NORTHWAIL: „Zima wkraczająca na pustkowia duszy” – 11.01.2007

Image

O NORTHWAIL słyszało się czasami… Obecnie zaś zespół jakby trochę zamilkł. Moje zetknięcie z ich muzyką miało jednak miejsce dość późno, ale może to i dobrze, bowiem do mnie należało wyciągnięcie kilku nowych rzeczy od Morpha (gitara, wokal), któremu czasem w słowo wpadał Azgar (perkusja). Interesująco jest wejść na pogawędkę gdzieś w zimne pustkowia duszy…


„Norweski Black Metal” swoje najważniejsze momenty przeżywał do połowy lat 90-tych XX w. NORTHWAIL powstał już w XXI wieku, zainspirowany dokonaniami tamtej sceny. Jak myślicie o swoim miejscu na scenie obecnej? Czy muzyka z pewnymi korzeniami, o których wspominacie ma szanse przebicia i zainteresowania słuchaczy?

Morph: Witam. Muzyka „z korzeniami” wcale nie musi oznaczać „brzmiąca jak”. Staramy się wypracować własne brzmienie – nowoczesne, eklektyczne, nie zamykające się w pewnych ściśle określonych ramach. Wbrew temu, co sugeruje nasza nazwa i wbrew obiegowym opiniom, nie staramy się wcale wskrzeszać black metalu „z tamtych lat”, a wręcz przeciwnie – staramy się tego unikać. Banalnym i oczywistym ale jakże prawdziwym jest stwierdzenie, że to, co było, już przeminęło. Mamy XXI wiek a nie lata 90-te wieku XX-go. O przeszłości należy pamiętać, ale budować należy przyszłość i jeżeli ktoś rozumuje w ten właśnie sposób, to jest to już pół sukcesu w tworzeniu interesującej muzyki.

„W obliczu rosnącej fali zespołów grających ekstremalny black i wykrzykujących „Szatan! Krew! Morderstwo!” co drugą linijkę tekstu, chcieliśmy stworzyć coś głębokiego, klimatycznego, mizantropijnego i melancholijnego zarazem”. – To są słowa z Waszej biografii – widocznie nie utożsamiacie się z popularnym ostatnio nurtem fascynacji wszelkim „extremum”. Co myślicie o tym – faktycznie popularnym – nurcie muzyki metalowej? Na ile jest on szczery w wypowiedzi, a na ile jest tylko jakimś tam marzeniem dzieciaków, zafascynowanych np. filmem „Salo czyli 120 dni Sodomy”?

Morph: Myślę, że większość osób źle interpretuje przytoczony przez Ciebie cytat. Nie jest prawdą, że pogardzamy formami ekstremalnymi blacku, uważając je za płaskie i jednowymiarowe bez wyjątku. Osobiście wręcz potrzebuję czasami porządnego przypierdolenia, zamieniającego mózg w galaretę tudzież inną bezkształtną i niefunkcjonalną masę. Tymi słowami chcieliśmy wyrazić zniesmaczenie dokonaniami ludzi, dla których liczy się tylko i wyłącznie agresywne, bluźniercze granie i na tym ich kreatywność się kończy – byle szybko, byle głośno, byle o szatanie – a takie pojęcia jak przyzwoita realizacja, koncept, wielowymiarowość, oryginalność i zróżnicowanie uważają za niegodne „prawdziwym”, bo prawdziwy black metal musi być brutalny i agresywny. Klapki na oczy i jazda do przodu po linii prostej! Jak grzyby po deszczu pojawiają się coraz to nowe zespoły, których „artyzm” wykręca mi flaki, zupełnie jakby dać instrumenty szympansom. Gdyby w Polsce więcej było zespołów pokroju THUNDERBOLT a mniej pokroju MORD, to te słowa na pewno nie wyszłyby z naszych ust. Jeszcze bardziej wymiotogenne są peany na cześć takich „Janko Muzykantów”, piane przez dziennikarzy muzycznych. Przepraszam, nazywając ich tak, obrażam prawdziwych profesjonalistów; to raczej samozwańczy outsiderzy z trudnym dzieciństwem, którzy na koncie mają co najmniej po dziesięć zjedzonych kotów. Teraz każdy małolat może założyć zine internetowy i umieszczać tam swoje wymiociny, bo ciężko to nazwać artykułami. Jest tylko kilka serwisów rzetelnie i krytycznie podchodzących do muzyki, jeżeli chodzi o całą resztę, to nie zaryzykowałbym czytania ich podczas posiłku.

