Novy (ex VADER etc.): (Nie)spełniony muzyk

novy1Czy pamięta ktoś jeszcze czasy, kiedy Peter określił angaż Novy`ego do VADERa jako „zdobycz” i nadzieję fanów, że nareszcie usłyszą w zespole gitarę basową? Z entuzjazmu tego pierwszego oraz wiary tych drugich nie pozostało do dzisiaj nic. Od lidera VADER trudno dziś usłyszeć dobre zdanie o swoich byłych kolegach z grupy, zaś w to, że bas stanie się istotnym instrumentem w muzyce „naszego krajowego towaru eksportowego”, nie wierzy już chyba nikt… Odejście Novy’ego z bandu ponad rok temu doprowadziło po części do ujawnienia wielu spraw niekoniecznie miłych dla wielbicieli zespołu. O nich zresztą, w udzielonym wywiadzie, opowiedział jeden z najbardziej zainteresowanych, czyli Novy… Żeby jednak Marcin Nowak nie kojarzył się Wam tylko i wyłącznie z VADERem, odpytując go, nie zapomnieliśmy także o chlubnej przeszłości związanej z DEVILYN czy BEHEMOTH. Rozmawialiśmy również o jego planach na przyszłość i pomyśle na swoje granie…

 

 

 

Cześć Novy. Co się u Ciebie zmieniło w ostatnich miesiącach? Pojawiły się jakieś nowe propozycję grania?


Witam serdecznie. Owszem nastąpiły pewne zmiany w moim życiu zawodowym. Rynek muzyczny jest bardzo specyficzną dziedziną, rządzącą się własnymi prawami. Granie to jedna sprawa, ale biznes to zupełnie inna. Musiałem przez ostatnie parę miesięcy zapoznać się z wieloma aspektami tej działalności i przynosi to obecnie całkiem realne rezultaty. Poza uczestniczeniem w licznych projektach czysto sesyjnych, podjąłem współpracę z pewnymi ludźmi, co mam nadzieję, przyniesie niedługo efekty. Nie mogę rozwinąć tego tematu, aż do momentu sfinalizowania pewnych spraw…

 

Ok, zanim porozmawiamy o przyszłości, cofnijmy się trochę w czasie. Pamiętasz, w jaki sposób zainteresowałeś się metalem i postanowiłeś, że salony fryzjerskie będziesz omijać szerokim łukiem?


Ojjj, było to dawno temu. W szóstej klasie podstawówki kumpel pożyczył mi kasetę z nagraniami RUNNING WILD oraz HELLOWEEN i przepadłem na wieki. To był proces natychmiastowy. Poczułem w tej muzyczce coś, czego nie doświadczyłem swoim młodym umysłem nigdy wcześniej. Jakąś magię i ekstremalną dawkę emocji. Pomimo tak wielu lat, nadal doskonale to pamiętam. Z fryzjerami było trochę gorzej, niestety okres zapuszczania włosów nie był łatwy i często spotykał się z niezrozumieniem:-).

 

Jak spora cześć metalowców, od słuchania przeszedłeś do grania. Powiedz coś o swojej pierwszym zespole. Czy był nim DEVILYN, czy grałeś gdzieś wcześniej?


Właściwie DEVILYN można nazwać moją pierwszą, prawdziwą kapelą, choć miałem wcześniej pewne epizody w grupach piwnicznych. Ciągotki do bycia muzykiem miałem od dziecka. W mojej klatce schodowej mieszkało trzech skrzypków i nauczycielka muzyki, co nie mogło być to obojętne dla mojego rozwoju:-). Gdy zostałem młodym, gniewnym metalowcem, postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i tak już zostało.

 

novy_DevilynZ DEVILYN zyskaliście pewną popularność w metalowym światku. Dlaczego, Twoim zdaniem, nie udało się Wam „wybić”, podobnie jak choćby VADERowi?


