NOMAD: Bez zahamowań

nomad_logo Jakikolwiek dłuższy wstęp na temat NOMAD nie ma większego sensu, bowiem wszyscy zainteresowani znają doskonale dokonania tych Diabłów i ich oryginalne podejście do tematu, a kilkanaście lat spędzonych na scenie powinno być doskonałym pretekstem do zapoznania się z wesołą twórczością tej orkiestry dla tych, którzy nie mieli jeszcze ku temu okazji. NOMAD można zaliczyć do starej metalowej gwardii, która cały czas trwa w służbie metalu i moim skromnym zdaniem jest jaśniejszym punktem w kazamatach rodzimej sceny! Poniżej zapis rozmowy, którą udało mi się przeprowadzić z Setem, jakiś czas po ukazaniu się ostatniej płyty NOMAD „Transmigration Of Consciousness”. Zapraszam zatem do tej złowrogiej lektury…

 

 

Witaj Seth! Jestem ciekaw, piekielniku, czego sobie słuchasz odpowiadając na ten wywiad? Jakie płyty ostatnio Tobą wstrząsnęły (oprócz NOMAD oczywiście – to taki band z Singapuru, więc pewnie i tak nie słyszałeś:-)) i doprowadziły Cię do muzycznej ekstazy? Mi gacie z dupy opadły przy ostatnich dziełach GRAVE DESECRATOR, NECROS CHRISTOS czy powalających demówkach CRUCIAMENTUM, HORRENDOUS lub SPERM OF ANTICHRIST, a zajebistych rzeczy można wymienić przecież tony. Masz czas i ochotę śledzić to, co dzieje się w szeroko pojętym undergroundzie? Może są jakieś nazwy, które mógłbyś polecić?

 

Witaj! A niczego nie słucham, bo mieliłem dziś parę godzin na gicie jakieś stare trupy Behemotowskie i mam muzy na teraz dość. Bardzo lubię TV, więc oglądam jakieś durne wiadomości na polsracie. No to teraz posypałeś z rękawa kapelami, jeśli choć po części te nazwy odzwierciedlają muzykę, to jest naprawdę grubo. Myślę, że się nikt nie obrazi, ale nie znam ani jednej z nich, mimo że staram się nadążać za nowościami. Jak widać, chyba nieudolnie. Ostatnio słyszałem parę kapelek, bardzo podoba mi się MOROWE, GOJIRA, KOMMANDANT, THE AMENTA, DAATH, ASESINO, GHOST (Szwecja), DOWN OF AZAZEL, GOATWHORE, THUNDERBOLT, INFERNAL WAR i parę innych, których w tej chwili nie pamiętam.

 

Ile wspólnych pierwiastków i cech ma Set, egipski bóg pustyni i oaz, wojownik, mitologiczny morderca i uzurpator, z polskim Patrickiem Seth Bilmorghiem?

 

Wszystkie!

 

Pamiętasz, pod wpływem jakich wioślarzy złapałeś za ten instrument? Pierwszy riff, który wyszedł Ci spod paluchów? Takie nazwiska jak Vai, Petrucci czy Malmsteen robią na Tobie jakieś wrażenie (chodzi mi tutaj naturalnie o techniczną stronę tych panów)?

 

Nie wiem, czy koniecznie jakiś gitarzysta spowodował, że gram na gitarze. Jak dorastałem, to byłem pod wpływem różnych zespołów i to pewnie one wpłynęły na to, co właśnie robię. Nie pamiętam za bardzo, co wtedy grałem, wiem, że uczyłem się jakichś chwytów i łykałem wszystko, co ktoś mi pokazał. Panowie, których wymieniłeś, mają bardzo dobry warsztat i ciężko cokolwiek złego o ich grze powiedzieć. Jednak to nie moja muza, nigdy nie miałem wirtuozerskich zapędów, już bardziej jara mnie wajcha Hennemana.

 

Jak mogłaby wyglądać Twoja teraźniejszość, gdybyś nie był muzykiem? – a. wypasałbyś kozy, byłbyś księdzem – zawsze pociągały Cię dzieci, b. byłbyś alfonsem, c. zostałbyś chuliganem bijącym po ryju za „piątaka” ? Naszły cię kiedyś przy piwku rozmyślenia na temat: „co by było gdyby”?