ImageCzy muzyka zawarta na „Genesis” ciągle jest aktualna dla wizerunku NORTHWAIL? Wszakże została zrealizowana w 2004 roku? Wspominaliście już o nowym materiale przygotowywanym do nagrania? Jaki on będzie muzycznie – kontynuacja, czy też jednak zmiana kierunku?

Morph: Od czasu nagrania „Genesis” minęło już wiele miesięcy, podczas których przechodziliśmy przeróżne fascynacje muzyczne, poznawaliśmy coraz więcej fantastycznej i różnorodnej muzyki, bardzo często odbiegającej od stylistyki metalowej. Naturalnie nie pozostało to bez wpływu na model tworzenia utworów. Nasze ostatnie dokonanie nosi wyraźne znamię młodzieńczego buntu, od tamtego czasu zdążyliśmy nieco dojrzeć, nasze kompozycje stały się bardziej przemyślane, zaawansowane, różnorodne. Kontynuacja? Raczej nie. Zmiana kierunku? Też nie. Powiedzmy, że górska ścieżka, którą podążaliśmy, zamieniła się w międzynarodową autostradę, którą przemierzają podróżni o różnych osobowościach, z różnym bagażem doświadczeń i wiedzy, każdy z nich ma inne spojrzenie na rzeczywistość, ich głosy łączą się w dźwięk, który jest właśnie naszą muzyką. Jeżeli chodzi o stronę techniczną, to sporadycznie pojawi się syntezator, jego rolą będzie tylko i wyłącznie podkreślanie pewnych partii. Będzie go na tyle mało, że będziemy mogli obejść się bez niego na koncertach. Będą to brzmienia warstwowe typu „pad” jak i symulacje prawdziwych instrumentów, na których udział w nagraniu nie możemy sobie przy obecnym statusie zespołu pozwolić.

Azgar: Prostymi tudzież słowy nie mamy na to hajsu ani znajomości.

Morph: Naturalnie nie użyjemy do tego celu badziewnego keyboardu tylko profesjonalnego banku sampli. Pewnym novum w naszej muzyce jest także stosowanie przeze mnie procesora efektów, który jest niezastąpiony przede wszystkim, ale i nie tylko, w partiach akustycznych, których oczywiście nie może zabraknąć. Utwory stały się bardziej kompleksowe, dłuższe – najkrótszy trwa niecałe sześć minut, a najdłuższy ponad dwanaście. Myślę że te siedem opracowywanych utworów zawiąże się w około godzinny materiał. Jeżeli chodzi o architekturę kompozycji to jest ona bardziej bogata, jednocześnie jednak nie zrezygnowaliśmy z prostych rozwiązań, które niosą w sobie pokłady niczym nie skrępowanej energii. Bardziej rozwinęliśmy elementy progresywne, pojawi się trochę sprytnie przemyconych nawiązań do innych stylów (np. bluesa), będzie można też usłyszeć skale orientalne… Ogólnie nowy materiał jest chyba trochę mniej „black” a bardziej „metal”, ale to tylko moje zdanie. To wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat, całą resztę dopowie sama muzyka.
ImageWspomniałeś o użyciu symulacji prawdziwych instrumentów, czyli po prostu chodzi o instrumenty VSTi. Wiadomo, że profesjonalna stacja robocza w formie keyboardu, może świetnie brzmieć na koncercie, ale kosztuje masę kasy… A na jakie instrumenty VSTi się zdecydowaliście przy nowym materiale? EWQL, Arturia… Co preferujecie w tym względzie?

Morph: Jeszcze nic nie jest ostatecznie ustalone, ale myślę, że skorzystamy z wtyczek Edirol i Quantum Leaps. Poza nimi użyjemy też kilku syntezatorów FM.

Czy materiałem „Genesis” zainteresował się jakiś wydawca? Wspominając o studyjnej realizacji następnego materiału, nie powiedziałeś nic o formie wydania. Czy sesja nagraniowa, którą już macie zaplanowaną jest sponsorowana przez kogoś, kto ma możliwość wydania płyty – czy też pokrywacie ją z własnej kieszeni? Do jakiego studia się wybieracie?