Fakt, byliśmy jednym z nielicznych polskich zespołów na ówczesne czasy, który podpisał kontrakt z zachodnią wytwórnią, za sprawą której nasze trzy płyty ukazały się na całym świecie. Nawet mieliśmy specjalną edycję w Japonii, a z tego, co widziałem jeżdżąc po świecie, albumy DEVILYN nadal są do kupienia w sklepach. Co do samej działalności, myślę, że brakowało nam doświadczenia i kogoś, kto zająłby się menagerką. Byliśmy przede wszystkim muzykami i pewnych spraw nie ogarnialiśmy. Do tego doszły problemy personalne. Życie jest brutalne i nie każdy potrafi poświęcić absolutnie wszystko dla swojej pasji, nie mając nic z tego przez długi czas. Na koniec w głupi sposób pokłóciliśmy się z gitarzystą, z którym to wszystko zaczęliśmy i tak rozdział DEVILYN w moim życiu został zamknięty…

 

Otworzył Ci jednak w pewnym sensie możliwość grania w dwóch największych polskich kapelach metalowych. Mówię tu oczywiście o BEHEMOTH i VADER. Sporą sensacją w minionym roku było Twoje odejście z tej drugiej grupy. W kontekście ostatnich wydarzeń, odnoszę wrażenie, że rozpoczęło złą passę dla zespołu w kwestiach wizerunku. Po Tobie szeregi kapeli opuścili Mauser i Daray, a do mediów zaczęły przeciekać różne przykre informacje na temat jej funkcjonowania…

 

No tak, jeszcze mnie ktoś posądzi, że byłem pierwszą plagą egipską:-). Tak naprawdę niczego nie zapoczątkowałem. W VADER zaczęło się dziać źle już dwa, trzy lata wcześniej i był to proces postępujący z biegiem czasu i nieodwracalny, jak można to zauważyć obecnie. Złożyło się na to wiele aspektów – personalnych, „politycznych” i finansowych. Nie chcę tu prać publicznie brudów, gdyż jest to sprawa pomiędzy pewnymi ludźmi i chce oszczędzić fanom czytania o tym. Zresztą każdy miał możliwość wyrobienia sobie zdania na ten temat obserwując wszystko, co się działo w tej kwestii. Wracając do naszego odejścia… Wszystko waliło się od jakiegoś czasu. Wszystko ma swoje granice, a te zostały przekroczone dawno temu i zbyt wiele razy. Wspólnie z Mauserem i Darkiem wiele razy dyskutowaliśmy na ten temat. Próbowaliśmy też zaradzić temu wszystkiemu, coś zmienić, naprawić. Niestety nie było takiej możliwości, nie mieliśmy żadnego wpływu na to, co się działo. Dlatego w pewnym momencie wspólnie podjęliśmy decyzję o zakończeniu współpracy z Peterem, tyle że odbyło się to w różnym czasie. Takie jest życie, taki jest biznes – szkoda, że z uszczerbkiem dla muzyki i fanów. Warto wspomnieć, że nie była to „zasługa” ani moja, ani Darka i Mausera. Teraz próbuje się z nas zrobić tych „złych”, co rozpierdolili skład, a tak naprawdę to najwięcej z siebie dawaliśmy, co można było zobaczyć choćby na koncertach.

 

Kiedy poczułeś, że granie w VADER już Cię nie interesuje?

 

To nie do końca jest tak, że granie w VADER przestało mnie interesować. Jako zespół koncertowy byliśmy naprawdę dobrym teamem. Byliśmy zgraną maszyną, która bez litości i kompromisów robiła to naprawdę dobrze. Właśnie występy, kiedy jeszcze graliśmy prawdziwe koncerty, a nie grywaliśmy po „piwnicach”, dawały nam tą siłę, na przetrzymanie tego wszystkiego, co działo się wewnątrz. To fani dawali nam moc i wiarę w to, co robimy, za co dziękuję Wam wszystkim!!!