 

A napierdalałbym ludzi, którzy zadają takie właśnie pytania!:-)

 

Nomad_band

 

Powiedz, czy bardzo się pomylę mówiąc, że NOMAD tworzą totalni maniacy metalu, dla których muzyka ta jest sposobem na życie? Od 1994 roku minęło kilka latek i tak sobie pomyślałem, że w innym wypadku same ambicje czy fascynacja muzyką metalową mogłaby nie wystarczyć, a ściema w postawie zespołu już dawno doprowadziłaby go ku końcowi, tym bardziej, że droga NOMAD nie zawsze była usłana kwiatami i jak bywa w wielu takich przypadkach, zespół musiał zmagać się z różnymi przeciwnościami losu…

 

Raczej się nie mylisz, sądząc po stażu NOMAD, to już w sumie 17 lat. Fakt, trochę musieliśmy przejść, żeby znaleźć się w tym właśnie miejscu. Przez ten cały okres, jak to klasycznie bywa, borykaliśmy się z ciągłymi zmianami w składzie, a co za tym idzie, odwlekaniem sesji nagraniowych i ogólną stagnacją w zespole. Między innymi dlatego nasze ostatnie płyty ukazywały się co cztery lata. Przemieliliśmy z Blezabelem kilku bębniarzy, gitarzystów, basistów, a nawet wokalistów. Po takim czasie widać, kto był w zespole dla zabawy i kto tak naprawdę miał nas po prostu w dupie. Niestety mamy tak zakute łby, że ciągniemy ten wózek, choć nie zawsze jest wesoło. Takie hobby, sposób na życie (czy jakkolwiek to można nazwać), kierunek, jaki sobie obraliśmy i jedziemy, nie zastanawiając się, czy komuś się to podoba, czy nie.

 

Seth, zjeździłeś już trochę świata koncertując tu i ówdzie, obserwując różne zachowania fanów muzyki ekstremalnej, kultury czy obyczaje. Chciałbym na chwilę przenieść się wstecz, do szalonych lat 80-tych, historii i wydarzeń, które osobiście znam z opowiadań starszych kolegów czy ze starych zines. Mianowicie chodzi mi o akcje przed, po i na koncertach typu krojenia, zadymy czy obijanie mordy bez powodu. Niektórzy edytorzy jak chociażby Szkieletor z „Fuckin Bitch” twierdzili, że to dobry sposób na pozbycie się chwastów i pozerskiego nasienia ze sceny. Jak myślisz, czemu i komu miały służyć takie wybryki? Rozładowaniu nagromadzonej energii, sprawdzeniu swojej siły czy może faktycznie miało to jakiś cel i przysłużyło się scenie w jakiś sposób? Inny ustrój polityczny, inne realia, inny typ wokół muzycznej ekstremy… Jaki wpływ na taki rozwój wydarzeń mogły mieć te czynniki? Myślisz, że w dzisiejszej dobie takie akty czyszczenia sceny mogłyby mieć prawo bytu?

 

Oj, to były dziwne czasy, metalowcy nawzajem się tłukli o byle naszywkę czy znaczek, pod pretekstem, jak to napisałeś, pozbycia się chwastów lub innych tego typu bzdur. Moim zdaniem była to i tak tylko wymówka do wyrwania delikwentowi gadżetu, na który się miało chęć. Zupełny nonsens – krojenie, skoro i tak nie ma się pojęcia, kto tak naprawdę zna się na muzyce. Poza tym z tego, co pamiętam, to kupienie jakiejś fajnej koszulki czy bluzy graniczyło wtedy z cudem, więc zdobycie fantów w ten właśnie sposób stanowiło łakomy kąsek dla kolekcjonerów. Do tego sytuacja polityczna w Polsce nie była za ciekawa. Puste półki sklepowe i wieczne kumoterstwo przy załatwianiu byle bzdury nie nastrajały zbyt optymistycznie do życia. To nie był zbyt przychylny okres dla młodych, dojrzewających ludzi, a już tym bardziej gniewnych metalowców. Z pewnością wyjazd na jakiś koncert, daleko poza dom, z dala od rodziców, pozwalał dodatkowo się wyszumieć, a jeśli trafiła się jakaś zadyma, to nawet lepiej. Można by bez końca później opowiadać, jakim to się było wirachą. W ten sposób skumulowana energia znajdowała swoje ujście, pozwalając młodym na chwilę odetchnąć oraz zapomnieć o komunistycznym ścierwie, w którym nie za bardzo wiedzieli, jak i gdzie się podziać. Zawsze zdarzały się jakieś zatargi wśród przedstawicieli dwóch różnych subkultur, ale dziwiło i wciąż dziwi mnie, dlaczego między reprezentantami tej samej drużyny, np. metalowcami?! Dziś na szczęście wygląda to już zdecydowanie inaczej i nikt nie musi się martwić, że za rogiem ktoś pozbawi go ulubionej koszulki. Te czasy już raczej nie wrócą, z czego bardzo się cieszę.