Azgar: Wydawca się nie zainteresował, po tym materiale było zero odzewu. Do nadchodzącej płyty mamy wiele pomysłów w wielu płaszczyznach, mamy już kilka dobrych projektów okładek, które wykonuje utalentowana artystka. Póki co mamy dużo czasu na pracowanie nad techniką, aranżacjami nowych pomysłów i dokładnym planowaniem wszystkiego. Studio (Hertz) mamy już zabukowane na po wakacjach przyszłego roku, nie pytaj czemu tak długo, sami jesteśmy tym trochę zawiedzeni, ale ostatnio tak to już jest, że ciężko się dopchać do studia… :-), rozbawiłeś tym sponsorowaniem, teraz już raczej żadna wytwórnia nie robi tak, że daje kasę nieznanemu zespołowi, aby nagrał płytę, bo jest obiecujący. W tym pojebanym biznesie musisz sam kombinować hajs (oj niemały….), żeby nagrać swój przekaz, a później zaciskać kciuki, żeby ktoś go wydał i zwrócił jakąś część wkładu… (a jak nie to: puk puk, komornik, proszę otwierać).

Wspominając datę założenia NORTHWAIL – 2001 rok – czy to było Wasze debiutanckie zetknięcie z tzw. podziemiem, czy już wcześniej gdzieś dawaliście o sobie znać? Słuchając „Genesis” podejrzewam, że NORTHWAIL to nie pierwsza Wasza muzyczna przygoda?

Morph: Często słyszymy takie pytanie, chyba Wy dziennikarze macie naprawdę niskie mniemanie o polskiej scenie black metalowej, skoro uważacie, że, aby wydać coś na poziomie „Genesis”, trzeba mieć już większe doświadczenie w tej muzyce. Choć często jest to zawoalowane pytanie o nasze poprzednie dwa dema nagrane, kiedy jeszcze pogrywaliśmy w piwnicy Azgara w naszym rodzinnym mieście. Szczerze mówiąc męczą i nudzą mnie te pytania, spłodziliśmy tamte płyty, rozesłaliśmy znajomym i tu ich historia się kończy, ot pierwsze próby, amatorskie muzykowanie, wszelkie inne słowa na ich temat są zbędne.

Bardziej chyba powinien być to komplement, jaki słyszycie niż nuda, wiedząc, że nagraliście świetny materiał bez wieloletniego stażu w kilkunastu kapelach, prawda? Zresztą chyba dostrzegacie tendencję do tworzenia różnych projektów przez muzyków, którzy swoje dawne zespoły już odstawili do lamusa?

Morph: Oczywiście. Ja osobiście bardzo się z tego cieszę, szkoda by było, żeby talenty się marnowały. Każdy zespół ostatecznie stanie przed dwiema opcjami: zakończenie działalności albo granie dalej i powtarzanie się, lub na siłę szukanie czegoś nowego. Niektóre zespoły osiągną ten etap po pięciu latach, dziesięciu, dwudziestu i więcej, a niektóre prędzej rozpadną się z pobudek osobistych. Wtedy ich „mózgi” szukają innych środków ekspresji na które dotąd nie mieli czasu. Po EMPERORze mamy ZYKLON i PECCATUM, po SENTENCED – POISONBLACK i bardzo się z tego cieszę, bo zespoły te grają znakomitą muzykę. Nie odbieram tego wcale, jako próby utrzymania się za wszelką cenę na rynku muzycznym. A wracając do NORTHWAIL… Wszystko rozbija się o to, że my, oceniając jakość „Genesis”, nie przyrównujemy jej do pierwszych płyt EMPERORa, SATYRICONu czy GORGOROTHa, lecz do tego, co obecnie świat muzyki metalowej oferuje. Ale przecież to my powinniśmy być najsurowszymi sędziami naszej muzyki, nieprawdaż?

ImageWspominałeś, że w Waszej muzyce dominują nastroje melancholijne i mizantropijne… Choć kiedy czytam teksty do „Genesis”, to widzę w nich więcej buntu i agresji jak choćby na „Vengeance” i „Long Live The Warriors!”… Na ile liryki NORTHWAIL odzwierciedlają postawę osobistą muzyków, a na ile są pewną „sztuką dla sztuki”, czymś co ma wywołać odpowiedni nastrój, nie będąc do końca prawdą w ustach mówiącego?

