NON OPUS DEI Diabeł `15

digi CD/LP `15 (Witching Hour Prod.)
Ocena: 5,5/6
Gatunek: experimental black metal / avant-garde black metal / black metal

Ostrzegam na wstępie – nie odnajdziesz tutaj obiektywizmu, doznasz tylko zmechanizowanego subiektywizmu zaprawionego szaleństwem. Wszak najnowsza płyta NON OPUS DEI pod tytułem „Diabeł” doskonale uwidacznia wątłość ludzkiej jaźni – poprzez prostotę tytułu, atawizm oprawy oraz abstrakcję nomenklatury, po skomplikowane muzyczne formuły, które jednak zawsze zaklęte są w pewnym muzycznym cyklu. Album piętnuje niemożność wyjścia ludzkiej rasy poza pewną subiektywną „zonę” odczuć. „Diabeł” to płyta, przy której wreszcie można myśleć, można popłynąć z nurtem filozoficznych przemyśleń, które jednak najczęściej kleją się do siebie niczym lód do ognia, jednakowoż nadal można je nazwać mianem przemyśleń… można je (na szczęście) nazwać jakimkolwiek mianem. Na podobnej zasadzie „Diabła” można nazwać black metalem (czyli nie można), choć wiadomym jest, że NON OPUS DEI już dawno odeszło od konwencji black metalu – w tym przypadku rozłąkę tę czuć nawet bardziej niż w przypadku „Eternal Circle” i w konsekwencji to odczucie nie pozwala nazwać „Diabła” nawet awangardowym/inteligentnym black metalem. To po prostu muzyka, najważniejsze, że można ją nazwać jakkolwiek. Znajdziemy tu bowiem opowieść, znajdziemy także deluzyjną bajkę, mamy kobietę jako opus magnum, nie mamy pierdolenia o „powrocie do korzeni”. Płyta ta w majestacie swej alegorycznej formy przypomina mniej więcej to, co możemy ujrzeć na okładce, we wkładce, na CD, na vinylu – atawizm, szaleństwo, cykle, naturalizm, mizantropię czy niescalony w formie kult Szatana. A ponadto, niesamowite teksty w ojczystym języku, chyba najlepsze w dorobku olsztynian. Są one do (psychicznego) bólu aforyczne i obrazowe, osobiście przypominają mi zdehumanizowaną bezczelność znaną z „Ona jest kluczem” czy „Demona Nietzschego”. Prym wiedzie tu „Pustka Twoja We Mnie”, która przypomina „antypatyczny” rytuał – muzycznie i w warstwie lirycznej. Nie można zapomnieć również o dopieszczonym głosie Klimorha, który zarazem w języku polskim, jak i angielskim brzmi niebywale klarownie, sprawiając, że wreszcie nie trzeba sięgać do wkładki, ażeby w pełni przesiąknąć klimatem twórczości NON OPUS DEI. Atmosferę totalnej anihilacji kruchej osobowości niewątpliwie dopełniają efekty dźwiękowe, choćby te zastosowane w „Trickster – Shapeshifer”, które przy odpowiedniej głośności nie tylko straszą… – one przerażają podświadomość. Możliwe, że nie jest to najlepsza płyta NON OPUS DEI, możliwe, że inspiracja kultem Szatana na Warmii nie odnajduje w praktyce odzwierciedlenia w anglojęzycznych utworach, możliwe, że tylko wydawało mi się, że słuchałem tego albumu, ale jak wspomniałem na początku… nie znajdziesz tu obiektywności i nie myliłem się, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem. NON OPUS DEI płytą „Diabeł” burzy, tworzy i zamyka, zatem w tym świetle plusy i minusy nie są wcale ważne. Nic nie jest poza delektowaniem się czymś, co nie ma formy, ale ma miano. Nie wiem, jaką ocenę wystawić, może 0? Może 6? Może 3? 2? 5? Sami wybierzcie. [Vexev]

Non Opus Dei, www.facebook.com/nonopusdei, www.facebook.com/nonopusdei, www.nonopusdei.bandcamp.com
Witching Hour Prod., biuro@witchinghour.pl; www.witchinghour.pl