 

Metal – muzyka, która powinna być elitarna, dla wybranych maniaków, poprzez niektóre głupie wypowiedzi muzyków i ich kretyńskie wystąpienia w TV staje się następnym towarem dla mas, towarem wystawionym na sprzedaż, bezpłciowym, pozbawionym wyrazistości, swojej pierwotnej dzikości i emocji. Gdzie znajduje się granica, której w metalowej sztuce nie należy przekraczać, abyśmy my, ludzie oddani pewnym ideom, nie wyszli na cioty błagające o akceptacje społeczeństwa? Jak ekstremalny przekaz powinien przekładać się na tryb życia ludzi go tworzących? Patrząc na niektóre zespoły można odnieść wrażenie, że jest to sceniczny teatrzyk, a chłopcy poza sceną i bez swego oręża okazują się słodcy, poprawni politycznie i nijak ma się to do ich muzyczno-wizualnego przekazu!

 

Każdy powinien obrać swoją ścieżkę, podążać nią, ale zawsze pamiętać, gdzie był, skąd się wywodzi, a gdzie jest teraz. Wydaje mi się, że te elementy pozwolą w każdej sytuacji przypomnieć, jak masz się zachowywać, wówczas, gdy twoje ego jest już większe od np. żurawi w stoczni gdańskiej. Niestety nie każdy potrafi spojrzeć na siebie krytycznym okiem, poszukując w życiu nowych rozwiązań gubi się, a zarazem ośmiesza. To bardzo śliski temat, ale jak ktoś chce być na siłę bardzo popularny, to nie zauważa, jak powoli jego świat staje się groteskowy, a nie budzący respekt. Patrząc z drugiej strony, każdy ma prawo do postrzegania świata oraz wyborów według własnego życzenia. Chcąc czy nie, żyjemy w kraju, gdzie ludzie mają dość skrajne poglądy, jeśli chodzi o taką muzykę i wiem też, że nie jest łatwo się przebić przez skutą cierniem społeczność. Trzeba jednak umiejętnie tak wszystko wywarzyć, aby móc przedstawić swój punkt widzenia na świat, w tym i muzykę, w taki sposób, aby pozostać cały czas sobą, a przy tym nie kaleczyć tego, co nazywa się Sztuką.

 

Myślisz, że zespół prędzej czy później osiąga swój muzyczny punkt i oprócz kopiowania samego siebie i zjadania własnego ogona nie jest w stanie zrobić nic nowego i oryginalnego? Nie obawiasz się, że taka forma muzycznej stagnacji może dosięgnąć NOMAD i będziecie zmuszeni zapuścić się w inne muzyczne rejony?

 

Nigdy się tego nie obawiałem, ponieważ dobry, kreatywny muzyk jest w stanie zawsze nagrywać dobre albumy, czasem lepsze, a czasem trochę słabsze, w zależności, jak ocenią to słuchacze. Muzyka metalowa istnieje już jakiś czas i cały czas się rozwija. Powstają nowe kapele, nowe brzmienia, które w dość znaczącym stopniu już teraz wpisują się w historie ciężkiego grania. Nawet stare kapele w nowym wydaniu, odświeżone brzmią inaczej, niekonwencjonalnie. Wszystko ewoluuje w niesamowitym tempie, a zespoły rywalizują, prześcigając się w co raz to nowych pomysłach. Jak widzisz, jest jeszcze wiele do zrobienia i dopóki NOMAD istnieje, będzie miał zawsze coś do powiedzenia w tej dziedzinie, nie tracąc przy tym swojej tożsamości.