 

l_vader_xxv

Czyżby chodziło Ci m.in. o to, co przyznał w jednym z ostatnich wywiadów Peter, że na wszystkich albumach VADERa na basie grał on. Wyjątkiem jest ponoć tylko „XXV”…


:-) Wreszcie „ktoś” to powiedział. Kiedy grałem w tym zespole, zabroniono mi o tym mówić! Zresztą było to dla mnie uwłaczające jako muzyka, choć kiedy czasem wspominałem o tym komuś z przyjaciół, nie mogli uwierzyć. Od pierwszego dnia toczyłem w VADER „wojnę” o nagrywanie basów na płytach. Zarówno manager, jak i reszta chłopaków wspierali mnie w tym. Niestety, jak to wiele razy słyszałem, Peter też był basistą – 50 lat temu i on wie, jak to się robi. A ja przecież nie wiem:-). Poza tym nie potrafiłem grać piosenek na jednej strunie, kostce i z przesterem, a to mogło poważnie zaszkodzić muzyce VADER:-). Mówiono mi, żebym swoje ambicje schował do kieszeni i cieszył się, że mogę grać w tak znamienitej kapeli. Przykre to wszystko. Przyznaje, nie było to łatwe dla mnie jako muzyka. Jednak mam na swoim koncie sporo nagranych albumów z rożnymi innymi grupami, więc kwestia „nienagranych basów” na wydawnictwach VADER nie spędza mi snu z powiek. Zwłaszcza, że dopiero się rozkręcam…

 

Myślę jednak, że fani VADER mogą czuć się oszukani. Wynika z tego, że pokazywanie w raporcie ze studia w czasie sesji do „The Beast” tego, jak nagrywasz bas, było tylko aktorską grą…

 

No niestety tak to wszystko wyglądało. Myślałem wtedy, że jadę nagrywać płytę. Kiedy po dotarciu do studia chciałem zabrać się do pracy, usłyszałem coś w rodzaju: „daj spokój, nie będziesz nic nagrywać, bo czasu nie ma. Udawaj tylko, żeby był materiał video”. Pozostawiam to bez komentarza. Nie miałem na to wpływu, choć bardzo chciałem i wałczyłem o to. Był to zresztą wątek, który bardzo mocno przyczynił się do zakończenia naszej współpracy. Nie mogłem dłużej udawać, a wiele było w tym zespole udawane – że jest fantastycznie, a ja się spełniam. Nie mogłem też zapomnieć o moich ambicjach, tysiącach godzin spędzonych na ćwiczeniu umiejętności. I wszystko po to żeby udawać? Myślę jednak, że dla wielu ludzi nie jest to jakimś wielkim zaskoczeniem, szczególnie że wiele rzeczy nieoficjalnie przedostawało się do wiadomości i nie dało się tego ukryć.

 

Co sądzisz o ostatniej sprawie związanej z rezygnacją ROOTWATER i BLINDEAD z zagrania na Blitzkrieg Tour? Czy faktycznie warunki grania supportów na tego typu trasach są tak nieciekawe?


Supporty nigdy nie miały łatwo, ale nie jest to żadna reguła. Są pewne zasady, których się nie łamie. Kapela to ludzie, którzy robią coś z pasji do muzyki, ludzie, którzy dużo poświęcili i wiele się wyrzekli, by móc to robić. Jeśli muzyków supportujacych traktuje się jak szmaciarzy, którzy powinni całować po rękach, że mogą pojechać na trasę z „mega” gwiazdą… No comments!!!

 

Granie w VADER i BEHEMOTH dawało Ci jednak, pomimo pewnych niedogodności, możliwość zarabiania na życie dzięki robieniu właśnie tego, co lubisz, jak myślę, najbardziej. Czy obecnie nie żałujesz odejścia z tej drugiej grupy?