Morph: Zauważ, że tego typu tekściarstwo raczej dominuje w black metalu, bo pokaż mi gościa, który mieczem wyrżnął legiony chrześcijan, żeglował na Naglfarze, uprawiał seks z Szatanem, czy robił inne takie niesamowite rzeczy. Nie neguję tego typu pisania, lubię je, sam uprawiałem je do niedawna i liryki na „Genesis” tak właśnie są nacechowane. Wtedy mieliśmy inną wizję muzyki i inaczej pisałem, nakręcały mnie antychrześcijańskie wersy i kosmiczne obrazki. Dzisiaj nie napisałbym już niczego pokroju „Vengeance”. Uważam, że tematyka antychrześcijańska jest wyeksploatowana do tego stopnia, że aż śmiertelnie nudna. Nadal lubię używać pewnych zwrotów tylko po to, aby zbudować dzięki nim odpowiedni klimat, ale filarem moich liryk są faktyczne problemy i pytania nurtujące naszą cywilizację. Inspirację czerpię bardziej z otaczającej mnie codzienności niż z własnej wyobraźni. Ludzie lubią uciekać w fikcję, ale to nasza rzeczywistość jest bogatsza i bardziej fascynująca, o ile jej się nie boisz i masz odwagę otworzyć oczy, gdziekolwiek byś się nie znajdował.

Osobiście Waszą muzykę porównałem do płyt ENSLAVED „Frost” i BATHORY „Hammerheart”… W sumie to skandynawskie wzorce… Czy dobrze trafiłem? Są jakieś grupy, które wpływają na Waszą twórczość inspirująco?

Morph: Trafiłeś. Jak kulą w płot. Ale każdy ma swoje skojarzenia i nie będę nikomu odbierał do nich prawa, choć naprawdę nie mam pojęcia, gdzie dopatrzyłeś się takiej porcji eposu i to na dodatek wikińskiego. Oczywiście mamy całe mnóstwo inspiracji i to nawet tak znacznie wykraczających poza metal, że przyznanie się do nich w towarzystwie „true black”, groziłoby opluciem i powieszeniem za jaja. Osobiście czasami nawet miesiącami nie słucham black metalu, zagłębiając się w rejony, na wspomnienie których każdy zły i mroczny dostaje gęsiej skórki i wzdęcia. Ale ja to po prostu uwielbiam! I wierz mi, że takie podróże działają naprawdę odświeżająco i wiele wnoszą do naszej muzyki, która jest przecież stricte metalowa. Zagrywki rytmiczne, melodie, progresje akordów, brzmienia, tego naokoło jest mnóstwo, można czerpać garściami i zawsze znajdywać coś nowego! Kiedyś ktoś z INFERNAL WAR powiedział, że aby tworzyć black metal, należy słuchać black metalu i ja się pod tym podpisuję i przybijam pieczątkę, bo to bardzo trafne sformułowanie. Na pewno teraz samo nasuwa się stwierdzenie, że nie zależy nam bezwzględnie na trzymaniu się stylistyki BM i jest to prawda. Zależy nam na przekazywaniu za pomocą muzyki intensywnych emocji, a do tego dróg i środków jest niezliczona ilość! Bawią mnie i zadziwiają jednocześnie słowa ludzi, którzy mówią, że się wypalili, że nie da się już nic nowego wymyślić. Jedyne czego my się obawiamy to tego, że nie starczy nam życia i kasy na zrealizowanie wszystkich pomysłów!

Wspomniałeś już drugi raz o inspiracjach wykraczających poza stylistykę metalową i chyba to właśnie dlatego muzyka NORTHWAIL jest według mnie wciągająca. A chciałem przy okazji zapytać, jakie są to projekty i jaka muzyka Was fascynuje, bo dla mnie nie straszna jest mieszanka Renaty Przemyk, SOLARIS, DEVIL DOLL, PAR LINDH PROJECT, GOTHAN PROJECT, KALIBER 44, Pata Metheny’ego, Milesa Davisa np. – bo sam tego słucham, a Wasze typy? „Klapkowiczami” się nie przejmujmy:-).

Morph: Obecnie moim numerem jeden jest płyta „Director’s Cut” FANTOMASa, ci goście są geniuszami! Niesamowicie też kręcą mnie te najbardziej elektroniczne płyty MOONSPELL’a, cokolwiek DREAM THEATER, ARCTURUSa, PINK FLOYDów… czasami słucham też PIDŻAMY PORNO (bardzo lubię też nowy projekt Grabarza), JOY DIVISION, INDIOS BRAVOS, DEPECHE MODE. Jestem też wielkim fanem muzyki lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, uwielbiam tonacje w jakich wtedy grano i barwy syntezatorów z tamtych lat. Mógłbym rzucić cały ciąg zespołów, ale wystarczy jak powiem, że fascynuje mnie wszystko, co jest ciekawe, oryginalne i intrygujące, nawet jeżeli jest to hinduski pop. A Kaliber 44 często można usłyszeć na naszych imprezach.

