NE OBLIVISCARIS Portal Of I `12

NE OBLIVISCARIS Portal Of I `12

Pojęcie „metalu progresywnego” pozostaje dla mnie od lat czymś nie do końca jasnym. Wynika to zapewne z faktu, że sam bardzo cenię sobie rock progresywny. Ten gatunek, który rozkwit przeżywał na początku lat siedemdziesiątych, stawiał sobie za cel wyznaczanie nowych szlaków muzycznych. Zespoły takie jak YES, GENESIS czy KING CRIMSON tworzyły długie, rozbudowane formalnie kompozycje, eksperymentując z formą, jak i treścią. Czemu o tym piszę? Bo NE OBLIVISCARIS reklamuje się jako „metal progresywny”. I tu jest pies pogrzebany… Wspomniane wyżej grupy miały masę naśladowców, którzy również określali się mianem „progresywnych”, mimo że ograniczyli się do kopiowania tego, co stworzyli ich mistrzowie, tworząc muzykę de facto regresywną. Kapele metalowe, które wpisały się w ten nurt, w większości nie poszły wiele dalej. Widać to wyraźnie na krążku „Portal Of I”. NE OBLIVISCARIS, choć to zespół niemłody (powstał w 2003), to dopiero teraz wydał swój pierwszy album, który nosi wszelkie cechy typowe dla debiutów – czuć tu pasję, chęć grania i pokazania tego, co się potrafi. Nic w tym złego, oczywiście, gdyby nie jeden feler – brak samoograniczenia. Panowie, zapewne zachwyceni tym, że ktoś postanowił w nich zainwestować, uparli się, że upchną na tę płytę wszystko, co się tylko da, nagrają krążek, który zrewolucjonizuje metal, a im zapewni miejsce wśród tytanów gatunku. Jasne, od marzeń do rzeczywistości droga jednak daleka. Już odpalenie „Portal Of I” w odtwarzaczu przynosi wiadomość o tym, że płyta NE OBLIVISCARIS cierpi na tzw. „chorobę CD”. Polega ona na tym, że te magiczne osiemdziesiąt minut pojemności kusi, by wykorzystać je w pełni. Jakimś cudem wymienione na początku recenzji zespoły nie miały problemów z nagrywaniem kamieni milowych gatunku, które trwały po czterdzieści – pięćdziesiąt minut. Nie byłoby to jednak problemem, gdyby ten czas wypełniało coś ciekawego. Tymczasem muzycznie NE OBLIVISCARIS prezentuje się tak sobie. Widać, że chłopaki potrafią grać, mają masę pomysłów i nie chcą trzymać się szablonów i schematów. Świetnie, ale przy tym wszystkim brakuje tu wyraźnie paru ważnych elementów. Większość zawartych na albumie „Portal Of I” kompozycji to rzeczy długie, trwające po osiem-dwanaście minut. Utwory są rozbudowane i urozmaicone – ciężkie wejścia gitar i death metalowy kop towarzyszą blackowym lub i nawet czystym wokalom. Growling sąsiaduje z radośnie pląsającymi na irlandzką nutę skrzypcami. Gitarowa galopada przechodzi w nastrojowe zwolnienia. Największym zarzutem, jaki mogę postawić „Portal Of I”, jest marna jakość kleju, którym połączono te wszystkie elementy. Poszczególne fragmenty tego krążka wypadają nieźle, niektórych słucha się naprawdę fajnie. Gorzej, że utwory sprawiają w większości wrażenie, jakby wzięto dwie – trzy kompozycje, zebrano je w całość i zrobiono z nich jedną. Nie przekonuje mnie to. Łączyć pozornie sprzeczne elementy też trzeba umieć, a nie każdy potrafi robić to z takim wdziękiem, jak np. YES. Płyta „Portal Of I” powinna była być o jakąś jedną trzecią krótsza. Bo, mimo generalnie pozytywnego nastawienia z mojej strony, w pewnej chwili poczułem nudę. NE OBLIVISCARIS bawi się tymi samymi klockami w każdym utworze, przestawiając je tylko w innej kolejności. Zachwyceni własnym rzemiosłem i pomysłami, chłopcy nie starają się nawet, aby ich kompozycje zapisały się w pamięci słuchacza. Po kilkakrotnym przesłuchaniu „Portal Of I” nie został mi w głowie ani jeden dźwięk, ani jeden utwór. Muzyka jednym uchem wleciała, drugim wyleciała. Nie spisywałbym jednak zespołu NE OBLIVISCARIS na straty. Słychać, że panowie potencjał mają i że coś ciekawego z nich może być. Grupy OPETH czy ANATHEMA również zaczynały od mocno przeciętnego grania, by z czasem zajść całkiem wysoko. Nie prorokuję, że ci Australijczycy też tam zajdą – marny bowiem ze mnie Nostradamus. Ale kto ich wie? [Mirth]

Ne Obliviscaris, www.neobliviscaris.com

Code666, www.code666.net, www.myspace.com/code666records