 

Wiele razy spotkałem się z tym pytaniem, zwłaszcza teraz, gdy BEHEMOTH osiągnął tak wiele i jeszcze więcej przed nim. Nie mogę mówić, że żałuję odejścia. Ta decyzja na ówczesny czas była koniecznością w moim życiu. Wiem, że nie mogłem wtedy postąpić inaczej. Roztoczono przede mną wizję grania w najlepszym zespole na świecie, a moja sytuacja życiowa była dosyć trudna. Moja droga prowadziła w inną stronę. Patrzę na to wszystko z dystansem i staram się nie oglądać za siebie, tylko wyciągać wnioski. BEHEMOTHowi zawdzięczam bardzo wiele, zarówno doświadczenie jak i wspólnie spędzony czas, który obfitował w mnóstwo ciekawych zdarzeń. Za to jestem bardzo dumny z tego, czym ta kapela się stała, co osiągnęła oraz że kiedyś w tym uczestniczyłem. Na pewno będę chłopakom nadal kibicował!

 

A jak podobają Ci się najnowsze dokonania obu grup?


Nowa płyta BEHEMOTH to kolejny dowód ich kunsztu i konsekwencji. Po każdym albumie zastanawiałem się, co też by musieli zrobić, żeby przebić poprzedni i dochodziłem do wniosku, że to chyba niemożliwe:-). A jednak! Nergal i ekipa doskonale wiedzą, jaki jest ich cel, rozwijają się w ogromnym tempie, wyciągają wnioski i wykorzystują zdobyte doświadczenie. Chylę czoła! Co do VADERa, to wolę się nie wypowiadać, wystarczy poczytać recenzje, posłuchać płyty i opinii fanów. Myślę, że to mówi samo za siebie i ja nic więcej bym nie dodał.

 

W tym samym czasie, co w VADER, grałeś także m.in. w DIES IRAE, zawieszonym po śmierci Docenta. Kiedyś przyznałeś, że są plany reaktywacji tego zespołu. Nadal jednak nic nie słychać o próbach znalezienia nowego perkusisty, koncertach…


DIES IRAE to trudny temat. Jak wiele razy wspominałem, że nigdy oficjalnie nie zakończyliśmy działalności. Plany się pojawiały i znikały. Znalezienie perkusisty nie stanowi problemu, problem tkwi w tym, że ojcem DIES IRAE jest Mauser i do niego należy decyzja, czy coś zrobimy czy nie. Ja i Hiro jesteśmy na tak, tyle że trzeba by było rozmowy całej trójcy przenajświętszej, aby coś ruszyło w tym temacie. I tak to się ciągnie już od kilku lat. Dlatego nic nie obiecuję, ani nic nie dementuję. Przyjdzie czas, gdy wszystko się wyjaśni!

 

Co obecnie dzieje się zaś w obozie VIRGIN SNATCH?


W VIRGINach urlopy, póki co. Przed wakacjami zagraliśmy trochę koncertów, co zdecydowanie zgrało nas jako grupę. Mamy zamierzenia, by rozpocząć prace nad kolejnym albumem. Myślę, że to kwestia dni, kiedy tylko spotkamy się na próbach. Na pewno w najbliższym czasie zabierzemy się do pisania nowego materiału. Jeśli wszystko pójdzie tak, jak zakładamy, możliwe, że jeszcze w tym roku zrobimy płytę, a ja na pewno nagram basy:-). Bardzo ważnym priorytetem dla VIRGIN SNATCH jest poszukiwanie zachodniej wytworni, która umożliwiłaby nam rozpoczęcie kariery na Zachodzie. Natomiast w styczniu 2010 pojawimy się na kolejnej trasie koncertowej po Polsce, zagramy z THY DISEASE w ramach Creative Act Of Music Tour.

 

Ok, a teraz pytanie z serii bezczelnych: czym obecnie zarabiasz na życie?


