NUN SLAUGHTER, SATHANAS, BESTIAL RAIDS, BLOODTHIRST … – 13.03.2009, Poznań

Death Dealers Fest vol. V:
NUN SLAUGHTER, SATHANAS, BESTIAL RAIDS, BLOODTHIRST, EBOLA

13.03.2009, Poznań, „U Bazyla”

„Trzynasteeego wszystko zdarzyć się może”! Znając życie, to w radiu tego dnia, ten kawałek był zapewne katowany na wszystkich stacjach! Taa, dla jednych dzień pechowy, tak najzwyczajniej w świecie. Bez czarnych kotów i plucia przez lewe ramię. Dla drugich, niczym sławetny „Piątek Trzynastego”, czyli krwawy (w dosłownym znaczeniu:-), ale o tym później!) horror. Dla innych zwykły dzień, z tą odrobiną dreszczyku, przed pewnym sławetnym wydarzeniem w poznańskim klubie „U Bazyla”. Ale, po kolei, na spokojnie, do rzeczy…
Nocleg zaklepany, auto sprawne, dni wolne wybrane, kasa przygotowana. Unholy Trinity From Pomerania: Dolek, Stachu i piszący mieli tego dnia zapisać się trwale w annałach polskiego undergroundu, no może na szczęście, ten ostatni nieco mniej, azaliż zagrałem rolę drugoplanową! Pierwsze browary otworzyły się za Tczewem, prawie iż równocześnie z przekroczeniem bramki autostrady. W trakcie dojazdu do miasta Poznania, pan Stanisław vel Stachu aka Skalpel spożył 7 piw, a więc dwa razy tyle, co piszący te słowa. W Poznaniu okrutny korek doprowadził do rytualnego oddania moczu pod płotem jakowegoś klasztoru i chyba to był właściwy początek tego kultowego dnia! Sterany życiem i kierowaniem pan Dolek marzył już wtedy jeno o dotarciu pod hostel i wlaniu do swych trzewi płynu zawierającego jakoweś promille. Gdy tylko wysiedliśmy i ruszyliśmy do kamienicy, aby zalogować się w noclegowni, pan Stanisław, nie czekając na nikogo, pędzony opilczym szałem, który wzmagał w nim potrzebę spożycia, wyrwał na oślep do „Bazyla”. Minęło wiele czasu, zanim go odnajdziemy…
Ruszamy więc z kolegą Dolkiem pod miejsce, gdzie ma odbyć się rytuał. W siatce jest coś, na co wszyscy z utęsknieniem czekają – sławetna „Pomorzanka”, po drodze spotykamy Witosława, Bagiena i paru innych kompanów, pod samym klubem dołączają kolejne tuzy naszego podziemia – Mortis, Szylton, Dziku, Adrian z „R`Lyeha”, Klaudek Witczak. Pana Stasia nie ma nadal. Rozpoczyna się degustacja. A raczej rzec by należało, zakrojona na szeroką skalę konsumpcja. W pewnym momencie, kierowany resztkami rozumu i mając wsparcie w Klaudiuszu, opuściliśmy na chwilę towarzystwo, wyruszając coś skonsumować, co by nie lać alku na pusty żołądek. Po powrocie i stwierdzeniu, iż towarzystwo musiało wydegustować wszystko, wchodzimy do klubu. Wymiana uprzejmości (salut Wachu!). Oddaję szwedę i usiłuję lustrować lokal celem odnalezienia znajomych ryjów. Nie trudne to zadanie, większość spośród kompanów kręci się dziwnie w pobliżu baru. Degustacja przeradza się powoli w opilczy szał. Kolejne „Żubry” pękają niczym dojrzewające kasztany. Wszystko w oparach dymu, krzyki, śpiewy i inne przynależne metalowej hołocie zachowania prowadzą do jednego – totalnej zabawy.
Umyka mi gig EBOLA i tego żałuję, załapałem się na ostatni kawałek, który brzmiał wybornie i właśnie przez moc brzmienia żałuję, iż nie zgarnąłem jeszcze paru numerów z tego występu! No nic, tyle dobrego, że pan Mihu jako kolejny dołącza do żłopiącej z najlepsze kompaniji! Dzieje się, oj, dzieje! Matko z córką! Pojawia się pan Stanisław, zwany „Metal King”! Król jest jeden! Pan Stanisław jeszcze tej nocy utwierdzi w przekonaniu wszystkich, że nikt go nie przebije! Pan Stanisław jest już pod mocnym wpływem, łypie okiem i wszystkich nowo zapoznanych raczy swojskim „misiem”. Jest grubo.
W międzyczasie gra BLOOTHIRST, ale jakoś mało kto z kompaniji jest zainteresowany obejrzeniem tego dnia czegokolwiek.
Siedziska ruszają się jednak, gdy na scenę wchodzi Sadist z resztą załogi z BESTIAL RAIDS! Zaczyna się preludium do holokaustu, jaki nastąpi! BESTIAL RAIDS gra totalnie. Dewastuje. Bestialski black/death, bez zahamowań, iskry ze sceny, pod nią kocioł, w którym chwil kilka pierwsze skrzypce gra niejaki pan Dolek. Bałem się, że to, co poleci ze sceny, będzie chaotycznym hałasem. Jakżesz miło się rozczarowałem, albowiem świetnie ustawiony dźwięk pozwolił, aby ci miłośnicy gwoździ i masek pegaz rozjebali wszystko w drobny mak. „Thrones Of Satan”, „Order Of Doom”, a na koniec zajebiste „Neocenturian Legion” i mój faworyt „Nails”! Bez dwóch zdań to był najlepszy występ tego dnia, panowie po prostu zamietli!
