Odcienie metalu na Castle Party 2017

My, jako magazyn, które ewoluował z subkultury gothic metalowej (nie zapominając o korzeniach) do odmian stricte metalowych, mamy co roku problem z wyznaczaniem zawartości „metalu” i sensu jego obecności na festiwalu Castle Party w Bolkowie.

Historia czy definicja, fani czy po prostu wygląd Bolkowa podczas trwania festiwalu jednoznacznie wskazują, że Castle Party to festiwal gotycki, dark independent. Ale czy na pewno jest tak w rzeczywistości?

Poszukajmy wspólnych mianowników pomiędzy muzyką gotycką, a muzyką metalową – poza naturalnym skojarzeniem z gothic metalem, nasuwa się także „oczywista oczywistość” – kolor czarny i jego znaczenie, a także przywiązanie do czegoś w rodzaju idei mroku. Poza powyższym i jeszcze paroma szczegółami (jak mityczny brak uśmiechu), na prawdę trudno dopatrzeć mi się podobieństwa, natomiast bardzo często spotykam się z różnicami! Choćby z bardzo chłodnym (hehe) przyjmowaniem przez fanów muzyki gotyckiej/industrialnej (i ich odmian) tego, że co roku jakieś 8 dziwacznych zespołów zajmuje im cenne miejsce w kościele (a także – o zgrozo – na zamku!), przez co skazani są na większą ilość alkoholu na mieście, biedni :(

Nie zapominajmy jednak, że pomiędzy fanami muzyki – nazwijmy ją ogólnie – dark independent także występują animozje, szczególnie widoczne na przykładzie kontrastu zespołów „skrajnie” elektronicznych w zestawieniu z klasykami gotyku, bo czy SUICIDE COMMANDO ma coś wspólnego z DIARY OF DREAMS?

Ja uważam obecność metalu na festiwalu za naturalne muzyczne uzupełnienie, dajmy na to STELARIUS, który grając interstallar metal bardzo celnie trafia w ideę kościelnej transcendencji (mam tu na myśli atmosferę byłego kościoła ewangelickiego), a dodając do tego trochę mocy… to strzał w dziesiątkę i mocny kop na rozgrzewkę. Poza tym, do tradycji festiwalu dołączył już chyba na stałe „dzień metalu” w kościele, podczas którego fani cięższych brzmień mogą raczyć się „tradycyjnym pierd*olnięciem” praktycznie od rana do nocy i choć taki dzień nie doczekał się jeszcze afterparty z prawdziwego zdarzenia w klubie Hacjenda (bo maksimum ciężkości przewidziano tam na deathrock i gothic metal), to nie przypominam sobie pustek na zespołach metalowych w byłym Domu Bożym. Wręcz przeciwnie, ilość fanów stale rośnie – pamiętam np. FURIĘ w zeszłym roku, gdzie było na prawdę tłoczno.

A kogo zobaczymy podczas „dnia metalu” w 2017 roku?  IN TWILIGHT’S EMBRACE, czyli death metalowych rekordzistach jeśli chodzi o liczbę festiwali w tym roku, dzięki temu bardzo szybko zdobywają uznanie. SHODAN, który zaprezentuje pewnie najbardziej techniczną odmianę death metalu ze wszystkich kapel (a nie zapominajcie, że niedługo powtórka ich występu na festiwalu Niech Cisza Milczy). ULCER, czyli kolejny reprezentant śmierć metalu. Ich ostatni longplej spotkał z doskonałym przyjęciem krytyków, dzięki bardzo skutecznemu wplataniu szwedzkiej szkoły do swojej muzyki – mogliby równie dobrze supportować ENTOMBED! I następnie zespoły, których większości fanów metalu nie trzeba przedstawiać, ale liczę że paru gotów uda mi się namówić na zajrzenie do kościoła, więc… BLAZE OF PERDITION, black metal którego inspiracje znajdziemy w antypatii wobec Boga i jego władzy, podsycony niedawnym wypadkiem samochodowym, którego następstwem było przekroczenie idei „antigod manifesto” – zespół wkroczył na ścieżkę pustki i zawodu. Doskonałe, mroczne i poruszające węglowe serduszka połączenie. ABSU, które zastąpiło NEGURÅ BUNGET (odwołali swój występ po tragicznej śmierci członka zespołu) na pozycji kościelnego headliner’a w dniu 14.07.17 (piątek) to klasyka ekstremalnego amerykańskiego  metalu, postrzegana jako swoisty „kanon” łączenia elementów death, thrash oraz black metalu (chyba głównie) z ideą satanistycznej rewolucji. Zespół ma zawsze tyle energii, że starcza zazwyczaj za wszystkie supporty i kilka miesięcy :) A na deser… BEHEADED, czyli chyba najbardziej nieoczywisty reprezentant death metalu na całym festiwalu. Maltańskie bestie grają brutal death metal, bardzo mocno zazębiający się z grindcore’m, czyli prawie najmocniejszą odmianę metalu, która składa się z pięknych linii melodycznych, zawodzenia świnii, brutal slamów i blastów. Czyli wszystkiego co najlepsze!

I na koniec pozostała nam najważniejszy aspekt, ten najbardziej huczny i widoczny – headlinerzy na zamku, czyli żywe legendy MY DYING BRIDE, TIAMAT i ARKONA. Pierwsze dwa zespoły są chyba odpowiedzią na moje pytanie, co ma wspólnego subkultura metalu z subkulturą gotyku. Otóż, gwiazdami festiwalu są zespoły które łączą, a nie dzielą, posiadają w sobie przecież pierwiastki obu nurtów i zdobywając w ten sposób uznanie (MY DYING BRIDE od 1990 roku, TIAMAT od 1988), dają dowód na to, że metal może być częścią kultury gotyckiej. I może być w pełni akceptowany, a czasem nawet rzekłbym niedoceniany, niezauważany. Bo czy jest wiele osób, które zachwycając się choćby twórczością

 TIAMAT, rozprawiają o roli gitary w zespole i twierdzą, że jest jej za mało? Wydaję mi się, że w nazwie gatunku „gothic metal” człon „metal” jest jakby trochę zakurzony, zapomniany. Warto go zatem odświeżyć zapraszaniem stricte metalowych zespołów, które u korzeni swojego gatunku miały coś wspólnego z ideą dark independent. A dowodem na to jest zdecydowanie rosyjska ARKONA, która grając folk/pagan metal zajęła zaszczytne miejsce u boku pozostałej dwójki. Co ich łączy? Człon „metal”!

 

Po tej konkluzji nie pozostaje mi nic innego jak zaprosić gotów do kościoła i metali na zamek, a tych którzy jeszcze nie zdecydowali się na przyjazd… na jak najszybsze wyposażenie się w uzupełniające się koszulki np. ABSU i TIAMAT :)

 

Więcej informacji o festiwalu i biletach:
https://www.facebook.com/castlepartyfestival/