OCEAN CHIEF Sten `13

CD `13 (I Hate Rec.)
Ocena: 2,5/6
Gatunek: sludge/doom metal

Lustrując skład zespołu OCEAN CHIEF przypomniał mi się stary, czerstwy już dowcip, w którym spotyka się trzech muzyków black metalowych. Okazuje się, że razem tworzą oni szesnaście (16) kapel – a więc wystarczy, żeby zrobić festiwal! W przypadku OCEAN CHIEF statystykę tę „podbija” najbardziej basista Jocke Pettersson, który (według Metal Archives – a jakże!) współtworzy 14 wciąż działających bądź nieistniejących już kapel.A sam OCEAN CHIEF to też nie debiutanci: działają ze sobą już od ponad dekady, „Sten” to ich czwarty długodystansowy album, przy czym powiedzenie „długodystansowy” jest tu całkowicie usprawiedliwione, bo każdy z nich – prócz przedostatniego „Den Forste” – trwa ponad godzinę. Na 70 minut muzyki na „Sten” składają się cztery kilkunastominutowe kompozycje – co również jest cechą charakteryzującą OCEAN CHIEF od początku ich działalności. Są niezmiennie sludge-doomowe, snujące się, toczące się w tempach wolnych bądź bardzo wolnych. Muzyka OCEAN CHIEF oparta jest na prostych riffach, przypominających momentami beznamiętne „plumkanie na jednej strunie”, na gitarze z fuzem. Niestety – mówiąc wprost – mimo siedemdziesięciu minut muzyki, nie ma na tej płycie szczególnie dużo do posłuchania. Jest to dla mnie raczej przykład na to, jak – nie mając pomysłu na żaden (!) godny uwagi riff, ani inny muzyczny motyw – można nagrać ponad godzinny album! Te kompozycje wloką się w nieskończoność, a proste patenty powtarzane są przez dwie gitary, w lekko zmienianej postaci. Oczywiście – żeby nie popaść w przesadę – coś tu się czasem dzieje: są żenujące sola (również na basie), numery potrafią się czasem umiarkowanie „rozkręcić”. Technicznie zadowalający poziom gry utrzymuje jedynie perkusista. Dużo jest tu jednak fraz „przebrzdąkanych”, niemiłosiernie nudnych i prostych, podobnych w konstrukcji do utworów z poprzednich produkcji zespołu. Oczywiście widać na „Sten” również pewien postęp: od wspominanego już „Den Forste” zespół stawia na liryki po szwedzku, co dobrze pasuje do muzyki, a na „Sten” zatrudnił dodatkowo klawiszowca (Jaohan Pettersson – zbieżność nazwisk pewnie nieprzypadkowa). Choć owe klawisze robią raczej za przestrzenne tło dla całości, dobrze komponują się z muzyką OCEAN CHIEF. Również brzmienie całości jest lepsze niż kiedyś… A więc – mimo całego mego marudzenia – OCEAN CHIEF pełza (!) w dobrym kierunku. I tu przejdę do rzeczy, która mocno mnie zafrapowała: na wspomnianych przeze mnie już wyżej Metal Archives znaleźć możemy recenzje pięciu poprzednich (3 płyty, 2 splity) wydawnictw OCEAN CHIEF wycenianych kolejno na 93 (2 recenzje), 90, 90, 95 i 98 procent… I tutaj lekka konstera… Jak to może być? Ile w tej samej klasyfikacji dostają dzieła DEATH, SLAYER czy innych, niezaprzeczalnie wielkich lub mniejszy, niezauważonych, acz genialnych? By nie zasnąć, podłączyłem sobie kroplówkę z adrenaliną i przesłuchałem owe poprzednie „dzieła” OCEAN CHIEF. Toż to prequel do koszmaru nazwanego „Sten”, tylko trochę odeń słabszy! A trzech recenzentów nie wygląda raczej na przyjaciół króliczka (pan joncheetham88 ma na swoim koncie ponad 300 recenzji i całkiem rześko wyglądającego bloga)… I tu konkluzja: to amatorskie plumkanie znajduje swoich amatorów! Posłuchajcie sobie więc lepiej sami. Ja niestety mówię pass. [Herr Bee]

Ocean Chief, fluidage@yahoo.se; www.myspace.com/oceanchief

I Hate Rec., P.O.Box 13023, S – 600013 Norrkoping, Sweden; info@ihate.se; www.ihate.se, www.myspace.com/ihate666