wami interesowali?

W chwili obecnej jesteśmy tak zwanym wolnym strzelcem, nie jesteśmy związani z żadną firmą, kontraktem itd. Być może nikt się nami nie zajmie, może nikt nie będzie miał ochoty, czasu i funduszy, by wydawać zespół, który tworzy dźwięki nie dla mas??? Czasy są do dupy, nie ma co ukrywać, rynek rządzi się swoimi twardymi zasadami i nie ma taryf ulgowych. Oczywiście będziemy szukać wydawcy dla MYSTERIA, jeśli ktoś wyrazi zainteresowanie, to będziemy prowadzić rozmowy, a czy coś z tego wyniknie, to kto wie? Zawsze byliśmy undergroundowym bandem. Być może rzeczywistość nas strąci w najgłębsze rejony podziemia? A może szatan chce nas mieć blisko siebie :-)? My będziemy robić swoje, czyli grać muzykę, a czy ktoś to jeszcze w odpowiedni sposób doceni? Miejmy nadzieję, że tak. Trzymajcie kciuki i oczekujcie kopa w dupsko. Polej!

Ale nudzę:-)… Natychmiast kończmy ten przydługi wywiadzior! Dziękuję, pozdrawiam, życzę wszystkiego dobrego i proszę o ostatnie błogosławieństwo…

Eee, mało tych pytań:-)! Uff… Dobrnęliście do końca? Gratulacje! Nie przedłużając już, wielkie dzięki, Kasiu, za ten arcyciekawy wywiad i zainteresowanie mało popularnym zespołem. Pozdrawiam wszystkich maniax, kibicujcie MYSTERIA i mam nadzieję, że zobaczymy się na koncertach. Wspierajcie ambitną muzę!!! Hail!

[Kasia, Nienor / Atmospheric #12]

 

Mysteria, Mariusz Zawadzki, ul. Kwiatkowskiego 43, 35-311 Rzeszów; mysteria666@o2.pl; tel. 0502522825 / 017-8549314; www.mysteria.pl / www.myspace.com/mysteriatempleofthescorn