Azgar: Tak to jakoś bywa, że klimaty psychodeliczne lubią wkraczać w nasze życie:-).

Oglądając galerię na Waszej stronie internetowej, znalazłem fotki z występu w „moim” Krakowie:-). Czy wspominacie ten koncert w klubie Extreme jako udany?

Azgar: Wszyscy wspominamy go bardzo dobrze, świetna organizacja, super nastrój (hehe, zajebistą macie tę starówkę! Pozdrowienia dla „Angola” jakiegoś, który o 2.00 w nocy wyjechał z tekstem: „Hej, guys, sorry but have you got some extazy to sell, no amf I want only Mdma??” Wesołych tam ludzi mają), i świetny koncert. Był to pierwszy gig, na którym graliśmy jako ostatni i myślę, że daliśmy radę. Pogo było, ludzie szczęśliwi, czego więcej trzeba… Na pewno chętnie wrócimy do „twojego” miasta.

Image

Wracając do relacji życie-sztuka… Jak myślisz, czym może charakteryzować się życie artysty tworzącego muzykę z granic black metalu? Na ile musi on poddać się pewnej presji, jaka płynie z założeń tego gatunku? Czy w muzyce black metalowej mogą się znaleźć osoby w ogóle nie związane z jej nastrojem – i czym jest nastrój muzyki black metal?

Morph: Presja? Założenia gatunku? Dobry dowcip. Każdy, kto śmie nazywać się prawdziwym artystą, ma takie rzeczy głęboko w dupie. Artystę cechuje wolność, nazywamy swoją muzykę black metalem i będziemy się tego trzymać tym bardziej, im bardziej różni wszechwiedzący krzykacze będą nam tego tytułu odmawiać, bo nikt, powtarzam, NIKT nie ma prawa do definiowania gatunku. Wcale nie muszę być nienawistny i być satanistą, żeby nazywać się artystą black metalowym! Faktycznie, pojęcie black metalu wprowadził VENOM i jeżeli być dokładnym, to black metalem można nazwać każdą muzykę metalową o przesłaniu satanistycznym (nawet jeżeli miałaby brzmieć jak metalcore), ale w przeciwieństwie do Azgara nie lubię upierać się przy definicjach. Jak kiedyś powiedziała moja przyjaciółka: „black metal to zima wkraczająca na pustkowia duszy” [całkiem piękne porównanie – red.]. Według mnie to w dużej mierze definiuje charakter tej muzyki i wydaje mi się, że głęboko we wnętrzu każdego artysty black metalowego jest takie miejsce, gdzie pośrodku zimnej, martwej równiny spoczywa ziarno goryczy. Ja takowe posiadam, ale próżno doszukiwać się go w moim zachowaniu na co dzień, ono otwiera się dopiero, kiedy chwytam gitarę, wchodzę na scenę, staję za mikrofonem, chwila oczekiwania i uderzamy z całą furią; zaczynam wypluwać z siebie takie ilości jadu, że momentami tracę nad sobą kontrolę. A kiedy schodzę ze sceny i emocje opadają, to cała agresja znika i znowu jestem tym samym dowcipnym i przyjaźnie nastawionym gościem. Czasami kiedy oglądam swoje zdjęcia z koncertów, to mam wrażenie, jakbym widział swoje złe alter ego, jakbym był doktorem Jekyll’em a ten tam to Mr. Hide. My muzycy NORTHWAIL na co dzień jesteśmy pozytywnie i przyjaźnie nastawieni, a to co definiuje nas jako artystów black metalowych, to ten nieopisany wewnętrzny niepokój, który ujście znajduje właśnie przez muzykę. Jak więc widzisz, na scenie stajemy się kimś innym i nie boimy się do tego przyznać, uważamy to za naturalne, to nie jest wcale, jak niektórzy „prawdziwi” twierdzą, pozerstwo. Ono jest raczej w tych, którzy na co dzień próbują usilnie kreować image black metalowego mroczniaka. Byliśmy ostatnio małą ekipą na koncercie Satyriconu, czekając na wejście prowadziliśmy ożywione dyskusje i śmialiśmy do rozpuku, a wokół nas było mnóstwo ludzi, którzy tylko rozmawiali ze sobą neutralnym tonem. Zastanawiałem się, czy oni wszyscy naprawdę są tacy przybici i ponurzy, czy tylko boją się pokazać, że w ich „mrocznym” życiu także jest miejsce na czystą, niczym nie skrępowaną radość. Nikt z zespołu nie jest taki jak na przykład Nattefrost, nie chcielibyśmy być i nie czujemy się przez to mniej black. Nasza muzyka nie odzwierciedla nas w 100%, ale uważam, że jeżeli ktoś potrafi tak zadeklarować w swoim przypadku, to musi być to osoba płytka i mało interesująca. Nie wyobrażam sobie, żeby byt tak złożony jak istota ludzka, można było zdefiniować za pomocą jednego gatunku muzycznego. Pytałeś jeszcze o ludzi niezwiązanych z blackiem, czy mogą go grać. Hmm… po pierwsze należałoby dokonać podziału muzyków na dwa gatunki: artystów i instrumentalistów. Jeżeli potrzebujemy gitarzysty to na tym stanowisku mile widziany jest każdy, kto potrafi w swoją grę władować mnóstwo energii oraz spełnia kilka innych cech, bo umiejętności to nie wszystko, z takim człowiekiem trzeba się też dobrze dogadywać i sądzę, że gdyby miał z nami grać ktoś, kto na co dzień gra chrześcijański metal, za każdy dzień dziękuje Chrystusowi i nie może zrozumieć dlaczego inni nie czują tak, jak on, to raczej ta współpraca nie potrwałaby długo, ale gdyby to był ktoś z kim dobrze się gra i rozmawia, ktoś kto tak jak my ma te najważniejsze klepki poukładane w głowie tam gdzie trzeba, to nie widzę przeszkód. Szanujemy poglądy innych ludzi, jeżeli oni szanują nasze i wszystko jest ok. Na przykład w drugim, stricte i 100% black metalowym zespole, w którym gram, mamy na basie zadeklarowanego punkowca. Także nie widzę problemu żeby w zespołach BM byli ludzie spoza tego środowiska, ale spełniają wtedy tylko funkcje instrumentalistów, odtwarzają to, co im się zada, jednakże nie dodają nic od siebie. Natomiast artystę, twórcę black metalowego powinien cechować ten wewnętrzny niepokój, o którym już mówiłem, tyle że niektórym każe on sięgać po prochy lub alkohol, innym po broń a nam po instrumenty. To jest nasza broń, nasza terapia, nasza droga, nasz manifest.
 