Uff, odetchnąć trzeba nieco, płyny uzupełnić, bo część z nich z potem czoła i nie tylko ulotniła się gdzieś była. Pod barem dochodzi do coraz większego zezwierzęcenia, na czoło peletonu wysuwa się pan Dolek, który dostając małpiego rozumu, obejszczał był bar ku uciesze gawiedzi i pewnego ananasa ze stolycy, któren dzięki temu wygrał był jedno piwo. Aaa tam jedno piwo! Tych piw tego dnia były dziesiątki.
CRUCIFIED MORTALS zaliczam podobnie jak BLOODTHIRST, no cóż, może następnym razem. Trudno się mówi.
Wraz z najebanym do cna panem Stanisławem udajemy się przysiąść na chwilę w garderobie i spożyć co nieco z BESTIAL RAIDS. Pan Stanisław łypie okiem i zaczyna mówić wiele i nie na temat, jak się okaże później, 1/2 koncertu została zjedzona przez amnezję. Bywa. Życie to niejebajka.
SATANAS. Nie można przegapić tych panów, muzyka którą tworzą, jest wprost pisana pod występy na żywo, choć na sali przeważali chyba już umarli, a z pewnością wpół żywi. „Flesh For The Devil”, „Into The Massacre”, „Jaws Of Satan”, „Nocturnal Hell” – można by wymieniać. Surowy, bezlitośnie wciagający i kołyszący salą black/thrash. SATANAS jest prosty, jak budowa cepa, a niemiłosiernie perfekcyjny. Jest do krwi i kości „metalowy”, wulgarny, cudny. Ze sceny lecą kolejne wałki, Tucker i spółka, niczym lawa, zalewają swą muzą całą salę. Aaaarghhhh! Choć najbardziej i tak po koncercie będą pod wrażeniem pana Stanisława!
Po SATANAS następuje dłuższa przerwa. Degustacja nie ustaje, pana Stanisława widzę wówczas po raz ostatni tego wieczoru. Nie daje się namówić na pozostanie w Poznaniu, choć wyjdzie to taniej niźli tłuc się pociągiem do Gdańska. Mowa jego jest już jak brzęczenie much. Po drodze napatacza się pan Adrian, zamieniamy parę słów. Wypadki zaczynają nabierać tempa, akcja się rozwija, dookoła obrazki latają już niczym kalejdoskop.
Zaczyna grać NUN SLAUGHTER. „Satanic Slut”, „Sacrificial Zombie” czy „Raid The Convent” to niektóre hity, jakie kolejny legendarny już wymiot serwuje nam ze scenicznych desek. Don i jego banda rozwścieczyli do cna, w pozytywnym słowa tego znaczeniu, stojących pod sceną. Totalna furia. Jednakże wydarzenia, które przyćmiły występ tych panów, rozgrywają się w okolicach damskiego kibla!
Dochodzi stamtąd piekielne wycie, o ścianę opiera się odziana w skóry postać, która wydaje z siebie te pandemoniczne dźwięki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że osobnik ów ma nieco ściągnięte nachy, a pewna niewiasta usilnie próbuje coś mu uczynić w okolicach pośladków. Dookoła krwi jak po świniobiciu! Tak, to pan Dolek, któren w alkoholowym szale wyje przeraźliwie, a widocznej teraz gołym okiem dziury, jaką ma nad dupskiem, tryska obficie krew. Wokół mało kto zwraca na to uwagę na dłużej, w końcu niewiasta, którą okazuje się być Aga, woła co bym po pomoc jakowąś leciał, tedy wytrzeźwiały lekko widokiem, jaki mi się ukazał (choć początkowo to wyglądało jak „Morbid Vision” jakieś!) lecę pod bar i nawołuję społeczeństwo, co by ratowali mego kompana. Efekt jest jeno taki, iż z nożycami i podpaską (tak, tak, nie pytajcie się, skąd się wzięła, bo naprawdę nie wiem) lecę z powrotem do damskiego kibla. Po zrobieniu prowizorycznego opatrunku pan Dolek odzyskuje animusz i zamierza się bawić w najlepsze. Wytrzeźwiawszy jednakże, decydujemy się na zakończenie wojaży i udajemy się do hostelu, gdzie pan Dolek krwawi nadal obficie, co będzie niestety kosztować nazajutrz dodatkową opłatą za materac i pościel. Nic to, veni vidi vici!
Myślicie, że to koniec owej historyji? Że tak wygląda piątek trzynastego? Nie, nie, to dziecinada. Mówiłem przecież, że Król jest jeden. And ze łyner is pan Stanisław, który pojechał do Gdańska przez Wrocław, następnie przez Inowrocław, gdzie strapiony faktem utraty w niewyjaśnionych do końca okolicznościach plecaka, dokumentów, dyktafonu z wywiadem z NUNSLAUGHTER, komórki i nabitą na czole fifą degustował browary w oczekiwaniu na pociąg do Gdańska, do którego trafił w końcu nazajutrz późnym wieczorem… Kto się bawi, ten ma rację!666

 

[von Mortem]