NEUROTHING, EMPATIC, REALITY IN PAIN – 21.11.2009, Zamość

NEUROTHING, EMPATIC, REALITY IN PAIN

21.11.2009, Zamość, Zamojski Dom Kultury

To drugi mój koncert w takim miejscu jak dom kultury. Poprzedni odbył się chyba prawie dekadę temu i już zdążyłem zapomnieć, jak bardzo kulturalne to miejsce, taki Dom. Wstępnie znieczulonym nie dało się wejść, w środku tym bardziej nie było mowy o żadnych rozweselaczach, o paleniu już w ogóle nie wspominając… Dziwnie, prawda? Dla wielu nawet dyskwalifikujące takie miejsce na starcie, ale zostawmy tych, których nie było… Działo się i najważniejsze, że się udało.
Pierwszy szok przeżyłem, gdy oczy moje ujrzały Zamość w rozpisce trasy NEUROTHING, gdyż koncert metalowy w tym mieście, od czasów zamknięcia „Fortów”, to ewenement godny głównej strony w lokalnej prasie. Drugi szok dopadł mnie skrytobójczo, gdy dowiedziałem się, że NEUROTHING został zaproszony przez Dyrektora Zamojskiego Domu Kultury, który ponadto obiecuje, że to nie jest ostatni metalowy koncert w tym miejscu. Rzecz godna podziwu, mówiąca jak wiele zależy od nastawienia i dobrych chęci ludzi mających jakąś zdolność decyzyjną. Inna sprawa, że klub „Forty” został zamknięty przez włodarzy miasta Zamościa, co jednak tylko potwierdza wcześniej wysnutą przeze mnie teorię. Ale powróćmy do samego koncertu…
Sala kinowa ma to do siebie, że posiada wiele rzędów foteli, co akurat jest rzeczą wielce zrozumiałą, gdy ma się w perspektywie oglądanie chociażby trylogii Sienkiewicza, aczkolwiek sądzę, że oglądanie pojedynczego filmu też byłoby mało komfortowe na stojaka. Niestety, z przyczyn obiektywnych, nie dało się wynieść gdzieś precz pierwszych rzędów krzesełek, więc siłą rzeczy miejsca pod sceną było dość mało. Jednak okazało się, że wystarczająco dla tych, którzy woleli pobawić się pod sceną niż rozpłaszczyć dupy na PRL-owskich siedziskach.

REALITY IN PAIN, młody i mało jeszcze doświadczony scenicznie, dość lokalny, bo z Krasnegostawu, zespół, nie obcy jednak młodszej publiczności, rozpoczął koncert swoim core`ującym death/heavy metalem. Ta dość przystępnie podana muzyka szybko znalazła swoich odbiorców, spodobała się też tym bardziej wygodnickim z dalszych rzędów, którzy nawet gdzieniegdzie zdobyli się na jakieś tam oklaski czy inne wynurzenia… Swoją drogą, po jaką cholerę ktoś włazi na sam koniec sali kinowej i stamtąd ogląda koncert, skoro na dole jest i tak wystarczająco miejsca, a przy tym wszystko o wiele lepiej widać… Wracając do REALITY IN PAIN, oprócz utworów ze swoich materiałów z 2006 i 2008 roku, zagrali też jeden nowy, w ojczystym języku, ale szczerze mówiąc najmniej mi się podobał z całego ich setu. Najsłabszym punktem grupy okazała się świeżo przyjęta wokalistka, która średnio radzi sobie w warunkach polowych. Być może jest to tylko kwestia czasu, czego w sumie jej życzę, ale czeka ją jeszcze sporo pracy. Niezaprzeczalnym atutem kapeli jest średnia wieku, gdyż nie sądzę, by chociaż połowa z nich posiadała już swoje dowody osobiste…

Image

Ostrołęcki EMPATIC w zasadzie też został założony w roku 2005, podobnie jak poprzednik, ale gołym okiem widać, że muzycy sroce spod ogona nie wylecieli i na wojaczce znają się dość dobrze. Ich death/thrash przypadł do gustu większości publiczności, może nawet najbardziej ze wszystkich zespołów. Sporo wyposzczonej koncertowo publiki czekało właśnie na takie konkretne łojenie, choć muzycy nie stronią od eksperymentów, chociażby były one coverami totalnie z metalem nie związanymi. Szczerze powiedziawszy na koncercie grupa zabrzmiała o wiele lepiej niż na materiale studyjnym, takie przynajmniej odniosłem wrażenie. Sumując, występ EMPATIC był bardzo udany.

Image

Czas na gwóźdź programu! NEUROTHING wypadł rewelacyjnie. Co tu dużo mówić – świetna muzyka w połączeniu z obłędnym frontmanem robi swoje. Fajfer wyglądał tak, jakby każdą komórką swojego ciała przeżywał to, o czym śpiewa, jakby każdy dźwięk przeszywał jego neurony tysiącem woltów. Niezapomniane przeżycie, niech żałują ci, którzy nie widzieli. Muzyka NEUROTHING jest trudna w odbiorze, przeznaczona raczej do domowego zacisza i dobrego zestawu słuchawkowego aniżeli na koncerty, przeto część publiki po prostu odpadła, zagubiła się w poszukiwaniu prostej napierdalanki, na którą mieli nadzieję się natknąć. Czasem życie jest brutalne i trzeba nieco wytężyć szare komórki, by zrozumieć, czego tak właściwie się słucha. W tym momencie właśnie należałoby przysiąść i spokojnie dać się porwać wrażeniom wzrokowo-słuchowym. Tak też uczyniłem, gdy przestałem biegać z aparatem. Po prostu napawałem się zawiesiną neurotycznych doznań…

Image

Koncert zakończył się zastraszająco szybko. Ale tylko i wyłącznie dlatego, że przerwy pomiędzy kapelami trwały nie dłużej niż 15 minut. To kolejny szok tego wieczoru, tym bardziej, że mam świeżo w pamięci skandaliczną sytuację, jaka miała miejsce dość niedawno w lubelskim „Graffiti”, gdzie przerwy były dłuższe od występu każdego zespołu z osobna… Kończąc wspomnę jeszcze o frekwencji. Ogólnie trasa okazała się dość udanym przedsięwzięciem, na koncerty zjawiało się nawet po 400 fanów, chociaż ekipa zaliczyła też małą wpadkę w Bielsku-Białej, gdzie do „Rude Boy” przyszło pięć i tak przypadkowych osób. Z przyczyn obiektywnych nikt nie zawracał sobie głowy imprezą. W Poznaniu – rodzinnym mieście NEUROTHING – publiczność oczywiście nie zawiodła i to tam było jej najwięcej. W przyszłym roku kapela planuje trasę po zachodniej Europie, już w tej chwili znane są terminy koncertów w Pradze i Lipsku, a chłopaki mają jeszcze ochotę pobłąkać się troszeczkę po Wyspach… Powodzenia!

 

[Paweł]