NIGHTWARD Adrenaline 12 `08

Desant prosto ze skorumpowanych Włoch przybył. NIGHTWARD pocina coś w stylu metalcore’owo melodic death metalowym, a od powstania, które miało miejsce lat temu piętnaście, nagrali jeno jednego pełniaka i dwa pomniejsze materiały. Chciałem sobie wcześniej zrobić research na ich temat, ale okazuje się, że ostatnie newsy są sprzed trzech lat, a wśród linków do recenzji ich muzy część jest martwa, a część dotyczy wspomnianej drobnicy. No nic, zbyt wiele się nie dowiem na ich temat, bo może tak ma być. Brak choćby jednego zdania na temat kapeli w ciągu ostatnich paru lat nasuwa przypuszczenie, że zespół jest trupem. Ale może jest to śmierć jedynie sieciowa i tak naprawdę mają się dobrze. Tego mi nie wiadomo. Trafiła mi się płytocha z 2008 roku, więc trza by jej trochę czasu poświęcić. Mamy zgrzyt na wstępie, bo nie wchodzi mi ten towar ani trochę. Metalcore odpalam sobie coraz rzadziej, a „Adrenaline 12” jakoś mnie nie przekonuje do tego, by zintensyfikować kontakty z takim graniem. Na pierwszy i drugi rzut ucha nie wydaje mi się, by czegokolwiek im brakowało. Wrzaskliwe wokale miksowane ze śpiewem to nic nowego wprawdzie, ale wprowadzają urozmaicenie pewne w ten materiał. Śpiew zresztą mocno przywodził mi na myśl głos wokalisty niejakiego DIECAST, których to album o tytule „Internal Revolution” jakiś czas temu ostro katowałem, a zadowolony byłem tym bardziej, że wpadł mi okazyjnie za kilka złociszy. Jednak mając do wyboru oba krążki, z pewnością wybrałbym ten od DIECAST. Choćby dlatego, że był zdecydowanie ciekawszy, a w kilku miejscach naprawdę mocno rył banię. A tutaj? Wrzaski mnie rozpraszają, czasem nawet działają na nerwy. Muzycznie z kolei nie ma za bardzo się do czego przyczepić, bo kawałki są solidne, ale mnie jakoś nie porywają, choć zdają się mieć ku temu potencjał. Trudno mi się zatem oprzeć wrażeniu, że jest to kolejna udana płyta, która zapewne ma swoje rzesze fanów, ale mnie jakoś nie przekonuje. Może gdybym dał jej więcej czasu to byłby z tego niezły wiosenny romansik, ale jakoś brak mi chęci, by popracować nad tym związkiem. Tym razem szukam czegoś, co z marszu spowoduje u mnie mocniejsze bicie serducha, a nie odkryje przede mną swoje piękno z czasem, gdy będziemy się coraz lepiej poznawać. Nie chcę w tym przypadku dawać jakiejkolwiek oceny, bo jak zwykle, trudno mi się zdecydować, która to pozycja w oceniaczce ma być. Napomknę po prostu na koniec, że jak dla mnie to jest pozytywnie, a i skazy większej nie stwierdzono. Jeśli macie ochotę się poznać to zapraszam. Może z tego coś być. Ja potrzebuję teraz jakiegoś „mainstreamowego” hitu z dużej wytwórni. A czerwiec 2012 kilka zacnych wydawnictw przyniósł. Aż sobie mlaskam pod nosem na myśl o tychże.[Soulcollector]

Nightward, info@nightward.com; www.nightward.com

X-treme Rising Rec., www.risingworks.net