Często muzyka NORTHWAIL ma zapędy ku muzyce monumentalnej. Bywa, że kompozycje często kojarzą się z literaturą fantasy oraz historycznymi widowiskami. Znajdujesz coś interesującego w tego typu zjawiskach? Czy oglądałeś np. filmową wersję „Pierścienia Nibelungów” – bo „Władcę Pierścieni” chyba już raczej obowiązkowo?:-)

Azgar: Zgadzam się, myślę, że to ze względu na to, jacy jesteśmy. Jeżeli mamy już coś przekazywać, tworzyć coś, co nas porwie, to często jesteśmy wręcz wewnętrznie zmuszani, do ubierania tego w taką, jak wspomniałeś, monumentalną opokę. Często chcemy, aby jakieś części naszej muzyki wywierały na ludziach określony skutek, odczucia, żeby ktoś, słuchając tego, czuł takie wewnętrzne, monumentalne wrażenie. Widzę, że nam się to całkiem udaje. W muzyce nie staramy się raczej nawiązywać do jakiś książek fantasy, filmów i takich rzeczy, choć oczywiście niekiedy zaszczepiają one w nas inspiracje. Często jak myślę nad jakimś riffem, lubię zamknąć oczy i wyobrazić go sobie, wtedy lepiej mogę poczuć, jaki on tak naprawdę jest i jaki ja mu mogę jeszcze nadać charakter. „Władcę Pierścieni” oczywiście widzieliśmy, zarówno wersje oryginalną jak i XXX… Tego, co wymieniłeś, ja osobiście nie widziałem, ale pewnie niedługo sobie ścią… tfu, zobaczę. Filmem, który już kiedyś zrobił na nas wyjątkowe wrażenie, jest „Diuna”, cały klimat filmu, muzyka i fabuła są rewelacyjne. Image
Pewnym atutem w Waszej muzyce uznaje się partie skrzypiec w wykonaniu „seksownej Hekate”:-)… Jak doszło do powiązania Waszej muzyki z tym klasycznym instrumentem? Czy był to zabieg celowy, czy też przypadek, który pozwolił wzbogacić muzykę NORTHWAIL o nowe partie? Na „Genesis” skrzypiec jest niezbyt wiele… Czy na nowym materiale ten instrument będzie równowagą dla instrumentarium metalowego?