 

nomad_transmigrationWaszego ostatniego dziecka nie sposób jednoznacznie określić jako death metal, pojawiają się tam różne elementy metalowego rzemiosła. Diabli Wami kierowały, aby nagrać tak niepowtarzalny, ponadwymiarowy album z własnym charakterem i klimatem? „Transmigration Of Consciousness” jawi się jako twór trudny do sprecyzowania, jedyny w swoim rodzaju i nawet nie staram się porównać tej płyty do którejś z wcześniejszych, choć zawsze mieliście jakiś tam swój własny rozpoznawalny styl!

 

Diabli towarzyszą nam od początku naszej wędrówki, bo nie sądzisz chyba, że jakiś anielski chór zainspirowałby nas do tworzenia takich dźwięków (chociaż z drugiej strony…). Nowa płyta jest wciąż tym samym nomadom, co kiedyś, ponieważ tworzą go dalej ci sami ludzie. Jest to jednak NOMAD nieco inny, bardziej otwarty, bez zahamowań, bardziej doświadczony oraz dojrzały. Przez lata swojej tułaczki po muzyce nauczyliśmy się dobierać dźwięki tak, aby kojarzyły się z nami, a nie były powielonymi, jak to często bywa w innych przypadkach. Jaki sens ma granie czy jakakolwiek forma sztuki, skoro nie starasz umieścić w niej siebie, tylko kopiujesz to, co zrobili już kiedyś inni? Wiem, że granie muzyki, innej, trudnej w odbiorze, nie przysparza zbyt wielu fanów, ale cóż, taki jest nasz wybór i nie zamierzamy tego zmieniać.

 

Kwestia całej produkcji dla przeciętnego słuchacza wydaje się być tematem zamkniętym i nie pozostawia nic do życzenia. Może jednak jako autorzy chcielibyście teraz zmienić jakieś szczegóły, coś dodać, coś wyciąć? Jaki dociera do Was odzew odnośnie „Transmigration Of Consciousness” ze strony fanów, prasy? Czytałem kilka recenzji tego materiału i muszę przyznać, że nie uświadczyłem na jego temat złego słowa.

 

Jeżeli chodzi o wszystkie elementy, począwszy od aranżacji, po dodatkowe zagrania typu sample, intra itd, to nie mam pytań. Spędziliśmy nad płytą dużo czasu, więc nie ma tu zbędnych dźwięków. Pozostaje jeszcze kwestia brzmienia, które bardzo mi się podoba, ponieważ uchwyciliśmy w nim przestrzeń, o którą z kolei chodziło nam na wcześniejszych albumach. Zdarzają się gdzieniegdzie drobne potknięcia brzmieniowe, które teraz można by delikatnie poprawić, ale są to jednak niuanse, o których wiemy chyba tylko my. Masz rację, odzew prasy, jak i samych fanów jest jak najbardziej pozytywny. Oczywiście znajdą się zawsze tacy, dla których albo jest za mało blastów, solówek, a może i klimatu! Nie mnie to osądzać, nagraliśmy to, na co mieliśmy ochotę!

 

Na ile wycięcie wszystkich introsów oddzielających utwory mogłoby zmienić charakter płyty i pozbawić jej tego „magicznego”, dusznego klimatu?

 

Wytnij wszystkie introsy i puść same piosenki, a zobaczysz. Od początku naszym założeniem było, żeby zrobić coś takiego jak intra oraz uzupełnić pewne partie samplowymi tłami. Taka była koncepcja, a jeśli bierzesz przy komponowaniu te aspekty pod uwagę, to wiesz, że to one wszystkie stanowić będą o brzmieniu całego albumu. Jeśli płyta miałaby być surowa, to na pewno same aranżacje wyglądałyby inaczej, a niektóre struktury riffów znacznie odbiegałyby od tych zawartych na tym krążku. Pozbawiając ją któregoś z wymienionych elementów, na pewno straciłaby na sile oraz wybrzmieniu, to pewne!

 

„Transmigration Of Consciousness”, oprócz dawki porządnej muzyki, posiada również doskonałą oprawę graficzną. W przypadku „The Devilish Whirl” oraz „Demonic Verses” współpracowaliście z Graalem i okładki te są jak najbardziej zjadliwe, grafikę do „The Independence Of Observation Choice” robił Jacek Wiśniewski i jest to okładka, której nie dość,że przekazu nie rozumiem, to przesiąknięta jest sztuczną komputerową atmosferą pozbawioną jakiegokolwiek klimatu. Tym razem skorzystaliście z usług Michała Loranca i efekt końcowy robi piorunujące wrażenie. Jak doszło do współpracy z tym jegomościem? Gdzie możemy podziwiać jego inne prace?