To bardzo osobiste pytanie:-). Powiem tylko, że nadal utrzymuje się z grania…

 

Czy utrzymujesz kontakt z Darayem? Jak wiedzie mu się w DIMMU BORGIR?


Tak, z Darkiem mam dobry kontakt, czasem spotykamy się też prywatnie, dosyć zżyliśmy się przez ten czas grania razem. Myślę, a właściwie jestem przekonany, że jest on teraz we właściwym miejscu i zespole. U niego nie przechodzą ściemy, musi mieć wszystko jasne i warunki do tego, żeby dać z siebie wszystko. Charakteryzuje go zawodowe podejście, dużo od siebie wymaga, ale od innych też. Widzę, jak wiele pracy w to włożył i jakie są tego efekty, dlatego bardzo się cieszę, że ma możliwość grania w grupie, która daje mu tak wiele możliwości.

 

Widziałem Cię na koncercie KREATORa w Krakowie. Zjawiłeś się w „Studiu” z sentymentu, czy krążek „Hordes Of Choas” jakoś szczególnie wbił Ci się w świadomość?


KREATOR to kawał dobrego, old schoolowego mięcha. Są jeszcze takie bandy, które w zalewie tysięcy nijakich kapel mają swój charakter i konsekwentnie tworzą od wielu lat dobrą muzę. Mam też wielki sentyment do KREATORa, jakby nie było wychowywałem się na ich muzyce. Poza tym miałem możliwość spędzić z chłopakami kilka miesięcy na trasach i zaprzyjaźnić się, więc fajnie było ich znowu zobaczyć na scenie.

 

novy2W jakiej kapeli chciałbyś w przyszłości grać? Nie chodzi mi o to byś rzucał konkretnymi nazwami, ale o pewien model grupy, która by Ci odpowiadała?


Hmm, trudne pytanie. Mam szerokie horyzonty muzyczne i na wielu płaszczyznach muzyki widziałbym się jako artysta. Na pewno musiałby to być zespół, w którym mógłbym się czuć właśnie muzykiem, a nie robotnikiem. Zespół, w którym miałbym swój udział w tworzeniu, gdzie moja rola jako basisty nie byłaby ignorowana lub niedoceniana. No i oczywiście zespół, który gra trasy, ma wytyczony cel i perspektywy rozwoju. Nie interesują mnie już kapele „skostniałe”, wtórne i zamknięte na wszelkie nowości. Myślę, że najważniejsze jest to, kto w takiej grupie gra, jakiego typu ludzie. Ważna jest pasja, determinacja, zaangażowanie i dążenie do celu.

 

A co w kwestiach czystodźwiękowych? Czy nie chciałbyś się sprawdzić w graniu innej muzyki niż metal?


Jak wcześniej wspomniałem, jestem bardzo otwarty na muzykę. Trochę mnie drażni, kiedy spotykam się z opinią na mój temat, że jestem „metalem” i tylko z tym jestem utożsamiany. Przynajmniej przez niektórych ludzi, którzy uważają chyba, że z powodu grania w VADER mogę grać tylko death metal. Całe szczęście niewielu takich spotykam… Uczestniczę w kilku projektach, które z muzyką metalową nie mają nic wspólnego. Nie jest to nic oficjalnego, ale niewykluczone, że jeszcze w tym roku pojawią się na rynku nagrania z moim udziałem bez żadnego metalowego loga. Potrzebuję się realizować w różnych kierunkach, to rozwija mnie jako osobę i jako muzyka. Doświadczenie zdobywa się całe życie.

 

Ok, nie zamęczam Cię już dalej. Dzięki za rozmowę.


Dziękuję serdecznie za wywiad. Zapraszam na mój profil na MySpace oraz www.novy-bass.com, gdzie znajdziecie wszelkie informacje na temat tego, co się u mnie dzieje i jakie mam plany.

 

[Jacek Walewski / Atmospheric #16]

 

Novy, nuclearbass@wp.pl; www.novy-bass.com, www.myspace.com/novyvader