Azgar: Tak, wszystko było kwestią przypadku. Pewnego dnia nasz były gitarzysta, Thor, wziął ze sobą na próbę swoją dziewczynę, żeby posłuchała, poznała nas itd. Po rozmowie na ławce u mnie przed domem wyszło, że jest z wykształcenia skrzypaczką, no i bardzo jej się podoba nasza muzyka. Później już wszystko się samo potoczyło, wpadliśmy na pomysł, że dobrze by brzmiały niektóre części ze skrzypcami, no i zaczęło się kombinowanie… i trwa aż do teraz. Od początku nie miał to być instrument tak używany, jak gitary perkusja itd., a bardziej miał być smaczkiem, który podkreślałby i ubierał w piękny dźwięk niektóre części. Na nowej płycie będą dość rozbudowane partie skrzypiec, ale nie będzie to żadna równowaga dla pozostałego instrumentarium, nie traktujemy ich w tym kryterium, będą one odwrotnie do twojego zapytania dodawały tego czegoś, podnosiły przemyślany nastrój, bądź tworzyły go. Planujemy nie tylko partie skrzypiec na nowej płycie ale jeszcze jednego dość klasycznego instrumentu, ale o tym na razie jeszcze nie będziemy mówić.

„Genesis” to zobowiązujący tytuł płyty – zarówno nawiązuje do Księgi Rodzaju Starego Testamentu, jak i jest synonimem czegoś dopiero się rodzącego, powstającego… Czy dla Was był to tylko znacznik powstania wyjątkowej produkcji NORTHWAIL, czy też był genezą czegoś więcej?

Morph: Ta produkcja była wyjątkowa z tego względu, że miała być pierwszą, która zaprezentuje nas światu. Nie nagrywaliśmy już tego, żeby ot tak mieć utwory zgrane do posłuchania i wysłania znajomym. Mieliśmy świadomość, że tą epką wypłyniemy na szersze niż dotychczas wody, wiedzieliśmy, że będą na nas spadać pioruny a czasami w żagle będą dmuchać pomyślne wiatry, byliśmy też na tyle naiwni, że mieliśmy nadzieję upolować dzięki „Genesis” jakiś kontrakt, niestety byliśmy wtedy jeszcze zbyt niedoświadczeni, nasze umiejętności były na zbyt niskim poziomie, żeby stworzyć coś, co od razu może zaistnieć. Z perspektywy czasu i odkładając na bok sentymenty oceniam tę produkcję raczej niepochlebnie, ale jednocześnie jestem świadom tego, że na nic więcej nie było nas wtedy stać oraz że przy wydawaniu każdego kolejnego wydawnictwa będę miał kiepskie zdanie o poprzednim, które podczas tworzenia będę uważał za wielkie osiągnięcie. Chyba nigdy nie byłem i nie będę zadowolony, ale myślę, że to pozytywna cecha, która nigdy nie pozwala spocząć na laurach. Tytuł „Genesis” to faktycznie po części też przesłanie mówiące: „Tu właśnie zaczyna się NORTHWAIL”! To dopiero pierwszy rozdział naszej opowieści. Czy zostanie dokończona i jak będzie obszerna? Gdybyśmy znali odpowiedzi na takie pytania, to życie stałoby się okropnie nudne. Jedyne co nam pozostaje, to walczyć i nie słuchać fałszywych proroków i faryzeuszy.

Tak puszczając wodze umysłu… Czy życie tu na Ziemi ma sens według Ciebie? Czy też należy go odnaleźć we własnym zakresie, co wiąże się z tym, że to my tworzymy cel – a w rzeczywistości nie ma celu życia na Ziemi… To zapętlone pytanie prowadzi do zastanowienia się nad moralnością… Niedawno zmarły Stanisław Lem był ateistą, lecz dla niego kwestie moralne wiązały się z człowiekiem… Warto przestrzegać norm, które nie mają żadnego sensu uniwersalnego?