 

Racja, okładka „The Independence Of Observation Choice” nie należy do najbardziej udanych. Długo by o tym mówić, średnio chce mi się wracać do tego tematu, skupmy się na lepiej na teraźniejszości. Pomysłodawcą okładki, jak i w przypadku wcześniejszych albumów, był Bleyzabel. W związku z tym, że jakoś nie mogliśmy za bardzo porozumieć się z grafikami, z którymi już pracowaliśmy, postanowiliśmy dać szansę komuś innemu. Potrzebowaliśmy świeżej krwi, kogoś, kto podejdzie do tematu inaczej, tym bardziej, że pomysł na całą płytę różnił się od dotychczasowych. Wybór padł na Xaaya. To nie była nasza pierwsza współpraca, gdyż zaangażowany był już w projekt naszej strony internetowej. Powiem szczerze, że mieliśmy pewne obawy i jak się później okazało Michał też, ponieważ sam projekt oraz wizja nie była zbyt prosta do wykonania. Trzeba było ogarnąć to wszystko tak, aby okładka dosadnie przedstawiała pewną myśl, a nie była kiczem, z którego można by się ponabijać. Wszystko wyszło zajebiście, a Xaay okazał się mistrzem, oddając w 300% zarówno sferę muzyczną, jak i tekstową.

 

Powiedz mi, chłopcze kakaowy, jakie masz ogólne wrażenia po ostatnich koncertach promujących płytę, które przetoczyły się przez Polskę? Które miasta dały dupy, a w których lało się morze wódki, odbywały się szatańskie potańcówki i było bardzo niegrzecznie? Mieliście w ogóle czas na jakieś szaleństwa?

 

Słuchaj murzynku o nie aryjskich oczkach w bucikach z drewienka… Oprócz koncertów, wódy, kaców nic specjalnego na trasie się nie działo. Ekipa była w porządku, bez zbędnego pierdolenia, każdy wyłaził na scenę, napierdalał i tyle. Poza tym, że coś chyba ostatnio nasz kraj ogarnął syndrom rozpieszczenia, bo frekwencja na koncertach była dość skromna. Rozumiem, że mamy teraz wysyp koncertów i jest, w czym przebierać, ale plizzzz… W dawnych czasach byłoby to nie do pomyślenia!

 

Ponieważ Bleyzabel jest odpowiedzialny za koncept liryczny „Transmigration Of Consciousness”, domyślam się, że nie bardzo będziesz chciał wypowiadać się za niego. Postaram się jednak ugryźć temat z trochę innej strony i pociągnąć Cię za język. Dlaczego i za co tak bardzo nie lubicie instytucji kościoła, jego nauk i nauczycieli? Mark Twain w „Listach z Ziemi” pisał o biblii: „Jest to księga bardzo interesująca. Zawiera wiele szlachetnej poezji, trochę pomysłowych baśni, trochę ociekających krwią historii, trochę pożytecznych morałów, mnóstwo nieprzyzwoitości i ponad tysiąc kłamstw.” Czy jako człowiek wychowywany zapewne w duchu chrześcijaństwa, które od wczesnych lat było wpajane do dziecięcej świadomości, mógłbyś jakoś odnieść się do tego cytatu? Kiedy zacząłeś odkrywać i demaskować kłamstwo oraz obłudę, które nijak miało się do Twojej prawdziwej natury?

 

Pamiętam, jak kiedyś czytałem „Listy z Ziemi” w jakimś autobusie i śmiałem się na głos do siebie, a ludzie patrzyli jak na wariata. Zajebisty cytat! Twain był okrutnym szydercą, prześmiewcą, a w szczególności jeśli chodzi o ludzi i chrześcijaństwo. Cóż tu się odnosić czy wyjaśniać, ten cytat mówi sam za siebie! Temat wiary to temat rzeka więc bez sensu jest się tu produkować. Jeśli ktoś chce głębiej wniknąć w szczegóły, dlaczego nie aprobuje kościoła, polecam lekturę nie tylko Twaina, ale i niejakiego Antona Sz L. Nie toleruję kościoła, gdyż nie zgadzam się z jego uschniętymi i martwymi dogmatami! Żaden jego element nie jest mi potrzebny do życia, więc po co karmić swoją krwią zgnitego dawno już insekta!

