Niech Cisza Milczy IV Festiwal – 22.08.2015, Dzierżno-Pyskowice

2015.08.22_niech.cisza.milczy.4Niech Cisza Milczy IV:
VADER, DEVILISH IMPRESSIONS, COPROLITH, NONAMEN, KRUSHER, SPATIAL
22.08.2015, Dzierżno-Pyskowice, boisko piłkarskie

Podczas gdy kraj prawie nieustannie skąpany jest w promieniach letniego słońca, a liczne ziemie nawiedzane są przez susze, zdarzają się w Polsce miejsca, których aura odbiega od przyjętych reguł, gdzie na przykład… słońce pada, deszcz świeci, a cisza milczy. Tak było tym razem na festiwalu Niech Cisza Milczy IV w Dzierżnie-Pyskowicach na Śląsku, który dla odmiany nawiedzony został przez deszcz, który najprawdopodobniej wyczuwając gorącą atmosferę, postanowił solidnie schłodzić licznie przybyłych biesiadników, trafiając czasowo prawie idealnie w chwilę rozpoczęcia występu przez Fiński COPROLITH, ale również… w przyjazd mój wraz z kolegą.
Nie będę jednak tuszował faktu, że dobrym recenzentom nigdy nie wypada trafiać na czas, na żaden możliwy koncert i w oparciu o tę żelazną zasadę, relację rozpocznę od opisu doznań wywołanych przez wymiataczy z Finlandii. Był to mój pierwszy kontakt z zespołem COPROLITH i na pewno nie ostatni. Muzyka Finów miała bowiem w sobie „to coś”, co odpowiadało duchowi festiwalu, a zarazem doskonale spełniało założenia enigmatycznej, pokrętnej nazwy festiwalu. COPROLITH, który został mi przedstawiony jako bardziej deathowy niż blackowy, zaserwował pokaźną dawkę atawistycznych emocji, muzyka była przepełniona przestrzenią i złem typowym dla depressive black metalu, przy równoczesnym zachowaniu właściwych proporcji pomiędzy gatunkami. W efekcie tego widzowie mogli raczyć się naprawdę brutalnym, czarno-uczuciowym graniem, ponadto urozmaiconym szeregiem technicznych wstawek. Wokalista COPROLITHu załapał zresztą całkiem dobry kontakt z publiką, można było dostrzec wyraźne zalążki poga w jednej ze stref przed sceną – domyślam się, że taki obrót sprawy przypisać trzeba tradycyjnemu wykorzystaniu pomiędzy utworami podstawowych zwrotów z języka polskiego, tj „kurwa Finland” oraz najlepszej piosence Finów o tematyce „bardzo, bardzo, bardzo głębokiej miłości”. Zespół doczekał się nawet bisu, skutkującego wywołaniem ok. 30-minutowej obsuwy przed pierwszą gwiazdą wieczoru – DEVILISH IMPRESSIONS. Finom się podobało, publice również, więc podejrzewam że nikt nie chował o to urazy.

Podczas koncertu następnego w kolejce DEVILISH IMPRESSIONS, zostaliśmy zmuszani do szukania miejsc mniej zagrożonych powodzią, dlatego też wylądowaliśmy bardzo blisko sceny (może nawet za blisko) i o ile mnie całokształt występu i prezencji DEVILISH IMPRESSIONS nie powalił i nie przemówił do czarnej strony duszy, to nie podlega wątpliwości, że przy wystawianiu końcowej oceny należy kierować się opinią zgromadzonych fanów, którzy reagowali raczej żywiołowo. Nie ukrywam też, że Quazzare podoba mi się dużo bardziej w ASGAARDzie, gdzie ma chyba szersze możliwości ekspresji. Pod względem setlisty dominowały kawałki z „Simulcry”, które moim nieskromnym zdaniem wypadły najlepiej. Oczywiście nie należy tego odbierać jako przesadnej krytyki, jednak po bardzo emocjonalnym występie COPROLITH spodziewałem się więcej tego przysłowiowego „devila w devilishu”. Czym jednak było później, tym więcej pojawiało się złaknionych fanów i nawet deszcz instynktownie postanowił się wycofać (i już nie wrócić), z szacunku dla nieśmiertelnej gwiazdy każdej imprezy i dyskoteki – VADERa.

2015.08.22_Niech.Cisza.Milczy2015_foto (1)
Warto jednak przed tym podkreślić, że realizacja imprezy stała na bardzo wysokim poziomie, moich uszu doszła tylko jedna skarga nie mająca wpływu na przebieg imprezy i pomimo „free airowego” charakteru imprezy, wszystko było na swoim miejscu, w odpowiedniej ilości, co na pewno nie mogłoby mieć miejsca bez rzeszy hojnych sponsorów, sypiących groszem ku uciesze fanów rogatego ziomka.

Przejdźmy jednak do rzeczy… VADER zaprezentował (naturalnie) to, co umie najlepiej i co czyni ostatnio najczęściej, czyli old-schoolową, thrasho-deathową miazgę, której geneza sięga 1992 roku i rzekłbym… nigdy się nie zestarzała. Byłem w tym roku już chyba na trzech koncertach, gdzie headlinerem był VADER i zawsze bawię się tak samo szampańsko (albo piwońsko). Nie zdarza mi się rozwodzić nad muzyczną stroną występów VADERa, ponieważ po prostu… nie wypada mi, ale nie ma dla mnie lepszych koncertowych perełek z ich dyskografii nad „Decapitated Saints” oraz „Reborn in Flames”, więc jestem rad z nieprzerwanego i nieskrępowanego powrotu do korzeni. Niemniej jednak, tym razem odczułem lekki niedosyt paru utworów, dostrzegłem zarazem może mniejszą niż zwykle sceniczną żywiołowość, ale mogło być to spowodowane wymaganą ciszą nocną (cisza miała milczeć!) w Dzierżnie, więc finalnie nie ma to wpływu na moją ocenę festiwalu – a przyznaję mocne 4+ i wróżę sukcesy oraz ekspansję w nadchodzących latach, na V oraz – miejmy nadzieję – kolejnych edycjach.

2015.08.22_Niech.Cisza.Milczy2015_foto 2015.08.22_Niech.Cisza.Milczy2015_foto (2)

[Vexev, fot. Sebastian Turkowski]