OPPOSITE SELF Almost Over `08

Szefowa chyba porządki robiła, bo zdaje się, że jakaś płyta przeleżała trochę za łóżkiem czy też pod szafą, khekhe.  „Almost Over” okazuje się krążkiem całkiem do rzeczy i dobrze się stało, iż się odnalazł po latach. OPPOSITE SELF to zgraja Francuzów uprawiających coś z pogranicza rocka, metalu, grunge, alternatywy, stonera i co tam jeszcze można sobie dowymyślić. Prawie półgodzinny minialbum wypchany jest przyjemnym, melodyjnym graniem. Ucho mile łechce głos wokalisty, który w połączeniu z całym instrumentarium generuje dźwięki zapadające w pamięć od pierwszego odsłuchu. Chwilę później w zwykłych życiowych sytuacjach nucę sobie te przebojowe ochłapki i morda się pijaczynie cieszy. Nawet mimo tego, że muzyka Francuzów jest trochę melancholijna, a to najczęściej powoduje u mnie intensywnego pawia. Tym razem jest kompletnie inaczej. Co więcej, podoba mi się taki stan rzeczy. Strasznie lubię to w muzyce, że co jakiś czas znajduje się kapela pieśni i tańca, co to się fajną niespodzianką okazuje. Dla takich właśnie siurpryz, między innymi oczywiście, warto zagłębiać się w świat dźwięków. I choć przyjemna niespodzianka wcale nie musi oznaczać tego, że materiał jest wybitny, to tak naprawdę wcale wybitnym być nie musi. Wystarczy, że rajcuje.[Kasia]

Opposite Self, www.myspace.com/oppositeself