 

Czy istnieje coś takiego jak absolutna wolność? Wolność duchowa, fizyczna, wolność od „dobra” i „zła”? Na ile kształtowanie własnej osobowości poprzez czerpanie z różnych źródeł wpływa na wzbogacenie nas samych i wytworzenie własnej, niczym nieskrępowanej, niepowtarzalnej filozofii życia?

 

Jedyną wolność, jaką znam, to ta w środku, w głowie, oczywiście jeśli zdołasz ją rozkuć z łańcuchów niewiedzy! Co do fizycznej strony wolności, to ktoś kiedyś ładnie powiedział: „Wolność to nie dowolność”!

 

Nomad_band1


Postaw się w roli proroka i powiedz, ile końców świata jeszcze przewidujesz? Jeżeli faktycznie miałoby do niego dojść, to jak myślisz, na ile ingerencja człowieka i współczesnej techniki, w znacznym stopniu tej wojskowej, może się do tego przyczynić? Na ile zaś natura może wykończyć rasę ludzką, wobec której wydajemy się całkowicie bezradni, pomimo współczesnej techniki!?
Bardzo dużo końców świata! Ostatnio miałem jeden po kilku dniach picia!

Mam wrażenie, że z Witching Hour zaczyna wyrastać bestia, która depcze po piętach choćby Pagan Records. Wytwórnia ta wydaje LOST SOUL, MAGNUS, AZARATH, MOON czy NON OPUS DEI – choć to tylko kilka z kilkunastu. Czy w przypadku NOMAD wszystko pod względem współpracy i oczekiwań układa się po Waszej myśli?
Witching Hour ma się bardzo dobrze i coś czuję, że jak tak dalej pójdzie, to wyjebie pozostałe wytwórnie w kosmos. A tak poważnie, to świetnie się nam współpracuje! Robią dla nas ogromną robotę, nie tylko w Polsce, ale i zagranicą. Tuż przed premierą „Transmigration Of Consciousness” reklamy albumu znalazły się w kilkunastu renomowanych magazynach w Europie. Non stop jestem zalewany różnymi wywiadami do jakichś dziwnych gazet, stacji radiowych itp. Poza tym płyta jest ogólnie dostępna w sklepach. Cóż można więcej chcieć? Może jakby Bart trachnął jakiegoś lodzika! Kurwa, zapomniałem, że to ja jestem mu krewny!

Ile przez cały ten okres Twojego bytu na scenie miałeś okazję zaobserwować jadu, zawiści, pozy, nieczystych zagrywek ze strony wydawców, zespołów, organizatorów tras i innych nieuczciwych fajfusów? Komu chciałbyś pokazać faka, wydłubać oczy czy pozbawić słuchu? Masz okazję wyrzucić to z siebie i powiedzieć, kto jest dla Ciebie ewidentnym przykładem rip-off!
Zawsze znajdą się tacy, którzy będą się uważać za pępek świata! To niestety nieuniknione, ale tak już ten rynek jest ułożony. Ten świat składa się głównie z naciągaczy, krętaczy, prześmiewców, gwiazdorów, super talentów, karierowiczów itd. Za każdym razem trzeba się oglądać za siebie, żeby nie dostać przysłowiową siekierą w łeb! Rozumiem czasami wydawców, którzy wnoszą pewien wkład w promocje zespołów i oczekują, że ich inwestycja po pewnym czasie się zwróci. Takie życie, bierzemy – oczekujemy, nie ma nic za darmo. Ale najbardziej wkurwia mnie, jak kolega po fachu rozmawia z tobą, wali komplementy, jest twoim „przyjacielem”, a obrabia ci dupę przy pierwszej napotkanej okazji! Nigdy tego nie zdzierżę! Skopałbym taką kurwę bez skrupułów!

Dokuśtykaliśmy chyba do końca naszej krótkiej pogawędki. Pożegnaj się ładnie i powiedz, kto oprócz Wojtka Lisa mógł ukraść Najświętszy Napletek Chrystusa? Dzięki za poświęcony czas!
To był Jarek Kaczyński! Dzięki za wywiad! Pozdrawiam – Patrick Bilmorgh Seth.
[Tomasz Karpiuk]
Nomad, P.O.Box 69, 26-300 Opoczno; nomadichell03@wp.pl,
www.nomad-band.com