ONSLAUGHT, SUIDAKRA, FINAL DEPRAVITY, THE NO-MADS … – 13.04.2011, Katowice

2011.04.13_onslaughtScream For Violence Tour 2011:

ONSLAUGHT, SUIDAKRA, FINAL DEPRAVITY,
THE NO-MADS, ŚWINIOPAS

13.04.2011, Katowice, „Megaclub”

Muszę przyznać, że na ten koncert miałem problem się zebrać. Nie dość, że byłem wymęczony po nocnych wojażach po występie OBITUARY w Krakowie, to jeszcze miałem chamsko ciężki dzień w pracy, jak na złość. Więc do „Megaclubu” dotarłem dopiero po 19-tej, w czasie występu THE NO-MADS. Jako że płyny w moim organizmie wskazywały niski poziom, zamiast bezpośrednio wejść do klubu, oddałem się miłemu konsumowaniu browaru. Zdążyłem na ostatni utwór Katowiczan, po czym pożegnali się, podziękowali i poszli. Ale zaraz, zaraz… Dlaczego tutaj jest tak pusto? Maksymalnie 80 osób w całym „Mega”, jakaś 100 – licząc całą obsługę. Chyba większość wolała występ SLAYER \ MEGADEATH i na ONSLAUGHT nie starczyło już sałaty. Ale nie o sytuacji finansowej i zasobności poszczególnych portfeli tutaj…

FINAL DEPRAVITY to kombinowane na szybko zastępstwo za DEBAUCHERY, które to miało tego dnia występować. Dla mnie niestety to była zła wiadomość, bo muzyka FINAL DEPRAVITY jakoś do mnie nie przemawiała. Mieszanka thrashu z dużą ilością groove nie wchodziła mi tego dnia. Do tego wokalista i gitarzysta w jednej osobie występował w białej koszuli (bez krawatu!). No przepraszam, ale jak thrash, to chyba nie ubieramy się jak na jakąś randkę. Pograli jakieś 30 minut i sobie poszli. Reakcja zebranej publiczności zbyt żywa nie była, więc nie ma co się rozpisywać. Koncert idealny na rozgrzewkę, jednym uchem wlatywał, a drugim wylatywał.

SUIDAKRA to nazwa niemówiąca mi zupełnie nic, jednak jakichś fanów mieli, skandujących ich nazwę oraz tytuły kilku utworów, więc z zainteresowaniem ustawiłem się pod sceną. Niemiaszki wyszli i szok. Mieszanka melodyjnego death metalu z jakimiś folkowo-jarmarczno-średniowiecznymi wstawkami. Muzyka dla miłośników smoków, w brutalniejszym wydaniu. Ale nie powiem, całkiem przyjemnie się tego słuchało. W jednym utworze wykorzystali nawet jakąś śmieszną akustyczną gitarkę. Co by jednak nie mówić, brzmieniowo bez zarzutów. Ludzie nawet się bawili, więc coś w tym było. Do tego set składający się nie tylko z utworów z ostatniej płyty, ale też z kilku albumów wstecz.

ONSLAUGHT to już inna liga. Może nie pierwsza, jeśli chodzi o thrash metal, ale na pewno Brytyjczycy zajmują wysoką pozycję w drugiej. Ponadto są twórcami takiego pomnika jak „Power From Hell”, więc szacunek się należy. Po publiczności widać było, że to właśnie na nich tego dnia przybyli. I na pewno zespół nie zawiódł ich oczekiwań. Zagrał bardzo żywiołowy koncert, gdzie w przerwach między utworami Sy co chwilę zachwalał polską publikę. Zagrali ponad godzinę, prezentując takie hiciory jak „Killing Peace”, „Born For War”, „Sound Of Violence”, „Power From Hell”, „Bomber” (cover MOTORHEAD, gdyby ktoś nie wiedział). Przed ostatnim z wymienionych utworów (było ich więcej, lecz nie pamiętam tytułów) Sy powiedział, że przy jego nagraniu brał udział ich manager Tom „Angelripper”, jednak pomimo obietnicy występu wraz z nimi, nie dał rady dotrzeć na koncert. Tym miłym akcentem ONSLAUGHT zakończył swój występ. Już po zapaleniu świateł, zanim ochrona zaczęła wypędzać wszystkich, gromadzie maniaków udało się ściągnąć przybijającego piątki Sy ze sceny:-). Cały zespół niedługo później wyszedł, by napić się z publiką piwa. I tyle.

[sake]