ImageMorph: Bez norm życie wymknęłoby się spod kontroli, ich uniwersalnym sensem jest to, że w ogóle są, a nie to, co one narzucają. Wprowadzają pewną formę porządku, zapewniają społeczeństwu niezbędną dozę przewidywalności. Z wykształcenia jestem biologiem, więc do kwestii naszego istnienia podchodzę bardzo naukowo, kieruję się prawami logiki. Według mnie życie na Ziemi to czysty przypadek a nasze istnienie jest pozbawione jakiegokolwiek sensu. Natura w ślepym pędzie ewolucji obdarzyła nas świadomością własnego „ja”, co dało nam ogromną przewagę nad innymi istotami. Oczywiście i ten wynalazek ma pewne wady, samoświadomość dała początek arogancji gatunkowej i poczuciu boskości, nie mogła zaakceptować faktu, że jej nosiciel – człowiek – to tylko pospolite zwierzę i stąd wzięły się przekonania o naszym boskim pochodzeniu i szczególnej roli, jaką pełnimy na tym świecie. Człowieka stworzył Bóg na swoje podobieństwo, dał mu władanie nad przyrodą, uczynił go panem na swoim ziemskim podwórku… budujące nieprawdaż? Człowiek stworzył sobie bogów, bo tak jest najprościej. „Pracuję nad swoim życiem, bo z góry ktoś na mnie patrzy i, jak mi się zemrze, to mnie podsumuje”. Po co szukać innych odpowiedzi na nurtujące nas pytania, skoro jedna bardzo wygodna i prosta jest tuż pod ręką? Bardzo łatwo uczynić z religii swój cel istnienia, bo nie wymaga ona namacalnych dowodów, wystarczy silna wiara, bo nią zawsze można wszystko wytłumaczyć: „dzieje się dobrze, bo wierzę i Bóg mnie wynagradza, dzieje się źle, bo Bóg testuje moją wiarę i jak go nie zawiodę, to mój los się odwróci, a nawet jak jest totalnie do dupy, nie ma co do garnka włożyć, bo mąż wszystko przepija, bije mnie i dzieci i nie ma perspektyw na poprawę, to i tak należy głęboko wierzyć, bo za wytrwałość czeka mnie nagroda w niebie”. Wiara w Boga, który ma co do nas nadzieje i oczekiwania, sprawia, że czujemy się wyróżnieni. Może zaskoczę Cię tym, co zaraz powiem, ale wcale nie potępiam wiary. Są ludzie, którym pomaga ona jednocześnie nie zatruwając im życia, korzystają z jej terapeutycznej mocy, ale zachowują rozsądek i zdrowe, trzeźwe spojrzenie na świat, oczywiście trzyma się ich pewna doza naiwności, ale tak naprawdę ma ją każdy z nas, niezależnie od przekonań. Wśród moich znajomych właściwie większość jest w jakiś sposób wierząca, ale szanujemy nawzajem swoje poglądy i jest ok. Oni nie próbują mnie przekonać, że powinienem pracować na swoje życie po życiu, a ja ich, że po śmierci czeka ich duże rozczarowanie. Nie potrafię znieść natomiast ludzi, których jedyne ambicje związane są z „życiem wiecznym” i nie obchodzi ich nic więcej. Jeszcze gorzej jest, gdy nachalnie próbują mnie do swoich racji przekonać, a jawną agresję wywołują u mnie ludzie, którzy z wiary czynią instytucję, czyli cały pieprzony kościół. Lekko oddryfowałem od głównego wątku, ale te rozważania posłużą mi teraz do sformułowania wniosku, że nasze życie ma taką wartość, jaką mu nadamy, a cel, jaki byśmy sobie nie znaleźli, jest zawsze naszym osobistym a nie nadrzędnie ustalonym, nieważne jak bardzo byśmy chcieli w to wierzyć.

Co byś miał do powiedzenia towarzystwu, które słuchało Cię cały wieczór z uwagą – co byś powiedział kończąc spotkanie?

Morph: Że nie mogę uwierzyć w to, iż zmarnowali sobie cały wieczór na słuchaniu moich mdłych wywodów! A tak na poważnie to pewnie pokusiłbym się o podsumowanie i finalną myśl. Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak autoreklama, nic w stylu „posłuchajcie nas, naprawdę warto”, czy „czekajcie na naszą nową płytę”. Naszą pogawędkę zakończę przesłaniem: „eksplorujcie, nie bójcie się wędrować w miejsca, od których odwodzą was inni, a na pewno się tam spotkamy”. Dziękuję za rozmowę.

Azgar: Ja też parę wypocin dodałem i także dzięki za rozmowę. Kupujcie nasze pyty, kasety, winyle, sygnowane Rulexy i inne gówno, dzięki którym będziemy mogli nagrywać kolejne płyty.

[Ariaman / Atmospheric #`3]