NIGHT MISTRESS Into The Madness `14

CD `14 (Power Prog Rec.)
Ocena: 5/6
Gatunek: heavy metal

Jeżeli heavymetalowa kapela potrafi puścić oczko w stronę słuchacza, to tym sposobem w moich oczach może tylko zyskać. Takie smaczki jak „Minerał Fiutta” nagrany do Kapitana Bomby, czy zamieszczona na kanale zespołu polska wersja openingu do Beyblade wrzucają na ryj ogromnego banana i człowiek aż prosi o więcej twórczości z tak zacnego obozu. Trzy lata od debiutu NIGHT MISTRESS śmignęły strasznie szybko. Nagle sieć zalała wieść o premierze „Into The Madness” i już wiedziałem, że ten album to jazda obowiązkowa. Jeszcze więcej radochy zapewnia fakt, iż jest to najdłuższy materiał tej formacji. Jest, mam, odpalam. Symboliczne intro przechodzi w konkretne mięso i z miejsca wiem, że szybko się z nowym dłogograjem Nocnego Kochanka nie rozstanę. Dokładnie taki winien być heavy metal. Przede wszystkim nic nie psuje tak tego grania, jak słabi wokaliści, bo cóż po zacnej muzyce, kiedy gardłowy nawet jeśli się stara, to i tak niedomaga. Jednakowoż Chris swoim pianiem kupił mnie już w czasach pierwszego demka i na szczęście do rzeczonej grupy ciągnących wszystko w dół nie należy. Wszakże żadna wytwórnia by się NIGHT MISTRESS nie zainteresowała. Połowa sukcesu już jest: mamy charyzmatycznego wokalistę z głosem, którego słucha się z prawdziwą przyjemnością. Co zatem z drugim, niezwykle ważnym czynnikiem, czyli chwytliwą, melodyjną, elektryzującą (i pod żadnym pozorem nie wiejącą nudą!) muzą? Czym jest heavy metal bez wpadających w ucho refrenów w sam raz do odśpiewania razem z publiką? Już odpowiadam na oba te pytania. Na tym polu NIGHT MISTRESS również pozamiatało! Z takim gitarowym duetem można ruszać na podbój globu i, w dalszej perspektywie, kosmosu. No bo jak tu się nie zajarać słysząc na przykład „Hand of God”? Przecie to jest konkretna petarda! Paszczęka sama się otwiera, co by choćby samemu pomruczeć sobie pod nosem ten mocarny chorus. Co więcej, jak tu się nie uśmiechnąć gdy chłopaki znowu puszczają oczko w pierwszych sekundach „Walking on Air”? A do tego weź spróbuj oprzeć się ciarom, jakie wrzuca na plecy „Longing for the Devil”. Nie da rady. I wiesz co jeszcze ci się nie uda? Powstrzymanie się przed kręceniem młynków do „Hell Race”. A to zaledwie cztery przykłady potwierdzające mocarność płyty „Into The Madness”. W tym całym zalewie zalet brakuje mi tylko jednego. Chciałoby się znowu usłyszeć choć jeden nowy kawałek z tekstem w całości po polsku. Może w takim razie za kolejne trzy lata?;-) Tymczasem wszystkim miłośnikom heavy metalu polecam drugi album NIGHT MISTRESS, bo zwyczajnie jest tego wart. Również ci słuchający takiego grania od czasu do czasu winni się zainteresować, bo to właśnie jest jedna z tych płyt, którą warto sobie w ramach takiego „okazjonalnego” systemu odpalić. Bo jeśli nie ta, to która? Mówię wam, o NIGHT MISTRESS będzie głośno. Wszędzie:-). [Soulcollector]

Night Mistress, nightmistressband@gmail.com; www.facebook.com/nightmistressband
Power Prog Rec., www.powerprog.net